postanowienia na TAK, postanowienia na NIE

Lockdown to podobno najlepszy czas na zajmowanie się tym, na co wcześniej nie było czasu. Podobno. Podobno wszędzie ktoś coś nadrabia, pogłębia, spełnia niespełnialne dotąd…

Tfu!  pomyślał komisarz, co za paskudne słowo lockdown. Ale czy lepsze byłoby zamknięcie? zastanowił się. Tkwię w niezrozumiałym zamknięciu. Częściowe zamknięcie. Częściowe ograniczenie zamknięcia. Tfu!

Z tego zastanawiania się i sprzeciwu na to, co ponoć oczywiste przypomniało się komisarzowi, że obiecał sobie jakiś czas temu pisanie. Regularne pisanie. Mocne postanowienie na TAK, z którego jakoś niewiele wyszło. Ale czasem jednak wychodzi, jak się przypomni, wytrwa i ma co. Postanowienia na TAK wymagają działań. I systematyczności. I woli. A rozpędzone, toczą się, porywając ze sobą świat.

A postanowienia na NIE? pomyślał po raz nie wiadomo który komisarz. Postanowienia na NIE mogą wymagać jeszcze więcej. Działać można impulsywnie, wygłupiając się, w nadziei, że coś z tego beznadziejnego działania wyjdzie. Ale niedziałanie, powstrzymanie, cofnięcie ręki, przymknięcie oczu…

Komisarz nie zazdrościł tego wyboru. Oj, zdecydowanie mu się taki wybór nie podobał.

4&4

W gąszczu niezliczonych opcji i braku pomysłów komisarz uznał, że będzie znowu pisał. Nie dlatego, że ktoś to przeczyta, doceni, wejdzie w dyskurs. Nie dlatego, że przemyci w tekście jakąś myśl, wizję lub pretekst do. Owszem, miło gdyby, ale i bez tego był w tym i plan, i sens.

Pisanie, myślenie o tym co napisać, jak połączyć pojedyncze frazy czy skojarzenia byłoby tym, co zajmie komisarskie myśli, które bez tego zbyt łatwo pozostają przy rzeczach niewartych myślenia, jak praca, wspomnienia, żale i projekcje.

Chyba że owe myślowe sloty zajmie co innego. Na przykład myślenie o grach, które nie wymagają zbyt wiele elektroniki (bo te zdążyły już komisarza znudzić), za to sycą się wyobraźnią i sięganiem do tekstów. Cudzych tekstów. Sporą wyprawkę takich tekstów i pretekstów komisarz dostał w prezencie, albo podebrał z cudzych prezentów.

I choć klawiatura stukała zdrowo, to nie od twórczości, a od wyszukiwań i coraz to nowych zapytań. Kolejny rok wreszcie zaczynał jakoś wyglądać. Niezależnie czy górą będzie Szahobedin czy D&D.

Zima, plany

Zima zbierała się do ataku, a komisarz nawet nie wykonał planów z wiosny. Co to były za plany?  myślał kominiarz. Ale nic mu nie przychodziło do głowy. Pewnie jakieś nieważne skoro niezrobione i niepamiętane.  Ale tak do końca komisarz pewny tego nie był.

Póki co zdecydował, by zamienić letnie buty na zimowe. O dziwo, ten plan komisarz zrealizował błyskawicznie. Choć, patrząc całościowo, niewiele to pomogło, albo tylko miejscowo. Kurtka pozostała jesienna.

Jeżeli

Komisarzowi przyszło do głowy, że miło byłoby powiedzieć  jeżeli nie jest pani zajęta chciałbym zaproponować swoje towarzystwo.
Co prawda gdybym mógł to powiedzieć, i być usłyszanym, to towarzystwo na swój sposób już by miało miejsce. Ale już samo pomyślenie, ubranie w słowa owej myśli wywołało przyjemne uczucia. A co dopiero byłoby, gdyby wszystkie kolejne warunki okazały się spełnione.

status – maj

Komisarz z pewnym ociąganiem stwierdził, że nie wyszło tak, jak sobie założył.

Nie żeby jakieś wielkie założenia, strategie, budowa imperium… Nie żeby w ogóle był jakiś pomysł na początku. Ale skoro po drodze pojawiły się jakieś iskierki, szanse, punkty zaczepienia, to można było mieć nadzieję, że coś z tego może się urodzić dobrego. Choćby niewielkie coś.

Status na początek maja był jednak taki, że nic z tego. A tendencja na kolejne miesiące raczej niekorzystna. Nawet pogoda się nie postarała. Jak to w maju.