Oswajanie czytelnika

– No moi drodzy, jakiś czas musicie radzić sobie sami – rzucił do aspirantów komisarz, porządkując przed urlopem biurko.

– Szefie, a co pan będzie robić na urlopie? – spytał bezpośredni jak zwykle Podhalański, korzystając dodatkowo z przedurlopowego rozluźnienia.

– To nie wiesz? – zdziwiła się Łowczy. – Komisarz na safari się wybiera!

– Do Afryki?

– Bliżej – zaprzeczył Foma, który od dawna nie przepadał za upałami. – Nie tylko w Afryce dzika zwierzyna jest na wyciągnięcie ręki.

– Będzie pan polował? – wyrwało się aspirant Łowczy.

– Nie, oswajał…

– A co? – zdziwiło się jednocześnie oboje aspirantów.

– Czytelnika. Takie małe żyjątko, czasem przydatne, czasem pasożytuje na słowach, ale generalnie niegroźne, choć potrafi użądlić.

– To po co się takim zajmować?

– Dla wprawy, dla chwały – Foma zastanawiał się, jak dalece może odsłonić swoje motywacje. – Oswajanie czytelnika może być trudne, bo to płochliwa zwierzyna. Mało który ot tak przyjdzie i położy ufnie głowę na kolanach. Ale jak się już oswoi, to nie tylko je z ręki, ale komisariat pomoże posprzątać i w potrzebie coś swojego podrzuci, gdy brakujące akta trzeba będzie szybko skompletować.

– A każdy czytelnik taki?

– Oczywiście, że nie. Co jeden to inny. Każdego trzeba oswajać inaczej, a i tak nie każdego się da. Niektórzy występują tylko w stanie dzikim… Tych po prostu trzeba zignorować. A z tych potencjalnie dostępnych, trzeba sobie wybrać jakąś grupę, dotrzeć, rozpoznać słabości i zwyczaje. I po rozpoznaniu dostosować środki. – Komisarz wyjął z szuflady folder reklamowy i zaczął czytać co ciekawsze fragmenty. – Czytelnik bagienny lubi się wciągać i trzeba mu dać coś, czego się będzie mógł przytrzymać. Czytelnik pustynny miewa halucynacje i widzi wtedy to, czego w tekście nie ma. Najlepiej oblać go wtedy kubłem zimnej wody. Skąd zimna woda na pustyni? – zastanowił się Foma. – Czytelnikowi subtropikalnemu wystarczy rzucić trop i on się już pod niego podłączy, a czytelników ze strefy umiarkowanej lepiej nie szokować skrajnymi uczuciami.

– A pan na których się nastawia? – ciekawość aspirant Łowczy nie mogła dziwiłć. – Bo pewnie nie wszyscy mają siedliska tam gdzie szef jedzie.

– Nie wszyscy, chociaż zapowiada się spora różnorodność – komisarz w myślach widział już luźno zasiedlone urlopowe pejzaże. – Celuję w sytych. Chcę sprawdzić na jak długo wystarcza im to co trawią i co wywołuje mglista zapowiedź nowych plonów.

Aspirant Łowczy wiedziała, że po diecie zwykły okruszek nie wystarcza i Foma będzie musiał zadbać o okruszek naprawdę niezwykły.

70 comments

  1. O ile mnie receptory temperatury nie mylą, Lofoty przebywają akurat na wycieczce gdzieś w mojej okolicy. 👿
    A sytość to zjawisko nader nietrwałe. Niby to jest, a już za chwilę jej nie ma…
    Mówię z własnego, smutnego doświadczenia. 😦

  2. Nie wiem do jakiego rodzaju czytelniczego się zaliczam, ale jestem już jak najbardziej oswojona 🙂 Chociaż z tym kładzeniem głowy na kolanach… Jednorożcem nie jestem. A Komisarz jest dziewicą?

