Zaginięcie, zagubienie

Komisarz Foma dawno nie przebył takiego maratonu. Co chwila ktoś przewijał się przez jego biuro i, łamiącym się od łez głosem, skarżył się to na zaginięcie, to na porzucenie.

Sprawy o zaginięcie bardzo rzadko wpływały do Biura ds. Intelektualnych Nadużyć, tym razem jednak, przez wzgląd na charakter sprawców i poszkodowanych, konieczny był udział Fomy. I choć poszkodowanych było wielu, koniec ich relacji wieńczyła zawsze ta sama śpiewka:

Nastał ów moment – i otom się zjawił,
ja-tekst, cacuszko. Chętnie bym rozsławił
swego Autora, lecz ten czymś wiedziony
sprawił, że czuję się precz porzucony.

Owszem, na stronie, pośród liter stosu,
czy na ich szczycie, świecę wśród patosu.
Lecz świecę w smutku, płonę w samotności,
bo Autor w progach moich nie chce gościć.

O przyszłość moją zabiegać nie stara
się. Czym więc dziecko jego, czy ofiara
chwili płodnego w słowa uniesienia,
po której wyrzekł krótkie „do widzenia”?

Jak mam zrozumieć skąd postawa taka?
Wszak Autor Mistrzem. Z wyżyn, okiem ptaka
dostrzegł te słowa, z których ciało moje
zbudował, cierpiąc rodzicielskie znoje.

I teraz, kiedy czas ojcowskiej chwały
nadszedł, gdy kraśnieć mógłby licem całym,
twarz swoją schował. Zostawił nazwisko,
owszem, lecz z boku, w metryce. To wszystko.

I pobiegł dalej, do innej alkowy,
pod baldachimem płodzić utwór nowy.
Nową dziecinę, do której nie wróci
spytać o stopnie. Którą też zasmuci.

Brak wyobraźni czy wyrachowanie?
Dziecko kosztuje, szkoda łożyć na nie.
Niech samo zadba, by potrzeby swoje
móc zaspokoić, mieć na chleb i stroje.

Dobrze! Niech będzie według tego wzoru!
Nie pozostawił Autor mi wyboru!
Sam o swym bycie będę decydować
odważnie. Nie chcę się na stronie chować.

Znajdę innego! Ten ojciec przybrany
niech czerpie z tantiem. Bardziej on kochany
niż ten, co smutku dostarczył momentów.
Nie dam mu grosza! Nici z alimentów!

Komisarz nie potrafił zrozumieć, skąd w nieprzeciętnych przecież ludziach, tak mało rodzicielskiej powinności. Gdzie podziała się odpowiedzialność? Wyobraźnia? Prosta przyzwoitość? Czy to znak czasów? Efekt usieciowienia i cywilizacyjnego przyspieszenia, które nie pozostawia czasu na refleksję?

Jednak, by nie rozbudowywać ponad miarę prowadzonego dochodzenia, zaginięcie odpowiedzialności i przyzwoitości Foma wolał wyłączyć do osobnego postępowania. O ile ktoś zgłosi ich zaginięcie.

Reklamy

38 comments

  1. Syndrom pourlopowy: pustka w kasie, pusto w Komisariacie, pustki w barze.
    Trzeba się wybrać do nas na Pustki Cisowskie zwane przez miejscowych: Wypustki Cisowskie – wspaniały zdrój inspiracji dla Policji! 🙂

  2. W komisariacie nigdy nie jest pusto
    Ktoś dyżuruje, czeka na zgłoszenia
    I choćby nawet niechcący wziął usnął
    To śni, że naród wysiłek docenia…

  3. Nie odrzucać propozycji!!
    Śnić ,że przestępca
    Sam się był złapał,
    Oddając w ręce
    Śpiącej Policji,
    Całą swą wiedzę,
    Swój kunszt i zapał !! 😆

  4. Wreszcie przyszła wstawać pora
    Zarysował się spór cienki:
    W jakich dzisiaj są humorach
    I kto pierwszy do łazienki….?
    Pan komisarz czy myśl jego,
    No, a jeśli, to dlaczego?

  5. Szanowne Glosatorstwo jest pełne wiary w komisarza, że wreszcie któregoś dnia a może nocy, w poniedziałek lub we środę, stanie się na blogu cud i myśl jasna, blaski promiennymi…

  6. Właśnie by uniknąć tej klasyki, myśl jest jasna…

    Niech błyszczy w blogu jasna myśl
    A ciemna niech stąd wieje
    Ktoś duma jak na swoje wyjść
    To są zwyczajne dzieje…

  7. Właśnie o buka piorun kulisty
    Przed chwilą prasnął! 👿
    Komisarz dawno powrócił z Cisny (?)
    Błysnął dowcipem i…zasnął! 😆

  8. „Jak w pysk” – Dorotko, kiedy dowcipniś bardzo dokładnie wyjaśnia pointę: wiecie, rozumiecie 🙂

  9. Komisarz rozejrzał się po sali: wszystkim postaciom czegoś brakowało.
    Co nienaturalnego było w tych ludziach, skąd niepokój?
    Słyszał urywki rozmów, całe zdania, czasem odpowiedzi, mijał przechodzących się dostojnie z kieliszkiem w ręku – i wciąż próbował uzmysłowić sobie, co się stało.
    BYł o krok, muskał rozwiązanie, ale wciąż wydawało mu się, że błądzi.
    I błądził.
    Błądził.
    Błądził.
    Po pięć milionów osiemset tysięcy osiemdziesiątym szóstym okrążeniu sali – nagle zrozumiał:
    Wszyscy byli NADZY!
    Podszedł do kontaktu.
    Pstryk…

  10. Najlepsze kasztany są na Placu Wolności – odpowiedział komisarz.
    Gówno prawda – odrzekł kontakt – bo kasztany smakują jak gówno.
    Gówno przytaknęło. W końcu nie było z kim się spierać.
    Persil poszedł do domu…

  11. „Z proszku powstałeś, w proszek się obrócisz”- pomyślał dalej sentencjonalnie i zastanowił poważnie nad zakupem środka od pcheł. Niektórych od dawna coś gryzło. Nie tylko Podhalańskiego, choć ten drapał się najbardziej.

  12. _Jak trzeba coś przekazać, to zaraz się ciśnienie odzywa i mam zakłócenia- powiedziało sumienie i pozbyło się wyrzutów na rzecz Podhalańskiego.

  13. Tymczasem Komisarz, srodze zapracowany, wciąż się machinalnie drapał. Znowu na mnie przeszło – pomyślał, jak na siebie mało błyskotliwie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s