tom II, rozdział 29

Z dziejów barowania
tom II (Pułapki)

* Kiedy barman zapomina: się i po której stronie baru ma stać *

Trudno o większą katastrofę niż wtedy, kiedy barman zapomina po której stronie baru powinien się znajdować. Nie, żeby nie mógł zza niego wyjść, nie żeby nie mógł się przysiąść do czyjegoś stolika na lampkę czerwonego i chwilę rozmowy. Ale jeśli tego czerwonego ma być więcej, a chwila dłuższa, barman powinien oddawać się prywacie poza barem, a bar oddać w opiekę komuś godnemu zaufania.
Pozostając na miejscu, barman tworzy złudne wrażenie porządku i bezpieczeństwa. Pół biedy, kiedy nie dzieje się nic szczególnego, gorzej, kiedy zaczyna się dziać, a barman nie reaguje. Kompromitacją jednak jest, kiedy w sytuacji wymagającej walnięcia w łeb barman znajduje się po stronie niewłaściwej. Nie ma bowiem dla barmana nic gorszego niż zawieść zaufanie gości, pozwalając, by w miejscu, za które jest odpowiedzialny, komuś stała się krzywda.

Kiedy więc barman znalazł się po niewłaściwej stronie, a sytuacja potoczyła się w sposób najgorszy z możliwych, pierwsze co barman musi zrobić, to trzeźwo dostrzec co się stało, wziąć całą odpowiedzialność na siebie, opatrzyć rany, posprzątać co się da i nie udawać, że nic się nie stało. A potem nie oczekiwać zbyt wiele i cieszyć się, jeśli nie utraci koncesji na bar.

———-

ps. mimo barowej konwencji tekst jest jak najbardziej a propos i na poważnie

dziś, wyjątkowo, kwiaty tutaj

44 comments

  1. Aby było jasne: to ja narozrabiałem w barze, barman nie za bardzo miał jak zareagować, zatem koncesja zostaje a ja mam szlaban na wszystko, z wyjątkiem wody mineralnej i to niegazowanej.

  2. Byłem, widziałem – barman też swój udział miał. Ja mu koncesji nie chcę odbierać, ani komisji śledczej na niego napuszczać, ale sprawiedliwość ma być! 🙄
    A przy tym prawda to szczera, już niezależnie od tutejszych zaszłości, że gospodarz powinien zapewnić swoim gościom bezpieczeństwo. Więc słusznie się barman kaja, że nie tylko nie zapewnił tegoż, ale jeszcze wziął udział w jego trepowaniu.
    A raz pokiereszowane poczucie bezpieczeństwa musi dość długo dochodzić do siebie i lizać rany. Więc teraz trzeba będzie na nie chuchać, dmuchać, najlepsze warunki mu zapewniać i mieć nadzieję, że się kiedyś wyliże. 😉

  3. najbardziej powaznie-herbate zaraz,w szepczacych filizankach,z mruczacego
    cieplym spokojem imbryka

    w wysiedzona kanape pod oknem zapadam sie…….

  4. Obawiam się, Kocie, że dzisiaj oprócz poważnej herbaty i niegazowanej wody dla zeena niczego innego nie dają. 🙄 Ale możesz się położyć koło Kaflowego i ciepło pomruczeć. To pomaga przetrwać niedobory w zaopatrzeniu.

  5. można – tylko z dopiskiem, że jak coś przy robocie schrzanimy, to jeszcze trza posprzątać.

    alka selzter co prawda w domu jest, ale to ten drugi dom (czyż miejsce pracy nie jest drugim domem?), zatem zostają ogórki. tak się składa, że mam cały słoik, mogę oddać potrzebującym, ale te problemy logistyczne jakoś trzeba najpierw przeskoczyć. i nie wiem, czy jeszcze jest sens, skoro reakcja z takim opóźnieniem

  6. cicho,po wczorajszej pustce „robmy swoje”

    filizanki szepca,samowar z imbrykiem mrucza przyjemnym zapachem zaparzonej
    herbaty

    na kontuarze otwarty sloj ogorkow,lowie jeden…..

    z dzisiejsza gazeta w fotelu pod oknem zapadam sie…………

  7. I dlatego, jak się chce właściwego sensa czy nonsensa dorwać, trzeba czasem łapy umaczać, albo włożyć pewien wysiłek w zdobycie widelca.
    A z Szanownym Panem Radcą bym zapolemizował. Sensem obecnego wpisu nie wydaje mi się „róbmy swoje”, tylko coś, co ująłbym następująco:
    Sens w nonsensie nawet łów,
    nie chowając w piasek głów
    i miej to za przedmiot troski,
    by wyciągać w porę wnioski. 🙄

  8. Komerski, duszo bratnia! 😀
    Com się ja aluzji napuszczał, żeby przynajmniej jakiś lanczyk pożywny tu podawano. Jak groch o ścianę! Ale jak uzyskam wsparcie od voxa populi, to może jednak coś się da zrobić.
    Musztardę mogę już nawet przynieść własną. I z Komerskim się podzielić. 🙂

  9. No jasne! Prewencyjną i kulturotwórczą. W niektórych krajach już w przedszkolu uczą, że pić bez zakąski niekulturno.
    Na tyle niekulturno, że w wyniku przejściowych trudności z dostawą kabanosów wymyślono tam nawet kiszone ogórki zamiast!