  3. O ile dobrze sobie przypominam czas wznoszenia urodzinowych toastów, to Komisarz należy koziorożców. Ale jak oni się mają do jednorożców, to nie mam pojęcia. 🙂

  4. Dopraszam się,żeby Komisarz mimochodem oswoił niejaką „Frygę”, której poniekąd nadał to wredne imię.
    Wczoraj zwiała na lofty !!
    Nie jest to żyjątko pozwalająće żyć w spokoju. 👿

  5. Było jej dać Metka, Bobik by ją może pokochał? 😉
    *
    Jest jeszcze żyjątko o nazwie turkoć podjadek,ale nie mam pewności,że to to samo co mól książkowy? 🙂

  6. Tyle pytań! Tyle pytań a komisarz jeszcze nie wyjechał 😉
    Się sprawdzi, się okaże. Ale Szanowne Glosatorstwo może się przecież dzielić własną wiedzą bez czekania na przyszłą wiedzę komisarza…

  7. Udanego urlopu Komisarzu!
    Glosarstwo się zapewne rozgości i dzielić będzie się wiedzą ,jak własnym komisariatem. 😉

  8. Proszę bardzo, mogę się podzielić. Po niemiecku namiętny czytacz nazywa się nie mól, tylko szczur książkowy, Leseratte. O, proszę 😀

  9. Bobiku cele na oścież otwarte, biuro do dyspozycji – można poszaleć. Przed powrotem Komisarstwa – posprzątamy! 😉

  10. Bpbiku to piękne stworzenie to tchórzofretka, znam taką, ma imię Zośka i czasem gramy razem w „zośkę” na boisku. Zeźlona boleśnie szczypie w nos 👿

  11. Sprawdziłem i okazało się, że tchórzofretka jest chwilowo na zastępstwie za szczura książkowego, który udał się do Hameln w bardzo pilnej sprawie:

  12. Jakie cele na oścież otwarte? Ja dopiero teraz mogłam wejść na komentarze 😯
    Pomyślałam nawet, że Komisariat zaaresztowany pod nieobecność Gospodarza…

  13. Ech, fotel jeszcze nie wystygł, a już gryzonie do podgryzania połają… Co robić, wybywać…
    Tylko niech Glosatorstwo bawi się zgodnie z prawem i zasadami współżycia społecznego. Bo jak komisarz wróci to cele pozamyka i wcale nie jest powiedziane, że muszą być puste… 😉

  14. Te gryzonie, Komisarzu, to było takie lekkie podprowadzenie w stronę tematyki „myszy tańcują…” 😉
    Ale nie muszą wcale tańcować niezgodnie z zasadami. 😀

  15. Bardzo dziękuję za linka o zwierzakach Panu Generałowi
    (szczególnie ostatnio przydatny). 😉
    Nie wiem czy Komisariat już zagrożony,ale Glosarstwo ma myszy! 😆

  16. Podejrewam Komisarza,że wybył na Ukrainę,coś tak przez skórę czuję,że miast komisarskiego glosatorstwa woli glosatorstwo bieszczadzkie;))Mam racje???

  17. A może by tak krzystając z nieobecności Komisarza zaaranżować „Drzwi otwarte ” w Komisariacie?
    Bobik mógłby pełnić rolę przewodnika,zna szczegóły!

  18. W Cisnej to chyba ,jak pamięcią sięgnę- pewien generał miał kłopoty i to dożywotnie.:mad:
    Nie rozumiem poco się tam Komisarz pcha w dodatku z taką ilością bagażu? 👿

  19. – Pójść na to czy nie pójść? – wahały się drzwi, skłaniając się to w stronę emocjonującego otwarcia, to bezpiecznego zamknięcia. Zgromadzeni przed wejściem do Komisariatu Glosatorzy falowali w takt ruchu drzwi jak deszcze niespokojne. Tu i ówdzie wznoszono okrzyki „niech żyje!”, gdzie indziej dawał się słyszeć jęk rozczarowania.
    – Najważniejsze to nie dostać w nos – wyraził swoją opinię Bobik, ze szczeniacką dezynwolturą rozpinając nad sobą obszerny parasol pragmatyzmu…

  20. Bobik włazi!Niezaleznie od pragmatyzmu i wielkości parasola,jak wlezie – za Bobikiem pójdą inni.
    Taka okazja się może nieprędko zdarzyć! 😉

  21. a jak Bobik dostanie w nos to inni dostaną?ja tam nie idę,rzeczywiście wyśledzę Komisarza,te jego poszukiwania są wielce podejrzane;)

  22. Bobik w nos nie dostanie,bo poniekąd lobbują z komisarzem na się.:wink:
    Takie czasy, nie ma się co dziwić.
    Nie jestem pewna, czy Komisarz wypawił się na poszukiwania,ale jesli Ty się Eryko wyprawisz na poszukiwanie Komisarza- daj w porę znać, kiedy mamy skończyć.Ok?
    Widać,że kiedy nie ma Komisarskiego Autorytetu liczba postów rośnie w tempie lawinowym.

