Chrup chrup

Suchary chrzęściły komisarzowi w zębach na cały pokój. Łowczy ewakuowała się po schrupaniu jednej czwartej pudełka, Podhalański wykazał się większą wytrzymałością. Siedział cicho aż do opróżnienia połowy.

– Szefie, nie lepiej jakieś owoce zjeść? Jesień, pełno tego na drzewach. Świeże, soczyste… – zaproponował z nutką troski w głosie.

– Wczoraj jadłem – odparł krótko Foma, jakby to załatwiało sprawę.

– Codziennie trzeba. Siłę się potem ma! – Aspirant jak piórko podniósł dwa napchane segregatory z operacyjnymi notatkami.

– Podhalański,  ja ci nie zabraniam pracować jako fizyczny. Ale chyba po coś za każdym razem na odprawie u Szefa mówię, że do tego co od nas chcą trzeba być supermenem, a my nie jesteśmy i niech się odwalą. – Komisarz nauczył się już, że bycie w awangardzie nie zawsze popłaca. – Więc nie rób mi tu teraz pokazu niemożliwości, bo jeszcze ktoś wejdzie, zobaczy i od jutra będziesz śmigał za trzech.

– Jak się je witaminy, to i za czterech można – minę Podhalańskiego chciałby pewnie uwiecznić co drugi rodzic i pokazywać swoim pociechom przy każdej prośbie o batonik. A nuż zadziała.

– Marudny jesteś do bólu – jęknął Foma, ale aspirant czuł, że jest na dobrej drodze. Chrupanie ustało i póki co komisarz nie sięgał do pudełka.

– Szefie, bo ja z czystej troski. Co panu po tych sucharach? Odchudzać się pan nie ma co, a smakowo przyjemność z tego żadna. Jeszcze ząb pan sobie złamie i kłopot. A takie jabłka albo śliwki. Albo winogrona! Mięciutkie, słodziutkie, palce lizać.

– No dobra, mogę spróbować – komisarz sięgnął do podanej przez aspiranta miski ze śliwkami. Faktycznie, były całkiem niezłe.

– Może pan zjeść wszystkie, mam jeszcze drugie tyle schowane w szafce – Podhalański na wszelki wypadek podsunął miskę pod samą klawiaturę. – A suchary to najlepiej na spacer zabrać i ptaki nimi nakarmić – dodał szybko widząc, że komisarz chowa pudełko do szuflady.

– Zima daleko, a nigdy nie wiadomo czy nie trzeba będzie po jakimś przejedzeniu przejść na dietę. Wtedy suchary będą jak znalazł – stwierdził Foma.

Aspirant Podhalański pomyślał, że w tej zapobiegliwości trochę komisarzowi nie do twarzy i wolałby mniej wyrachowania w przełożonym. Choć z drugiej strony sezon na owoce nie trwa wiecznie i nim przyjdzie nowy, wtedy lepsze suchary niż nic. Chyba że ktoś lubi chińskie truskawki, ale Podhalański nie lubił. Poza tym wcale nie trzeba się przejadać.

41 comments

  1. Właśnie myślałam o sucharach, zaglądam – a tu chrup, chrup, telepatia, czy co. Zaczynam się bać
    ps.
    uwaga na pestki
    🙂

  2. Czipsiki też chrupią…
    Bać się komisarza? Też coś… 😉 Chociaż nie… Nie można tak podkopywać stereotypu. Można się trochę obawiać… O!

  3. Trapi chrypka
    Idzie grypka
    Chrupią dróbki
    Będą trupki
    Tropem trutki
    Charkot krótki
    Trup na trapie
    Już nie chrapie 😎

  4. Zima daleko, a nigdy nie wiadomo czy nie trzeba będzie po jakimś przejedzeniu przejść na dietę. Wtedy suchary będą jak znalazł – stwierdził Foma.

