Po klucze tylko wróciłem…

Komisarz Foma nieśmiało poświecił latarką. Nie chciał pokazywać śledzącym go obywatelskim dziennikarzom, że nie jest jeszcze w drodze na zasłużony odpoczynek. Nie wypadało. Oznajmił przecież wszystkim, że go nie będzie. I rzeczywiście miało go nie być.
Niestety był i przeglądał szuflady w swoim gabinecie. To było ostatnie miejsce, gdzie mógł kiedyś zostawić słuchawki do dyskmena i zapasowe klucze do mieszkania, które chciał zostawić sąsiadowi. Ktoś musiał wszak podlewać kwiaty, wyjmować listy ze skrzynki i od czasu do czasu zapalić światło wieczorem.
Klucze i słuchawki znalazły się pod raportem o strukturze wydatków służbowych w administracji lokalnej. Zajmująca, acz wstrząsająca lektura – co wyjaśniało jej, przysłaniającą wszystko inne, pozycję w szufladzie komisarza. Foma jeszcze raz rzucił okiem na wykres wskazujący, że kierownicy średniego szczebla przodują w zakupach wydawnictw literatury fachowej, podczas gdy ich zwierzchnicy wyżej cenią sobie samo wydawnictwo.
Ostatnim rzutem oka komisarz objął swoje włości i zamknął drzwi. Leżące przy klawiaturze fiszki z ważnymi i/lub pilnymi informacjami pozostawił bez czytania. Poczekają. W końcu urlop rządzi się swoimi sprawami.

99 comments

  1. Zmęczonym, ale to: „Foma jeszcze raz rzucił okiem na wykres wskazujący, że kierownicy średniego szczebla przodują w zakupach wydawnictw literatury fachowej, podczas gdy ich zwierzchnicy wyżej cenią sobie samo wydawnictwo.” zwyczajnie mnie wykończyło….
    Dobrze, że jest jutro…

  2. foma nie wraca ranki i wieczory
    allla na próżno go wzywa
    Wróciłby chętnie, lecz ma pełne pory
    Co w tym wezwaniu się skrywa

    Tęskni ogromnie, łzę ukradkiem otrze
    Komisariacie kochany…
    Lecz trwogą zdjęty co go spotka w Łotrze
    Nie, nie jest taki narwany…

    Bowiem gdy allla zamieszania pragnie
    Czegóż spodziewać się trzeba
    Choćby po zeenie, który każdą nagnie
    Regułę dla szklanki chleba…

    Gwardzistów także pewnym być nie może
    Takich on czasów doczekał
    Wszak bólem duszy strasznym będąc złożon
    Powrót na łono odwleka…

  3. zeen, musiałam się zająć robotą, nie mogłam podchwycić wątku, bo niedoczas mnie gonił i chciał uziemnić na wakcje. Dalej walczę 🙂
    Miłego dnia, przyjemnego buszowania,

    a cappella – przyjdzie taki dzień (lub noc…) 🙂

    Quake, bardzo słuszna uwaga! I’ll try!

    Usmiechniętej klawiatury 🙂 i słonecznych doświadczeń,

  4. A na blogach najprzyjemniej jest nad ranem
    Kiedy wciska się przez okno blady świt
    Noc swą walkę już przegrywa
    Jedną Basię wena wzywa
    Reszta smacznie jeszcze wtedy sobie śpi.

    Luz na łączach więc surfuję komfortowo
    Poczytuję co się dzieje tu i tam
    Z nikim sobie nie pogadam
    Sam na mordę wtedy padam
    Lecz z czytania co pisali frajdę mam

    Kierowniczce to operę jęli pisać
    Dumą wzdęta o nadętym pisze mnie
    W umuzykalniania sumptach
    Tytułując „Umpa-umpa”
    Opisała wagę sprawy w DWT

    Basia za to DWT Brytanii mierzy
    Co tradycję morską ma jak milion lat
    I szpikuje tekst linkami
    Niczym sernik rodzynkami
    Jest z Brytanią od lat wielu za pan brat.

    Dru dworuje sobie z piłki na całego
    Hoko swe wyraża désintéressement
    Quake jak zwykle dobrze pisze
    W blogu allli jakby ciszej
    No i z głowy wreszcie sprawozdanie mam…

    Mało kto przytomny wzrok ma i myśl jasną
    Dniem poprzednim pada ścięty niczym trup
    Lecz gdy mu monitor błyśnie
    Choćby był w samej bieliźnie
    To dopada klawiatury jak ten czub…

  5. Bardzo lubię podróże, obce klimaty i nowe języki. Proszę o zaproszenie do Zeenlandii:-) 😆 A może to będzie idealne miejsce na następny zlot?! Jaki w Zeenlandii panuje klimat?! Jaką waluta ma wartość (do euro)?! Tanie linie lotnicze – jest połączenie?! 🙂
    Czy są wpuszczane koty?! 🙂
    Czy tam się mówi prozą czy wierszem?! 😯 Jak się zwie król tego państwa?! Bo rozumiem, że Zeenlandia jest monarchią…