  10. podobno zestaw: kabanos, ogóras i pajda chleba działają najlepiej

    Ale to chyba jednak nie do wina
    Chociaz ja pamiętam swego czasu winem czerwony, choć domowej konstrukcji, zapijałam gazowane śledzie
    i reperkusji ze strony żoładka nie odczułam

  11. leczenie, jedzenie nie ogrzeje zmarznietych dloni

    pozostaje wiec w przyjazni z grubym ceramicznym kubkiem
    z goraca herbata, wchlaniam pare…….

    rogaliki, maslo, rarytasy Bobika dla sniadania jedzacych
    kilka chwil w fotelu

    zapadam sie…………….

  12. przebranżowienia baru w restaurację (restauracja fomy, wręcz jak rozdzialik z podręcznika historii…) mimo wszystko nie planuję, ale jakieś subtelne lekarstwa pieszczące podniebienie… hm… dlaczego nie. do herbaty

  13. Nie musi być zaraz przebranżowienie. Może teraz nastąpić epoka Restauracji w barze i potrwać jakiś czas. 😉
    Takie chudziny, jak Komerski czy ja, nabiorą w tym czasie trochę okazałej fizyczności, a herbaty i rarytasów dla innych też nikt przecież podawać nie zabrania.
    W końcu, kurczę, klient wasz pan! 😀

  14. Popieram Bobika w całej rozciągłości. Poza tym, skąd pomysł, że „bar” to nie jest miejsce, gdzie się je? Tym bardziej, że „diner” to słowo, które oznacza restaurację zbudowaną na podobieństwo wagonu restauracyjnego (pierwotne znaczenie tego słowa).

  15. nie mówię nie, byle nie trzeba było jakiegoś szefa kuchni zatrudniać z tuzinem pomocników…
    to jakie pozycje w menu klient-nasz-pan sobie życzy?

  16. W każdym razie nie ma co duplikować tego, co już można zjeść gdzie indziej. Czyli odpada golonka z nietoperza i kiełbasa z Chopina. Pasztetówki też sobie tyle u siebie nakopiowałem, że na dłużej starczy.
    Befsztyczek, robaczku? 😉

  17. Krwiste, krwiste! Na średniactwo się nie piszę! 🙂
    Trochę sięgającej do trzewi prozy życia i dramatycznych realiów, a nie tylko to kawiarniane pięknoduchostwo!
    Na rzecz tego ostaniego jestem skłonny zrobić tylko jedno ustępstwo – mogę te steki konsumować w rytmie tanga. 😉

  18. Bobik, nie martw się…tańcząc tango ze stekiem w zębach, rozpryskiwałbyś krew dokoła. Żaden wegetarianin nie zbliży się nawet do takiego widowiska 😉

  19. kabanosy z rana?

    konserwatywnie

    czajniczek, filizanka, rogaliki, rarytasy, fotel, gazeta

    zadawalam sie…………

  20. ludzina, wołowina, kabanosy, ogórki… no pięknie, ale jednak niepięknie.

    im dalej od feralnego czwartku tym bardziej mam wrażenie, że wcale nie jest ok, że zachowałem się nie tak jak należało, zbyt lekko, z boku, że może za dużo myślałem o miejscu, a za mało o ludziach. że zamiast skupiać się na sprzątaniu, trzeba było nazwać rzeczy po imieniu. że przegapiłem szansę, żeby zrobić to, co należało i tak jak należało.
    niestety, nie ma takiego guziczka, który potrafiłby życie cofnąć kilka kroków wstecz. życie idzie albo do przodu, albo wcale. myślałem chwilę o zamknięciu baru, ale to żadne rozwiązanie, zatem iść do przodu i dawać nowe wpisy. ze świadomością, że niewinność została utracona i że to cholernie smutne

  21. i dobrze, że takiego guziczka nie ma
    Cofalibyśmy sie w nieskończonośc i poprawiali najpierw rzeczy istotne, potem mniej istotne a w końcu pierdoły jak bluzke czy kolor skarpetek
    nie byloby czasu na zycie tu i teraz,bo każdy w swojej przeszłości ma jakiś „feralny czwartek” albo „beznadziejną sobotę” czy też „zawstydzający wtorek”

    Grunt , żeby w przyszlości ich nie mieć

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s