Ko Ka

Komisarz przypadkiem odkrył w notatkach, że już nie raz, nie dwa prawie się spotkał z Karoshi. Zapomniał o tym, bo kto chce pamiętać wszystko, ale czarno na białym odczytywał meldunki ze zbliżania się. Widać Karoshi krąży, jak kometa. Nawet go to pocieszyło. Bo skoro już przeżył, to może przeżyć i kolejny raz. A skoro jak kometa, to jakiś astronom może ustalić elipsę i kalendarz kolejnych odwiedzin. I wtedy komisarz pójdzie na urlop, albo na prewencyjne chorobowe.
Choć zakładanie regularności i porządku wydało mu się po chwili bardzo naiwne.

Reklamy

Madryt

Komisarz miał wrażenie, że przez ostatnie miesiące trwał w letargu. I pewnie trwałby nadal, gdyby nie nagły wstrząs, który pokazał, że świat nie będzie czekał na komisarza, obejdzie się bez niego i jakoś poradzi. Może całkiem nieźle.
O większość świata komisarz nie dbał, ale jednak znalazło się w świecie coś, co potrafiło wniknąć w komisarza, choć wydawało się, że niezależnie z której strony uderzyć czy dotknąć, i tak wszystko słynie. Tym razem jednak coś, może mniej ważne od innych, może przeciwnie, nie spłynęło i komisarz spojrzał na świat trzeźwymi oczami. I zobaczył jak wyżej.

Oszczedzimy czytelnikom opisów bezsennych nocy i wewnętrznych rozterek. Dość że komisarz uznał, że chce żyć i czerpać że świata. Dać siebie światu, dostrzegać co świat daje jemu i czego oczekuje wzamian.

Co to miało w praktyce oznaczać, komisarz jeszcze nie wiedział.
Nie wiedział czy ta nowa chęć życia wpłynie jakoś na te wszystkie przespane szanse, decyzje i nawoływania. Czy na któreś jeszcze można odpowiedzieć, wrócić do nich, naprawić, czy tylko zaakceptować nieodwracalność. Tego wszystkiego komisarz nie wiedział, ale uznał, że postara się niczego nie lekceważyć.

A póki co cieszył się Madrytem.

Październik

Smutek? Przy takim ciepłym jesiennym wietrze? podpuszczam. Do baru ostatnio nikt nie zagląda i gość z przemyśleniami to święto. A że wiatr znad Afryki rzeczywiście wywraca jesień do góry nogami? Zmiany klimaty nie tak niespodziankę przyniosą.
Wiatr to mi może brodę rozwiać, nie smutki odpowiada. Niby zgodnie z planem. Jest ironia, czarny humor, dystans. I nawet broda robi wrażenie, choć to raczej pomysł na brodę niż jej ostateczna forma, ale jednak smutku w tym wszystkim najwięcej. Poczęstowałbym go kawą z tygla z czymś i migdałami w cynamonie, gdyby mogłoby to coś dać. Tyle że raczej nie da. A skrzynka wódki to nie u mnie.
Myślałem, że przetrawiłem ból, wszystkie smaki nie bawi się we wstępy i punkty zaczepienia. Że miałem je pod ręką od dawna, i kawałek po kawałku znikały. Wszystko położone na tacy i nie powinno zaskoczyć. Jednak nie jednak wciąż może zaboleć coś nowego.
Bo może tego na tej tacy nie było lata barmanowania robią swoje – dobrze, że się uzewnętrzniasz, ale wcale nie musisz być tym dobrym i mieć jedyną właściwą wizję świata.
Może. I jeśli potrzebowałem jakiegoś potwierdzenia to go dostałem. Tak odczuwalnie. Mocno.
Zdecydowanie nie kawa. Herbata bez żadnych udziwnień. I jakaś muzyka, skojarzenie, które nasiąknie tymi emocjami i schowa się, im dalej tym lepiej.
Czy mogłem powiedzieć coś inaczej? Czy gdybym użył użył innych słów efekt byłby inny myśli głośno, ale już w innej tonacji. Wcale nie weselszej, ale innej.
A gdybyś nic nie powiedział to może nic by się nie stało? chcę dodać, ale lepiej to pytanie zostawić niewypowiedziane. Październik, jeśli mu się da okazję, potrafi zaskoczyć. Strzela bez ostrzeżenia.

Ten bar nie jest zgodny z RODO

serio nie jest? pyta Abi.
pojęcia nie mam odpowiadam. ale takiej fali spamu, że coś ktoś jest zgodny, że ulepsza politykę prywatności, i że nie wiadomo co jeszcze, nie pamiętam. i aż mi się chce powiedzieć, że bar ma to wszystko gdzieś, jest taki sam jak dotychczas. przychodzisz, jesteś na swoją odpowiedzialność, barman ma cię na oku albo nie, i tyle. rodo-srodo. a jak ktoś przez szybę przyuważy, że byłeś, to tak samo jak by zauważył cię na mieście kończę wywód.
to może jednak jesteś zgodny stwierdza Abi.
może jestem zgadzam się. bez tego tej zgodności i ulepszenia już nikt zupełnie tutaj nie zajrzy kwituję, choć niczego nie ulepszyłem ani o jotę.

Przyjmijmy, że tak jest lepiej

To jest bardzo wygodne założenie, logiczne, bezduszne, ale proste w realizacji, bo jak by ci się nie podobało to co teraz, uznajesz, że inne aspekty maja pierwszeństwo. Wcześniej nie miały, to one musiały zaakceptować swoją drugorzędność, teraz przyszedł ich czas. I tyle. Uznajesz i się tego trzymasz.

Czy były od zawsze, czy pojawiły się z czasem, nieważne. Czas jest ich. Może tylko przez chwilę, może dłużej. A może poczują szansę i już nie odpuszczą, będą górą do końca. Trzeba przyznać, że to szansa jakich mało. Żal nie skorzystać. Mogą się pysznić, mogą pączkować nieprzeganiane, chronione założeniem, że tak jest lepiej. Lata pozostawania w cieniu zasługują na rekompensatę.

Założenie jak założenie, póki nie okopane na pozycjach, póki nie przejdzie w pewność, że tak jest lepiej, da się przegonić i ustąpi miejsca wątpliwości, że wcale niekoniecznie. I założeniu, że lepiej jest jak było. Albo, że zupełnie nie o to chodzi i lepiej jest zupełnie inaczej.