Bez kategorii

status – maj

Komisarz z pewnym ociąganiem stwierdził, że nie wyszło tak, jak sobie założył.

Nie żeby jakieś wielkie założenia, strategie, budowa imperium… Nie żeby w ogóle był jakiś pomysł na początku. Ale skoro po drodze pojawiły się jakieś iskierki, szanse, punkty zaczepienia, to można było mieć nadzieję, że coś z tego może się urodzić dobrego. Choćby niewielkie coś.

Status na początek maja był jednak taki, że nic z tego. A tendencja na kolejne miesiące raczej niekorzystna. Nawet pogoda się nie postarała. Jak to w maju.

Reklamy

cieszę się z życzeń
które złożę
wymyślam je
szukam okazji
czekam

Znowu wy

Po czasowej ucieczce od świata, żadne tam wagary, po prostu trochę urlopu, trochę świąt, trochę okoliczności, komisarz zauważył, że wraca do tego co zostawił. Nic się samo nie rozwiązało, nic nie nabrało właściwego sensu.
Ech, zawarczał komisarz. Czy nie miało być tak, że sprawy zostawione same sobie czarodziejsko się układają, problemy rozwiązują? Można przestać cokolwiek robić, jedynie obserwować lub nie, by zastany po przerwie zestaw był tym wymarzonym?
Okazało się, że jednak nie. Wszystko czekało jak zostawione, powarkując od zniecierpliwienia. A zebranie się, by zrobić jednak coś, czego nie zrobiło się wcześniej, bo przecież miało się samo, nie wywołuje efektu.
Smuteczek, mógłby powiedzieć komisarz. Smuteczek albo jakoś podobnie. Tylko że zawód wcale nie chciał się taki zrobić. Ani tym bardziej zniknąć.

Pary

Po chwilowym wzmożeniu wszystko wróciło do cichej normy. Komisarz zastanawiał się, który z tych stanów woli.

Odpowiedź nie była prosta. Nie była też niezmienna w czasie. Podobnie jak trudno było odpowiedzieć i trzymać się tej odpowiedzi w przypadku pary mieć rację czy dobry nastrój. Albo zrozumieć dlaczego czy utrzymać względny spokój i nie psuć. To ostatnie już nawet nie było parą tylko konstrukcją pełną zależności.

Nie mając żadnych podpowiedzi i nowych pomysłów komisarz zdecydował, że postąpi jak zwykle ostatnio, czyli nie zrobi nic, tylko będzie obserwował. Bo gdy zaczynał wykazywać aktywność i przestawał pozwalać toczyć się samemu, wychodziło tak sobie. A ilość niejednoznacznych par rosła.

Ko Ka

Komisarz przypadkiem odkrył w notatkach, że już nie raz, nie dwa prawie się spotkał z Karoshi. Zapomniał o tym, bo kto chce pamiętać wszystko, ale czarno na białym odczytywał meldunki ze zbliżania się. Widać Karoshi krąży, jak kometa. Nawet go to pocieszyło. Bo skoro już przeżył, to może przeżyć i kolejny raz. A skoro jak kometa, to jakiś astronom może ustalić elipsę i kalendarz kolejnych odwiedzin. I wtedy komisarz pójdzie na urlop, albo na prewencyjne chorobowe.
Choć zakładanie regularności i porządku wydało mu się po chwili bardzo naiwne.

Madryt

Komisarz miał wrażenie, że przez ostatnie miesiące trwał w letargu. I pewnie trwałby nadal, gdyby nie nagły wstrząs, który pokazał, że świat nie będzie czekał na komisarza, obejdzie się bez niego i jakoś poradzi. Może całkiem nieźle.
O większość świata komisarz nie dbał, ale jednak znalazło się w świecie coś, co potrafiło wniknąć w komisarza, choć wydawało się, że niezależnie z której strony uderzyć czy dotknąć, i tak wszystko słynie. Tym razem jednak coś, może mniej ważne od innych, może przeciwnie, nie spłynęło i komisarz spojrzał na świat trzeźwymi oczami. I zobaczył jak wyżej.

Oszczedzimy czytelnikom opisów bezsennych nocy i wewnętrznych rozterek. Dość że komisarz uznał, że chce żyć i czerpać że świata. Dać siebie światu, dostrzegać co świat daje jemu i czego oczekuje wzamian.

Co to miało w praktyce oznaczać, komisarz jeszcze nie wiedział.
Nie wiedział czy ta nowa chęć życia wpłynie jakoś na te wszystkie przespane szanse, decyzje i nawoływania. Czy na któreś jeszcze można odpowiedzieć, wrócić do nich, naprawić, czy tylko zaakceptować nieodwracalność. Tego wszystkiego komisarz nie wiedział, ale uznał, że postara się niczego nie lekceważyć.

A póki co cieszył się Madrytem.