Je-Sień-Wrze-Sień-Tra-Ta-Ta-Ta

Brrrrr mówi Sepi z kwaśną miną.
– „Brrrrr” o tej porze? dziwię się. „Brrrrrr” to możesz mówić o poranku. Przed południem robi się skwar i trzyma do zachodu słońca.
Nie lubię czegoś takiego otrząsa się. Nie wiadomo czy jeszcze lato czy już jesień.
Ja lubię. Bo naprawdę lubię. Być może to wrześniowe niezdecydowanie i bogactwo lubię najbardziej. A czy lato czy jesień zależy co kto woli. Można nawet zmieniać w trakcie, inaczej rano, inaczej w sobotę.
Można i tak zgadza się Sepi. Widać nie jest to dla niego aż tak ważne jak wyglądało. Jakieś plany na jesień? Ni to zmienia temat, ni go rozwija. Jak już jesień będzie na pewno?
Hmmm myślę chwilę. Nic szczególnego nie planowałem. Może na mail odpiszę, jeszcze z wiosny mam.
Z wiosny? Sepi wygląda na zaskoczonego. W sumie nic dziwnego. Na wiadomości odpisuje się od razu albo wcale.
No, tak jakoś wyszło. Wolę nie rozwijać wątku, bo nie ma się czym chwalić. Ale ma to swoje plusy. Sprawy, które przeszłyby szybko, niezauważone, bez historii, mogą dzięki termu potrwać dłużej.
A są takie?
Są na pewno mówię z przekonaniem. Nie pamiętam już o czym był ten mail, jakie odpowiedzi pojawiały się w głowie gdy go czytałem, ale wśród nich musiało być coś, co chciałbym zatrzymać. I wrócić do tego kiedy słońce będzie po drugiej stronie lata. No to już mogę.

poranek

– Jeśli świt ma coś z magii, bawi się czasem, miesza sen z jawą, to mroźny poranek ucina wszystko, natychmiast mówi zdecydowanie. Kilka godzin później trudno ująć w słowa ten moment, sen wydaje się nierzeczywisty, urywany. W podobnie urywany, nierzeczywisty sposób pije herbatę, którą przed nią postawiłem. A ze wszystkiego zostaje trywialna myśl, że najtrudniej było opuścić ciepła kołdrę.
Kołdra to zdradliwy sojusznik mówię z przekonaniem. Niby jest po twojej stronie, a nie broni przed porankiem. Nawet nie ogrzeje, bo się zsunie, ucieknie i tyle z niej.
To fakt, kiepsko grzała. Wyciąga do mnie lodowatą rękę. Nie wiem dlaczego nie ogrzała jej o filiżankę. Ale mówię sobie, że to ostatni raz, kolejny będzie lepszy, wystarczy że wreszcie przyjdzie słońce. Przyjemne poranki ucinają tylko noc. Już pierwszy promień wpadający przez szybę wyrywa ze snu, do spółki z budzikiem i uciekającym rano czasem.
The morning belongs to the nightThe morning belongs to the day nucę z pamięci, przeskakując kilka wersów. O poranku zawsze traci się kilka wersów.

szósteczka

Komisarz ledwie się zorientował, że właśnie padła szósteczka. Tyle, że nic z tego nie wynikało. Ale co szósteczka to szósteczka. Niejeden powiedziałby: miło. Foma nie. Foma nic na ten temat nie mówił. Choć kątem oka zauważał.

Das Wohltemperierte Klavier

Komisarz Foma nawet próbował czasem stuknąć w klawisze, ale niewiele z tego wychodziło. Więc przestawał, bo po co? Po chwili palce jednak znowu lazły do klawiatury, niepomne wcześniejszych niepowodzeń. Gdzieś musi tkwić problem, gdzieś musi być odpowiedź przekonywał się Foma, wykazując niezwykłą wiarę w przyczynę, skutek i wyjaśnienie. Coś musi być z czymś nie tak podsumował komisarz, zrzucając na to coś wszystkie niepowodzenia. Ale zaraz potem, żeby nie dać powodu do zarzutu, że nie zrobił nic, postarał się o nową klawiaturę. Piękną. Niecodzienną. Niezwykłą.
I odtąd wszystko miało być w najlepszym porządku.