na dnie szuflady

Z okazji:
– pierwszej rocznicy,
– zbliżającego się helloween,
– nowego sezonu Vampire Diaries,
– rozgaszczającej się dżdżystej jesieni,
– początku roku akademickiego u niektórych
okolicznościowa stypa w noworoleańskim stylu!

Hotel budził zaufanie. Portier też, chociaż to co mówił brzmiało niewyobrażalnie.

– Panie aspirancie, jak babcię kocham, w tym pokoju straszy!

– Jak straszy? – Podhalański nie lekceważył żadnych sygnałów.

– No tak dziwnie. Głucho, jakby nie u nas. Cisza straszy, aż ciarki idą. – Portier aż zatrząsł się na wspomnienie nieludzkiej ciszy. – Normalnie jak straszy, to krzyki, jęki, płacz, przekleństwa, walenie w ściany, tłuczenie szkła, cały ten upiorny hotelowy zgiełk, jeśli pan wie, o co chodzi. – Aspirant Podhalański udał, że wie. – A ten tutaj nic. Było głośno, kłótliwie wręcz, czyli tak po ludzku i nagle: szast-prast-bum! jak brzytwą uciął.

– Może tam teraz nikogo nie ma? – zagrał równie ostro Podhalański. – Był i znikł.

– Jak nie ma? – oburzył się portier. – Pokój opłacony, światło się święci, woda ścieka, prąd z płynie, aż licznik furczy, a dźwięku ani nic. Spokój, aż wszystko od tego boli.

– I to takie dziwne? – Podhalański od dawna nie dziwił się z byle powodu.

– No a jak?! Nie można nagle się tak zupełnie wyciszyć. To nienormalne. – Ostatnie zdanie portier aż przesylabizował.

– A nie może w środku być ktoś, kto po prostu lubi spokój? – Aspirant Podhalański podrzucił kolejne rozwiązanie.

– Jakoś wcześniej nie lubił… Rano, wieczór, we dnie, w nocy zawsze coś się działo. A to telefon, a to faks, a to stukanie w klawiaturę, a to skrzypienie pióra, a to butelka wina do pokoju. Działo się, działo, że aż miło – portier uśmiechnął się do wspomnień. – Atmosfera jak w powieści.

– I nikt się nie skarżył na hałas?

– No jakoś nie. Nawet miało swój urok. To przecież hotel pod miastem – dodał portier, jakby to wszystko wyjaśniało.

Aspirant Podhalański znał podobne hotele. Rzeczywiście, często znajdował w nich różne wyjaśnienia.

– Może coś mu się stało temu w środku? – Tym razem portier zaczął snuć warianty.

– Chorowity był? – Aspirant wyjął notes i zaczął notować.

– Nie.

– Przemęczony?

– Trochę, ale bez przesady. Jak wszyscy teraz.

– A nie sprawdzał pan czy coś się dzieje? – Aspirant przerzucił odpowiedzialność z policji na społeczeństwo.

– Nie. – Portier pokręcił przecząco głową. – Wspominał, że chwilę się wyciszy, to nie reagowałem od razu. Ale ile można?

– To trzeba było zajrzeć. – Podhalański spojrzał groźnie i nawet nie zająknął się ile. – Ma pan pewnie swoje sposoby. Zapasowe klucze, cienki kawałek ściany do przyłożenia ucha, inspekcja pożarowa, dodatkowa wymiana ręczników…

– To jest porządny hotel, a nie jakiś zajazd przy drodze! – oburzył się portier. – Tu się takich rzeczy nie robi!

Podhalański uśmiechnął się, udając, że wierzy.

– I dlatego poprosiłem pana o przyjście – dodał łagodniej portier.

– Żeby jak coś, to było na mnie?

– Panie aspirancie, jak w ogóle mógł pan tak pomyśleć?! – Portier prawie się obraził. – Po prostu pewniej się z panem czuję. A jakby nie daj boże coś się stało, to pan będzie wiedział co robić.

Podhalański chciał odpowiedzieć, że częściej nie wie niż wie, ale nie wypadało. Wsunął się przed portiera i cicho zapukał w drzwi. Głucha cisza. Nacisną klamkę. Drzwi otwarły się bez najmniejszego pisku.

– Mówiłem, to porządny hotel – powiedział zadowolony z siebie portier.

Aspirant wszedł do środka i rozejrzał się. W środku, na sofie siedział komisarz Foma i nic nie robił.

22 comments

  1. Okej, to z okazji okazji i ja mogę pójść posiedzieć. 🙂
    A czy ma kto przemycić do baru alkohol i szlugi? Bo wzniósłbym toast za okazję, ale muszę mieć sprzęt. 😆

  2. Czy słońce to samo – wcale nie wiadomo. Nawet są poważne obawy, że nie. Za zasłoną z chmur mogą się dziać niestworzone historie, a kiedy zasłona na moment się uchyla – słońce jakby wątlejsze, by nie rzec – podróba słońca.

    Bobiku, alkohol się znajdzie, ale palenie…? 😯

  3. Bobiku, ja przyniosę szlugi. Ale musimy je szybko spalić, bo już 15 listopada wchodzi w życie Wielki Zakaz 😯
    Nie mogli gorszej pory dla kawiarnianych palaczy wymyślić 🙄

  4. Najgorsze, najbardziej thrillerowe niespodzianki to nie te, które z szuflady wyłażą, tylko te, co się czają na jej dnie i wyleźć nie chcą. 🙄

    Wielki Zakaz u nas jest już od dawna, wskutek czego przestałem się po knajpach włóczyć i przeszedłem na przykładny, domowy żywot. 🙂
    Jak barman chce klientelę stracić, to proszę bardzo, niech sobie też zakazy wprowadza. 😈

  5. chyba jednak strach przed ośmierdnięciem z jednej, a niepaleniem z drugiej paraliżuje 🙄
    w sumie ma to swoje strony, można z czystym sumieniem skupić się na pracy, która niektórym wali drzwiami i oknami, a innym wyskakuje z, bezpiecznych by się wydawało, schowków, szuflad i innych pozabarowych enklaw. tym bardziej że kwartał się kończy, słupki się mierzy, procenty premii zaokrągla w dół, zmienia na ścianach portrety pracowników miesiąca… ale od piątku znowu luz tak do połowy listopada…

  6. Ja też już luz, jedna praca sobie poszła, została tylko ta uczelniana 😀
    A i studia wróciły, i znowu jest wesoło. Dzisiaj jeden doktor doprowadził nas do łez (ze śmiechu), nabijając się z profesora, którego zastępował i który jest doktora osobistym ojcem 😆
    Aż coś chyba u siebie skrobnę 🙄

  7. Jest jeszcze ta czwarta, która mi wisi. I ta piąta, która obleci. I ta szósta, syzyfowa. I… i… i…
    Tak się zmęczyłem samym wyliczaniem, że muszę odpocząć. 🙄

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s