Lost minute vol.5

Komisarz Foma był tak zajęty, że nie miał nawet czasu uwzględnić zagadkowego epizodu Lost minute vol.4 w swoim krótkim meldunku: Żyję, działam, odnoszę sukcesy, ale wciąż za mało. O wszystkim po powrocie…
Meldunek zapisany był szyfrem na odwrocie pocztówki z widokiem ukrytego w deszczu biurowca. Znaczek pocztowy i pieczątka kazały przypuszczać, że komisarz nie opuszczał kraju.

44 comments

  1. Wieczór się skończył, niepostrzeżenie przeszedł w noc. Wstałem od stolika, by zapalić, nie chciałem dymić towarzystwu w nos, w końcu nie każdy docenia zalety nikotyny. Pierwszy sztach jest najlepszy, to namaszczenie, z którym długo się wciąga, a następnie wydmuchuje dym. Z głośników leciało The first cut is the deepest…
    Po schodach w górę sunęła kelnerka, dopiero w tym momencie zdałem sobie sprawę, że pozostaliśmy jedynymi gośćmi w knajpie. Dziewczyna była miła i życzliwa, trzeba kończyć – pomyślałem – pewnie chce do domu o przyzwoitej porze, tym bardziej, że świeciła oczami za właściciela kilka razy: z listy dań większości nie było, dziewczyna sympatycznie nakierowywała nas na to, co jest. Cóż, nie było chleba, trzeba było jeść ciastka. Kryzys światowy wszedł w nową fazę.
    Schody pokonaliśmy dzielnie, przechodząc przez salę pożegnaliśmy się i wyszliśmy na rynek.
    Mimo późnej pory sporo osób przemierzało go na wiele sposobów. Jednym z nich były nogi.
    I nie wiem, czy to nagłe uderzenie świeżego powietrza, feeria świateł, czy chęć dołączenia do innych – dość powiedzieć, że płyty tworzące rynek były ułożone równo i nawet nie były takie twarde. Z perspektywy płyt zabawnie wyglądali dwaj sprzątający w pomarańczowych kubraczkach, które mieniły się oświetlane licznymi reklamami i światłami, chwilami sprawiały wrażenie strojów kosmicznych, w których astronauci w zwolnionym tempie zbierają odpadki kosmiczne.
    Tak kładłem podwaliny pod nowy porządek…

  2. Chyba, że ktoś będzie doglądał psa i podlewał kwiatki, a pieczątkę się zabezpieczy w sejfie 😉

    basiu, a czy musi być tutaj rozziew? Przy wzajemnym zrozumieniu, dobrej organizacji pracy i komunikacji wewnętrznej nawet nie powinnien.

  3. Czy mógłbym się dowiedzieć, kto w razie czego będzie mnie doglądał, żebym jakoś się do tego przygotowł, przynajmniej duchowo?
    Nie mam nic przeciwko, żeby również kwiatki zostały poinformowane, kto je będzie podlewał.

  4. „Pieczątkę” zdejmą funcjonariusze, (gdyby była zalana),na biurowiec naleje niebo ostatnio dość aktywne, a pies musi poinformować kwiatki o harmonogramie podlewania.

    Bobiku, a może zrezygnować z doglądania?To cena wolności! 😉

  5. Babko, psy mają inne priorytety. 😦 Wolność keksami (psimi) się mierzy. Polityka personalna sprowadza się do pytania: kto przynosi kość?
    Ale w związku z tym, za odpowiednie wynagrodzenie w kulinariach (przy zapewnieniu regularności dostaw) jestem skłonny podlewać kwiatki.

  6. Same jak same. Najlepsze kości to ja dostaję ukradkiem od sąsiadki. Jak w klasycznym tekście:
    nie da ci ojciec, nie da ci matka,
    tego, co może dać ci sąsiadka! 🙄

  7. Kto skacze na kwiatek tak z kwiatka?
    Kto nie wie gdzie korzeń, gdzie natka?
    Kto sraczyk ostatnio mi zatkał
    i nie rzekł – o, sorry, to wpadka?
    Do wczoraj to była sąsiadka,
    lecz dziś już stygnąca denatka. 😎

  8. Wstawaj sąsiadko!
    Wstawaj sąsiedzie!
    Dziś dzionek piękny, skończył się deszcz!
    Nawet trup gładko
    kroczy na przedzie,
    gdy piątek w toku, jak mawiał wieszcz!

  9. I w każdy piątek,
    zaczynamy labę,
    a trup trupowi
    podaje grabę.
    Jeden drugiego
    scala po kawałku
    do…poniedziałku.
    Nawet sąsiadka,
    ta @ z góry
    gotuje rano
    rosół z trupa
    kury!

  10. „ale wciąż za mało”

    Ba, pewnie, że za mało. Zawsze jest za mało. Policja mogłaby mówić o pełnym sukcesie dopiero po całkowitym zlikwidowaniu przestępczości. W innym wypadku zawsze znajdą się jacyś malkontenci…

  11. Jak kto ma roboczy weekend to jasne, że malkontenci wcześniej…
    A to wszystko po powrocie to taka figura retoryczna, nie ma co sobie ostrzyć apetytu 😉

  12. Bobiku, podrzucamy partię kości, nie obciążonych żadną skazą, wprost z krupniku rozgrzewającego wyjętych, a na deser … seducha 😉

  13. Bobiku,”serducha”(nie ma takiej emotki)babka dysgrafik!Ale do konsumowania moga być wołowe!
    Dobrej nocy miły piesku,( w ub.tygodniu długo czytałam Twojego bloga).
    Czy Cię mocno zasypało, tam, gdzie jesteś?
    A kto łapki wyciera?

  14. Aaa, serducha! Mniam, mniam. Mogą być i drobiowe, w krupniku. Kaszę też lubię.
    Zasypało po uszy. Łapek, moim skromnym zdaniem, nawet nie ma co wycierać, bo w moim futrze wilgoć 3 dni potrafi się trzymać. Ale domowe Syzyfy próbują.
    Dobranoc mówię awansem, bo ja jeszcze koło północy każę się wyprowadzić. Moi nie protestują, bo dzięki temu mogą dłużej pospać. 😀

  15. Emi to taka jest tolerancyjna (czy.wytrzymała), że nie ruszy się ze swego fotela, póki babka śpi, a babka lubi pospać,bo ma naturę sowy.
    W młodości wstawała o godzinie 4.15, żeby wyprowadzić psy i zdążyć do pracy (z nakazu) na 6.15, a w dodatku były „karty zegarowe”, a głupawy szef czyhał w kantorku na spóźnionych.
    Babka sobie obiecała po tym stażu „nigdy więcej” i skapitalizowała się na amen.
    Wolność nie ma ceny! 🙄

    http://napadoku.blog.onet.pl/ o zimie stulecia, do poduchy.
    Bobiki pokolenia”frugo” mają lepiej!Dobranoc!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s