  23. Właśnie Eryko, próżność każe mi polować na post nr.6666( a pochwalę się,ze zgromadziłam 3333 i 5555.
    Ale nie bardzo mi się chce liczyć, więc muszę liczyć tylko na „chybił-trafił”:wink:

  24. Nos Bobika pelętał się wokół Komisariatu, nie mogąc podjąć ostatecznej decyzji. Wśród Glosatorów dało się wyczuć pewne objawy zaniepokojenia. Czasy i tak już były niepewne, a odkrycie, że psie nosy nie idą pod niebiosy wcale nie wypływało na poprawę nastrojów.
    Jedyną opoką w tym oceanie rozterek zdawały się zasłyszane przez Glosatorkę E. ostatnie słowa Komisarza, wypowiedziane przez niego tuż przed wyjazdem. Na niezadane pytanie,gdzie będzie można go odnaleźć, Komisarz odpowiedział pozornie bez sensu, ale za to z nawet u niego niezwykłą dozą determinacji
    – Wcisnę!

  25. Choć zbyt późno zdobyta, sprawność Komisarza była legendarna. Spłonione sprawiczki opowiadały sobie o niej po kątach chichocząc zawzięcie, a znudzeni sprawnicy potrafili z jej powodu choć na chwilę otrząsnąć się z marazmu swego sprawniczego życia i poczuć coś w rodzaju podziwu. Niestety, na Urlop nie miało to wszystko wpływu. Nadchodził bezlitośnie, w określonym terminie i bez najmniejszej żenady stawiał błogą rutynę komisariacką na głowie. 🙄

  26. a wszystko to po jednym wypowiedzianym przez Komisarza słowie czyniło wielce prawdopodobnym jego zbieg w celach czysto szpiegowskich i wbrew wszystkim przypuszczeniom okazywało się prawdą-w Komisarzu zawrzała krew, zew pchnął go nw niezdobyte rejony glosatorskich pragnień.

  27. Nie było łatwo pogodzić pragnienia glosatorskie z nieustępliwą pogonią za Urlopem. Ale Komisarz nie zamierzał się poddawać.
    – Jak powiedziałem, że wcisnę – wycedził przez oświetlone bieszczadzką łuną uzębienie – to w ostatnim akcie wcisnę! 👿

  28. Powodzenia Komisarzu,powodzenia,trzymamy kciuki za ciasnotę umysłów i za niezdobyte>tyle przygód go czeka,ze aż biedna Łowczy zamilkła z wrażenia a na komisariacie rozeszła się fama o nowych glosach i rządach nowego generała.I co wy na to?-ktoś zapytał

  29. No co Wy? Przecież wiadomo, że tu jest dyktatura Komisariatu i żadnego wolnego glosowania nie będzie. 😯
    Ja bym nawet żadnej aksamitnej rewolucji nie ryzykował. Komisarz rozprawi się w końcu z tym Urlopem i wróci… 🙄

  30. Zamast się zajmować gdybaniem,uważam, należy spenetrować komisariat,ale jakoś odważnych nie widzę.
    (Generał zapewne w Komisariacie nie urzęduje. Ma swój Pałac Generalski, ozdobiony szykownymi wężykami na tympanonie. 😯
    Komisarzowi zapewnie w Cisnej łzy się cisną do oczu,że nie pozamykał wszstkich drzwi.
    Bobiku!Nie ma wyjścia- trzeba wejść!! 🙄

  31. naruszenie miru domowego względnie komisarskiego może jednak Bobika drogo kosztować.Czy Bobik czuje się pouczony co mu grozi i czy w związku z grożbą ogon podkuli czekając?

