serce

Komisarz sprawdzał serce. Działało. Jak, tutaj nie było już takiej pewności. Badania, specjalistyczne i codzienne własne, mniej specjalistyczne, obserwacje, wywiady, hipotezy. Serce niby dawało się obejrzeć, błyszczało wynikami wydrukowanymi na gładkim papierze, papierze w kratkę, wynikami w systemie i wyświetlaczu, ale pokazywało tylko fragment siebie. I bez ukrywania tej fragmentaryczności dopowiadało: to nie wszystko, nie wszystko zobaczysz, nie wszystko jest we mnie. Komisarz przyznawał mu rację, nie wszystko zobaczy, nie wszystko dostrzeże, a serce tylko pozornie mieści się w jego klatce piersiowej.

349

Nie ma takiego wagonu
jest inny zamiast dziewięć na końcu jest osiem
choć nie miało takiego
być może
to ten system pomylił się przy rezerwacjach przed nim ruszył został przypięty do lokomotywy między wagonami które miały być i są jak ten
mało kto jedzie o tej porze
maki przy torach

Patrzę na

Deszcz wokół Rotundy
Za szybą
Krople spadają równolegle do żeber śniadaniowej sali
Pomiędzy stolikiem z kawą przed wyjściem a deszczem strefa dla członków klubu hotelowej sieci, stoliki take same jak w pozostałej części, może dodatkowy ekspres do kawy wyróżnia i oznaczenie reservation
Pociąg jeszcze nie czeka, choć czeka, za deszem, za czterdzieści kilka minut
Nic tu nie jest na miejscu
Wniosłem to
wywożę zimno mi

czerwiec nie lipiec

Przez chwilę myślał, że zgubił czerwiec.

Foma siedział nad rachunkami, telefon, internet, comiesięczny zestaw, który czasem w standardowej wysokości, czasem nieprzyjemnie wyższy. Przeglądał opłacone faktury, by dodać kolejną. Po marcu i kwietniu przyszedł maj i na maju kończyła się wyliczanka. Cholera zaklął niemile zaskoczony Foma, bo nie dość, że za lipiec, to jeszcze trzeba dorzucić i czerwiec. Ale nie ponaglali! Dlaczego nie ponaglali? Lipiec przestał być nagle taki pewny siebie, w ogóle przestał być i odsunął się w daleką przyszłość. Tak daleką, że trudno wyobrażalną, choć dzieliły ją od Fomy niecałe dwa tygodnie. Dwa tygodnie czerwca, który prawie każdego dnia chłostał.

Może dlatego chciał, by się zgubił.

tn

Ostatnio często się zacinam. Niektóre ze spotkań ostrza ze skórą pamiętam, niektóre skaleczenia nie mają swojej chwili. Odkrywam kroplę krwi na palcu, zatrzymuję dotyk na odkrytym tym dotykiem odstającym fragmencie skóry. Nóż, kapsel, puszka, zęby i pazury kota, drzazga, gałąź, kolec, wyszczerbione szkło, krawędź kartki. Albo dziś, albo kiedyś okazały się wytrzymalsze od skóry, wcięły się w ciało i zostawiły na niej ślad. Krótkotrwały lub permanentny, na to nie ma reguły. Wbity głęboko nóż wychodzi cicho jak przypadkowy gość, zapomniany chwilę po, a niewielka gałązka zostawia trwały ślad na środku małego palca. Choć permanentny po iluś latach nieogladania nieraz okazuje się być bardziej wspomnieniem niż blizną.
Ślad na skórze, ślad na tym, co skóra opieczetuje swoim dotykiem.
Znowu mi się tniesz! krzyknęła kiedyś J. Nie tnę się, to świat mnie tnie, kiedy przez niego przechodzę, albo się do niego tulę. A krew tamuję coraz później.