Żuraw

Żuraw niepodzielnie górował nad okolicą. Foma miał wrażenie, że zaraz spadnie mu na głowę, przygniecie swoim ciężarem i nie pozwali wyplątać się bez pomocy. O ile w ogóle da się wyplątać.

– Co jest? – spytała podkomisarz Jatka, podchodząc do zamyślonego Fomy.

– Nic. Tak patrzę jak stoi… – Jatka nie mogła oprzeć się wrażeniu, że komisarz mówiąc to zachowuje się, jakby próbował podtrzymać zawalającą się w jego wyobraźni konstrukcję. – Nie uważasz, że w tym staniu jest taki trochę przewrotny?

– Raczej niewzruszony. Obserwuję go od kilku dni, cały czas wygląda tak samo.

– Może w tym jego przewrotność? – zastanawiał się Foma. – Kontrastuje ze wszystkim. Zamiast dźwigać, stoi sobie bezczelnie. A teraz dla odmiany aż się trzęsie z radości, że tak na niego patrzymy, jakby nic w świecie, tylko on.

– Wydaje ci się, nie zmieniłeś okularów – podkomisarz była bezlitosna. – Ani drgnie, jak każdy normalny dźwig. Ale że przysłania ci cały świat, to swoją drogą.

– Tak go tu postawili… Po co?

– Pewnie niedługo będą coś tutaj budować i już ustawiają sprzęt – Jatka zawsze potrafiła znaleźć jakieś wytłumaczenie.

– Żurawia tutaj? Na lęgowisku czapli? – komisarz nie wierzył w bezgraniczność absurdu.

– A widziałeś tu jakąś czaplę? – dla podkomisarz absurd zwykle bywał pozorny.

– Może się jeszcze nie wylęgła? Jest przecież oznaczenie. Że czaple, a nie że budowa.

– Znasz ekologów, wszędzie widzieliby tylko drzewa, trawy i rozlewiska. To postawili na zapas. Albo żeby nastraszyć czy co tam jeszcze.

– Jasne… Skoro stoi, to po coś. Nie ma tak, że po nic.

Jatka nie wiedziała, czy komisarzowi chodzi o żurawia czy o zapowiedziane, lecz nieobecne czaple. Ale dla każdej z ewentualności determinizm w wydaniu Fomy był mało przekonujący. Nawet dla niego samego.

Nie wspominając o nieświadomym wywołanego zamieszania żurawiu, który od kilku dni marzył, by wzbić się się lotu.

16 comments

  1. Żuraw przesłania cały świat, kiedy się na niego patrzy. Odwrócenie się o 180 stopni i patrzenie w inną stronę powoduje, że żuraw znika.
    Ten sam efekt, nawet bez odwracania, daje zamknięcie oczu. Wie każdy przedszkolak… 🙄

  2. Że też ja mam wciąż te same obiekty na tapecie, tzn. na ekranie. Nic tylko tabelki i tabelki…
    Się aż zastanawiam, czy niedzielna audiencja u jego excelencji jest realizacją zeenowego postulatu permanentnego piątku czy akonto poniedziałkowych przebudzeń, które w niedzielne popołudnie idą zdecydowanie lepiej niż następnego dnia rano 🙄

  3. Poniedziałkowe przebudzenia w poniedziałek nie idą w ogóle. Niech mi nikt nie próbuje wmawiać, że stuknięcie w klawiaturę jest jakimkolwiek dowodem obudzenia się. Nie mówiąc o rozbudzeniu czy pobudzeniu. 🙄

  4. Kontakt lub brak kontaktu z klawiaturą nie jest oczywiście żadnym dowodem czegokolwiek. Można mieć kontakt i nic nie napisać (w drugą stronę nieco trudniej, ale kto powiedział, że nie można…?).
    A co do dzisiejszego przebudzenia – miałem słuszne obawy, przyśni się człowiekowi coś i choć łóżko już daleko za, chłód poranka też za, południe się zbliża, to od snu się nie daje za nic odplątać. Wręcz przeciwnie, rozlewa się on coraz szerzej i szerzej…

  5. Komisarz w sennym upojeniu
    z rzeczywistością rozbrat wziął,
    choć szef nalegał „pracuj, leniu!”,
    choć mu koledzy kradli show,
    on, w sen-tymentach zanurzony,
    sen-tencje pisał, darł i klął.

    Aż przyszedł kiedyś piękny dzionek,
    tak piękny, jak dla psiny kość –
    Komisarz zaczął nową stronę
    i nagle krzyknął: mam już dość
    sen-tencji, co mój mózg zamglony
    nachodzą stale jak na złość.

    Podajcie szybko cięższą zbroję,
    nawet najcięższą z wszystkich zbrój,
    rzeczywistości się nie boję,
    zaraz się wdam z nią w jakiś bój,
    bom duchem walki dziś natchniony!
    Kto w poprzek stanie, ten wróg mój!

    Za bary wezmę się z realem,
    bo miło pospać sobie, lecz
    pobudka gra mi! I w zapale
    na koniak wskoczył, złapał miecz…
    A szef, do spodu zaskoczony,
    szepnął: ten koniak… niezła rzecz!

  6. W pracy się nie pije, a nawet jak już po pracy (ja po pracy? skądże znowu! siedzę u jego excelencji i poleruję papier prezentacji) to koniaku nie lubię!
    Zaś sen – lepiej jak się nie śni, jeśli swoim niespełnionym wspomnieniem ma później dzień wypełniać…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s