  6. Dziękuję, zeenie poranny! 😀

    Na wszelki wypadek nie będę dekodować zbyt głęboko 😛 W końcu prawo Archimedesa działa – kiedy, jak nie dziś?! 😉 😀

  7. Na Grenlandii? Nie, na pewno nie jak na Grenlandii 😉 Znając zeena to klimat w Nowej Zeenlandii jest na pewno cieplejszy niż na Grenlandii 🙂

  8. Eeetam – wszystko się zgadza – może nie Grenlandia, ale Islandia na pewno: gorący prysznic* – zimny prysznic… 😐 😉

    __
    *niby te gejzery czy co oni tam mają zainstalowane ku uciesze turystów…

  9. P.S. Zeenie zaranny, śliczna jutrzenko, czy mogłabym (pliiiiiis) prosić o przeklejenie-zacytowanie* wierszyka z wczoraj 14:26 u mnie pod wpisem o morzu. Naruralnie ze wszystkimi szykanami i odesłaniami do miejsca premiery. Pliiiis 😀

    __
    *jako zaległy prezent od Pana na dzień dziecka… 😉 🙄

  10. Hehe, jeśli tak, to ten wierszyk powinien pojawić się na sześciu blogach, jako sześć prezentów na Dzień Dziecka. Jak sprawiedliwość, to sprawiedliwość 😆

  11. Aż sprawdziłam, do czego konkretnie ten link (choć akurat tę serię komentarzy powinnam znać na pamięć, takich ‚realowych’ przepraw mi napędziły… 😆 )

    Nb, Pani Kierowniczka pojawiła się oficjalnie w moim blogu 4.12.07. Ale widzę, że jest nieźle oblatana w archiwaliach 😀

  12. Ojej, przepraszam, ale dopiero teraz tu dotarłem.
    Wyrażam zgodę na korzystanie przez potomnych z mojej twórczości bez ograniczeń, z zachowaniem szacunku dla miejsca ukazania się.
    🙂

  13. zeen!
    „Wyrażam zgodę na korzystanie przez potomnych z mojej twórczości bez ograniczeń” ❗
    zeen, co to znaczy??? Czy my o czymś nie wiemy?! Twoi potomni mogą korzystać bez ograniczeń czy my?!:D Czy może my jesteśmy (nieświadomymi)”potomnymi”? Czy Ty wiesz, jak My sie teraz czujemy?!;) Nagle pojawił się ktoś, kto przyznaję się do posiadania szóstki niczego nie świadomych potomków?! zeen, czy ty aby nie za bardzo szalałeś?! 😆

  14. Potomni to inaczej przyszłe pokolenia. Właściwie je zrozumiała basia, która w swoim blogu błyskotliwie odkryła przed wszystkimi jeszcze jedno znaczenie 😉

  15. Oj młodaś Alla, młodaś 🙂
    Ale to cudownie, że młodzi odkrywają starych. Są szanse, że przeziębieni nie doczekają zmiany temperatury….

  16. zeen, dopiero teraz zauważyłam to „młodaś” :-)! Też bardzo ładne i zupełnie serio, było prawdziwe (20 lat temu):neutral: C’est la vie, jak mawiają niektórzy…

  17. Nieprawda, ja nie oczekuję od takiej muzyki niczego ponad to, co ona daje. To wspaniała muzyka „klimatyczna” i bardzo dobra w swoim gatunku. Nie znałem i dziękuję, że poznałem dzięki Tobie 🙂

  18. Niesamowite! Nie sądziałam, że jest coś z muzyki czego bywalcy bloga Pani Doroty nie znają! To mnie bardzo cieszy!
    Tłumaczyłam ten tekst.

  19. Ach te kobiety: wyrzuty i natarczywość; natarczywość i wyrzuty…
    Komisarz rzeczywiście będzie miał pole do (operacyjnych) przemyśleń… 😉

  20. Właśnie, na początek u Pani Kierowniczki pięknej treści wpis machnęła a cappella z akompaniamentem Minkowskiego 😉 🙂
    A Komisarz pewnie się ucieszy, że ktoś wreszcie u niego nie dość, że ślicznie, to jeszcze merytorycznie będzie machał 🙂

  21. Czy to znaczy, że u fomy rozpocznie się nowa powieść kryminalna? Piszę się! Nawet bardzo.:-) Popieram. Zaczynam zbierać myśli, bo znów mi się rozsypały.

