Rząd taboretów

Każdy wchodzący do komisariatu musiał się na samym początku zderzyć z ograniczeniami rzeczywistości. Umowność maskowała braki w lamperii, a konwencja odwracała wzrok od mało zachęcających rys w panelach. Potem, gdy wzrok już oswoił się ze skrywającym niemal wszystko mrokiem niewiedzy i sztuczkami paralaksy, można było przejść głębiej.

Owo „głębiej” niektórzy nazywali poczekalnią, inni, mniej dbający o pozostawiane wrażenie, przedsionkiem. Pod ścianami, naprzeciw okienka oficera dyżurnego, stały rzędem taborety. Wydawały się solidne, bez zwykłych w takich miejscach niedwuznacznych napisów, zarysowań, drzazg czy przyklejonych gum do żucia.

Coś jednak w nich było nie tak. Komisarz Foma, przechodząc wieczorem przez poczekalnię, nieraz czuł ten dysonans. Nigdy jednak nie porafił go nazwać. Właściwe słowa, jak na złość, zatrzymywały się milimetry od ust, a palce, dotykające zaraz po takim spacerze klawiatury, gubiły swoją zwykłą taneczną sprawność.

Tak było do dziś. Czy to letni wiatr przesunął bliżej usta, czy zmieniła się melodia tańca, dość, że komisarz dostrzegł wreszcie w czym rzecz. Żaden z taboretów nie dawał oparcia temu, kto czekał na spotkanie. Z każdego można było w każdej chwili spaść.

Reklamy

37 comments

  1. Niech ci, co czekają na spotkanie z Komisarzem, cieszą się, że w ogóle są jakieś taborety, nawet takie, które nie dają oparcia. W dawnych czasach w takim Pałacu Mostowskich w ogóle nie było żadnych taboretów. Na stojąco czekaj, obywatelu, boś i tak winien…

  2. A po co oparcie? Dobry obywatel winien trzymać się sam. A poza tym w czasach kryzysu i znikania lasów trzeba oszczędzać na tak zbędnych udogodnieniach…

  3. Żaden z taboretów nie dawał oparcia temu, kto czekał na spotkanie. Z każdego można było w każdej chwili spaść.

    …pojętny ten Komisarz, nie ma co! Jak jeszcze z 35 lat pożyje, to odkryje, że spadając zazwyczaj tłucze się cztery litery z przyległościami… 😀

  4. Nie trzeba czekać 35 lat, żeby wiedzieć, że im przyległości dalsze, tym trudniej się goją.
    A Glosatorstwo, jak widzę, hołduje poglądowi, że nic się od Fomy czy innego komisarza nie należy. A jak już coś wpadło, to cieszyć się w ciszy, żeby nie zabrali. Hm… Ale skoro naszła komisarza refleksja, że brak oparcia jest zły, to chyba jest zły. Czy nie?

  5. Postęp jest widoczny, w Pałacu Mostowskich taborety były wykorzystywane do końca. Odwrócone o 180 st. dawały miejsce czterem osobom, nie jednej…

  6. No tak, w tym kontekście to prawdziwy wersal teraz jest. A jak jeszcze nie jest, to możemy dorzucić do porównań najazdy mongolskie.

  7. O przepraszam, jakie najazdy?
    Kurtuazyjne wizyty poddanych Wielkiego Przywódcy niosły ze sobą awans cywilizacyjny kraju. A bezprzykładna waleczność gości była nauką, jaką później wykorzystywaliśmy na wszystkich frontach świata…

  8. I można było rozwijać talenta architektoniczno-urbanistyczne, bo co chwila robiła się jakaś nowa przestrzeń do odbudowywania… A jeszcze jacy cwani byli ci goście, na wszelki wypadek taboretów nie używali!

  9. Jeśli ubytek sporej części wyjeżdżających za sznurem na wschód miał na coś wpływ, to nie na architekturę, raczej na wzbogacanie genetyczne substancji narodowej.
    Powracający z zagranicy do niedawna jeszcze umieszczali swoje oferty w prasie. Podróże na wschód weszły do tradycji narodowej i dzielnie się trzymały do ostatniej połaci niezagospodarowanej Syberii. Obecnie rodacy wzbogaceni genetycznie na wschodzie, przekazują swoje polipeptydy Unii Europejskiej. Niektórzy odważnie wzmacniają Amerykę i nawet w Australii widziano kangury skaczące krakowiakiem.