    Się nie zna ten Foma… Na drastyczne diety się jesienią nie przechodzi… Nawet po przejedzeniu (klin klinem).
    Chyba, żeby dopust boski typu ślub, kryzys finansów (tu się lubi o kryzysie, więc się stosuję), mowa noblowska, się_zakochanie, się_odkochanie, komuś_udowodnienie, sobie_udowodnienie, telewizja, demanding job, dżob demanding inaczej, etc…
    😐

  5. Cy z tej najnowsej opowieści Fomecka morał jest taki, ze kieby obronom Westerplatte dowodził nie major Sucharski, ino generał Owocny, to my byśmy wierchowali w 1939 rocku, a nie Miemcy? 😀

  6. To, że ktoś chodzi, to jeszcze nie znaczy, że nie chodzi, a raczej przeciwnie: nie chodzi dlatego, że nic nie znaczy jego chodzenie albo niechodzenie i że gdyby nawet przeprowadzić dochodzenie, to on i tak mógłby nie dojść…

  7. To ja na wszelki wypadek kładę się plackiem i nie wstanę, póki nie będzie wiadomo, o co tak naprawdę chodzi. 😯
    Ale w pozycji leżącej też się właściwie całkiem przyjemnie szczeka. Tylko żeby Policja przypadkiem nie uznała, że jak ktoś komentuje na leżąco, to trzeba go zaraz odwieźć do wytrzeźwiarki. 🙄

  8. Plackiem leży, któż pobieży
    z sądową medycyną?
    Do Bobika, co nie fika,
    pysk umazan ma gliną.
    Policjanci, przybywajcie,
    raportówki wyciągajcie,
    pochylcie się nad psiną! 😥

  9. Nie nabożnie lecz ostrożnie
    Bo gadzina wredna jest
    Niby leży a ząb szczerzy
    Z charakteru – pełny pies
    Chmury się po niebie gonią
    Bobik rani samą wonią
    Zbliżysz się i już to wiesz…

  10. Wara, dziadu, od rozkładu,
    on dokona się w porę.
    Treść nieżywa niech spoczywa
    in kundlatis odore.
    Niech wonieje pod niebiosa
    i niech nie zatyka nosa
    nikt, pod żadnym pozorem. 🙄

  11. Bracia patrzcie jeno, jak Bobik goreje,
    znak że coś dziwnego z onym psem się dzieje.
    Choć nie dycha, to się rusza,
    zgrabnie trzęsie mu się tusza.
    I choć trupem stanie (x2)
    Zmaaartywyyychwstaaanieeee.

  12. Patrz: człeczyna tu się wcina
    Trza sflekować frajera
    Z rana golnął, że mu wolno –
    Niech nie myśli cholera.
    Litościwie go bejsbolem
    Leciuteńko zapie..ole
    Aż odpadnie mu nera…

  13. Przybieżeli do Bobika gliniarze.
    Jak zmartwychstał, niech znak życia pokaże…
    Chała! – im Bobik na to,
    paszczę szczerząc kudłatą –
    dobrze mi
    tu w ziemi! 😆

  14. Trup Bobika leży sobie i gnije
    Co pięć minut robi przerwę i pije
    Ce dwa ha pięć i oha
    On całe życie kochał
    Tak, jak pił
    Będzie gnił

  15. W Komisariacie
    pies się pojawia,
    nie je, nie pije,
    nie puszcza pawia.
    Musi całkiem jest nieżywy,
    jak wyprawia takie dziwy,
    niech silna grupa
    powita trupa!

  16. Ach witaj pawiu,
    z dawna żądany
    trzy flaszki temu
    wszak wyglądany
    My z żołądka treść oddamy
    Skrupulatnie wyrzygamy
    Co jedli z rana
    Co jedli z rana…

  17. Przyszli znaleźli
    Szczeniaka w błocie
    Paw wielobarwny
    Wisiał na płocie
    To nie Bobik – woła tłuszcza
    Takie pawie to zeen puszcza
    Z wielkiej radości…

  18. zeen zabrał ptaka
    co był na płocie
    w kolorach tęczy
    (Bobik wciąż w błocie)
    Tam, gdzie pawia brakowało
    Czyli zaniósł generałom
    Niech się zabawią
    Jak się upawią…

  19. A Bobik z błota
    w niebiosy wyje:
    jak mi się fajnie
    dzisiaj nie żyje!
    Szarże wokół mnie tańcują,
    ptakiem wokół wymachują,
    brak tylko kości,
    żebym nie pościł.

  20. Muuu!!! – ryknęła krowa
    ten zeen to senatorska głowa,
    wprawdzie „pastwisko” źle wymawia,
    ale to pewnie wina pawia,
    lecz cała reszta – suchar z miodem.
    Wyrażam swoją pełną zgodę,
    żeby zespolić. Zeena racja
    niech żyje! Precz inseminacja!
    Walczmy o zespolenia sprawę!
    Ćpać mać! Legalizujmy trawę!
    A zeen na króla prędko, coby
    wreszcie powszechny był dobrobyt. 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s