  32. A tu się mylisz Eryko!Bobik od dawna zadomowiony jest można rzec pod komisariatem,namawiam,żeby wszedł,ale Komisarz chyba wszystkie kaszanki, pasztetówki i suche kielbasy zabrał w tych ogromnych bagażach,więc nie wiem, czy Bobik się zdecyduje.
    Zapewne te wituały teraz Komisarzowi watrobę cisną pod Cisną.
    A było trochę zostawić, organ się oszczędzi i przyjaciela uraczy.

  33. Jak Komisarz wszystko zabrał, to po co będę wchodził? 😯 Motywacji mnię brakuje.
    Ale gdyby tak ktoś znienacka na środek Komisariatu wrzucił spory kawał salcesonu… No, mogłoby się porobić. 🙄

  34. Aspirant Podhalański, wybity z równowagi psychicznej nieobecnością Komisarza, natychmiast ruszył tropem befsztyka. Nie był to może całkiem świeży trop, ale przynajmniej, jak zaraportował Podhalańskiemu nos, nader wyraźny. Zadanie wytropienia befsztyka wydawało się wykonalne nawet dla zwykłego aspiranta.
    Kiedy Podhalański właśnie miał przekroczyć magiczną linię dzielącą Komisariat od reszty świata, drogę zastąpiło mu dwóch rosłych osiłków o ponurych, zaspanych twarzach.
    – Sanepid – przedstawił się jeden z nich, machając podniszczoną legitymacją. – Poprosimy pana na słówko.
    Podhalański zrozumiał, że złapanie umykającego przestępcy wcale nie będzie takie proste. Befsztyk miał potężnych protektorów…

  35. Chcę podkreślić, że Befsztyk do tej pory nie został odnaleziony, a faceci z Sanepidu nie chcieli przyjąć wyjaśnień Podhalańskiego i nawet nie sporządzili notatki służbowej. To jest bardzo podejrzane. 🙄
    I na dodatek nikt nie wie, kto tu jest z AK, a kto wręcz przeciwnie. 😯

  36. Mocno zziajany urzędnik państwowy
    O schody potknąwszy się wielokrotnie
    Na komisariat szedł był fomowy
    Ze skargą spieszył był się okropnie…
    Nacisnął klamkę a tu ni du du
    I zaskoczony tak rozwarł gały
    Że wieloletnie studia Talmudu
    Prawie mu z gałów powypadały
    Powtórnie klamkę swą siłą całą
    Nacisnął, skutek zaś był wciąż ten sam
    Usłyszał ciche: – takiego wała…
    Nie wejdziesz choćbyś nawet się zes.ał
    Urzędnik nie był przygotowany
    I bezskuteczne czynił powtórki
    Błądził swym wzrokiem wdłuż całej ściany
    I wreszcie trafił:
    WYSZŁEM NA OGÓRKI!

  37. Przyznaję ze skruchą, że krewetki to ja sam czasem… 😳
    Chociaż właściwie to one są już wcześniej zamęczone przez kucharza Chińczyka, a ja im tylko zabezpieczam godny pochówek w moich wątpiach.
    Ale to chyba lepiej, niż żeby się miały zmarnować?

  38. Śpij krewetko, w ciemnym grobie,
    niech się Chiny przyśnią tobie.
    A jak mowa już o Chinach,
    niech śni o nich i świnina
    także w grobie tym leżąca,
    kawał pasztetu z zająca,
    dwa plasterki bakłażana,
    marchew tamże pogrzebana
    i błękitne dwa płetwale.
    Niech o Chinach śnią wytrwale,
    bo grób smaczny jest i zdrowy,
    gdy w nim pluska sos sojowy. 😀

  39. Za Chiny nie tknę
    Sojowego sosu,
    Za Chiny!
    Choć tyle w nim
    Patosu!
    Więc jak w czymś
    Pławić się ma grób
    Wybieram bób !
    I epitafium na nim :
    „Przechodniu nie
    stój nademną !
    ni pojedyńczo,
    ni parami !
    Dokoła bób
    i pełno łup
    A w środku ciemno!!” : 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s