  10. Kiedy Kara Mustafa, policji wódz znany,
    od Mongołów z Mostowa przyjmował kubany,
    a zastępy krzyżackie na skrzydłach odwetu
    z Komisariatu skradły większość taboretów,
    natenczas Komisarza chwyciła ochota,
    by sprawę jeszcze bardziej – jak się da – zamotać.
    Matko, oświadczył, w lesie jest malin co nieco,
    niech w te maliny wszyscy sensu szukać lecą,
    a ja zza biurka będę udawał dystrakcję,
    ukrywając starannie cichą satysfakcję.
    Jak powiedział, tak zrobił. Publiczność pobladła
    i na czterech literach bez oparcia siadła,
    by następnie ochoczo się rozbiec po krzakach,
    próbując w nich odnaleźć skrzydło od wiatraka.
    Komisarz na to patrzy pół drwiąco, pół serio
    (bo aż z taką nie liczył się donkiszoterią),
    i mruczy: chcieli wpisu ście, no to go macie.
    A rządek taboretów na Komisariacie,
    co jeszcze z krzyżackiego ostał się pogromu,
    dorzuca z korytarza: komu nogę, komu?

  11. Interesujący pogląd. Zakładający jednakże stosunkowo niewielki udział czynnika czasu. Bo jeśli moment powrotu następował dopiero po modyfikacji genetycznej, w owych czasach wymagającej zaangażowania kilku pokoleń, z pewnością trudno było fali emigracyjnej odnaleźć się w starym-nowym środowisku. Chyba że w zachodnich (znów te zachodnie wpływy!) Chinach nieco odchylono by kierunek wschodniej marszruty i, zamiast kierować się do Mongolii, udano się do Korei, gdzie odwaga w przekraczaniu ograniczeń medycyny jest niezwykła i nie ogląda się na europejskie hamletyzowanie, a tempo wdrażania genetycznych nowinek oszołamiające.

  12. Tylko nie trzyma się kupy, nie wciąga i jest równie niesolidne jak taboret.
    Czy da się zatem wygłoszony pogląd uznać za niewygłoszony, a jeśli już wygłoszeniu nie da się zaprzeczyć, to zakwalifikować je jako próbny pogląd, przedpogląd, negatyw poglądu, służący jedynie rozruszaniu komórek?
    Chyba jednak się nie da…

  13. Ja się tak z całkiem innej beczki zastanawiam, dlaczego jak co do czego, zawsze w końcu wszystko zwala się na rząd. Niechby i taboretów…

  14. Bo rządy bądź rzędy zawsze po jakimś czasie stają się złe. Lepiej wybierać szeregi. Przynajmniej można do nich równać.

  15. Wtedy jest gleba, nie?
    Ale spokojnie, jeszcze trochę pomęczy komisarza i szast-prast-bum! – pojawi się nowy wspaniały świat. Chyba że nie…

  16. Rząd można założyć na konia, puścić kłusem „wysiadywanym”, jak delikwenta wytrzęsie – sam spada.

  17. Wniosek o ściganie

    Szanowny Panie Komisarzu,
    Ścignij Pan tego sk…. czasa, bo mi umyka, że skubanego dognać nie mogę. Jak udaje mi się go dorwać na chwilę, to mi takie numery kręci, że proszę siadać (na taborku) i o takiej porze, co to jej nie ma.
    Drań mi z magazynu świsnął sporo lat, miesięcy i godzin. Trzeba go złapać i niech odda, albo przyzwoite odszkodowanie trzeba zasądzić. Łobuz wygląda na wiecznie zalatanego, dlatego proszę nie dać zwieść się pozorom, on tak specjalnie.
    Liczę na szybkie wdrożenie śledztwa i schwytanie drania.
    Z poważaniem
    zeen

  18. Bo to wszystko tak sprytnie jest urządzone, żeby petenci – nie znajdując oparcia w taboretach – podpierali ściany. Maskują w ten sposób niedostatki sztuki budowlanej.

  19. Bo Glosatorstwo jest dojrzałe, wyrozumiałe i doskonale wie, kiedy foma bajdurzy, a raczej, kiedy zdarza mu się nie bajdurzyć…
    Swoją drogą, wykopałem z piasków po Kartaginie kordzik i chętnie bym bo przetestował. Jacyś sparingpartnerzy? Zawsze to jakiś sposób na efektowne spędzenie czwartku :]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s