  22. To nie mogło się udać….
    Bo:
    Rainer Brüninghaus – Niemiec
    Yuri Daniel – Brazylijczyk
    Trilok Gurtu – Hindus
    Jan Garbarek – Norweg

    Zbieranina jakaś… Po jakiemu się porozumiewają? Po brazylijsku?
    Do tego Niemiec to socjolog, Norweg ma polskie nazwisko, Brazylijczyk rosyjskie imię a Hindus wszedł na scenę w spodniach i sukience….
    Tragedia….
    Ja na środeczku i owszem ale blisko sceny, najbliżej, gołe stopy Hindusa w mokasynach czuję tylko odrobinę lepiej niż widzę, dzielą nas cztery metry ledwie…
    A Brazylijczyk zakłada bas bezprogowy – no przecie wiem, że na kontrabasie poziomym trafić trudno, będą kłopoty…
    Niemiec wygląda na spokojnego, martwię się o jego zdrowie – ze szpitala chłop wyszedł dopiero. Stołek mu postawili za keyboardem długaśnym a obok stali Steinway i Syn. Ciasno będą mieli.
    Norweg niby wygląda normalnie, ale tak jakoś po polsku, znaczy, taki maluśki saksofonik wyciągnął – oj cienko będzie, pomyślałem…
    A ten Hindus… Nie dość, że ubrany cudacznie, to oczy mu na pół metra wystają, zestaw perkusyjny ma wodę w składzie – oj popłyniem….
    A ja do tego lekko zakatarzony.
    Upał niemożebny był, to i z kolegą przed koncertem walneli my po dwa piwka bezalkoholowe, co by suchoty odpędzić. No siedzę i ciemnieje mi w oczach.
    Patrzę na kolegę – jemu też. Coś z tym piwem nie tak – pomyślałem…
    O w mordę, nie dość, że tyle tego, to jeszcze nas podtruli – kaplica…

  23. To Pan tutaj, Mistrzu… w samotności?!… 😮

    (samotność, cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi) 😉

    … a ja jakoś mam urlop od futbolu… może się znów wstrzelę na półfinały…

  24. Żeby po tej strzelaninie Waśćki wydłubywać z telewizora nie trzeba było…
    Witam serdecznie przedpołudniową porą i ze spokojem, że na łaskawe oko Wielkiej b liczyć może całkiem opuszczony posterunek 😉
    Jest nadzieja, że nie rozkradną do powrotu Komisarza 🙂

  25. No bez sensu…
    Relacja z wydarzenia muzycznego to GDZIE MA BYĆ? :mrgreen:
    Właśnie się o nią u siebie upomniałam nie zajrzawszy jeszcze tu…
    Nie będę robić odsyłacza. Odpracować mi proszę osobiście to zaniedbanie!

  26. Pani Kierowniczka w ultymatywnym nastroju (i z tego, co podejrzałam w Centrali – nie tylko ona… skaranie boskie z tymi czarująco-władczymi Kobietkami 😉 )

    Chyba trza zrobić „copy’n’paste” (z linką do miejsca premiery), prawda?…
    🙂

  27. I baaardzo proszę o nieprzekręcania faktów 😐 W Centrali były tęskne westchnienia i wezwania (ze strony Pani Sekretarz) oraz wyrażenie błogiej nadziei (ze strony Kierownictwa)… Żadnej ultymatywności…

  28. Wezwania… tęskne westchnienia… żadnej ultymatywności… Hmmm to w pewnym sensie kwestia słuchu (językowego). Bo np. dla mnie to:

    zen jakby kapke obrażony
    ni to od męża, ni od żony.
    Wyłaz z kryjowki , panie bracie,
    blogowa grupa czeka na Cię!

    …brzmi nieco ultymatywnie – chćby przez użycie imperatywu ‚wyłaź’. Oczywiście, cały czas w obrębie konwencji zabawowej (wszak pełna dobrowolność, nawet, jeśli niektórzy twierdzą, że podpisywali jakieś cyrografy 😉 ) A jeszcze wcześniej były ‚gdzie on się chowa'[wystarczy uważnie czytać cudze komentarze, BM], ‚zenowi się odbije, bo dotyczyły [kuplety, BM] jego’…

    Może ja się za bardzo przejęłam wskazaniami pewnego Faceta, które usłyszałam dość wcześnie w życiu – że ‚Oni’ są w stanie przyjąć jakąś porcję ‚zmywania głowy’ (zwłaszcza sprytnie, nienachalnie przemyconą), ale później zamykają uszy (tu pewnie – oczy 😉 ), wycofują się, a wreszcie – uciekają gdzie pieprz rośnie. I w przypadku najciekawszych, najwartościowszych panów mi się to w 100% sprawdza… Pozostają jeszcze ‚pantoflarze’ (dla pewnego typu pań najsmaczniejszy kęsek, więc nie obawiam się, że kogoś obrażam tą etykietką).
    Ale chyba prawie nikt nie lubi bycia ‚komenderowanym’ publicznie. Ani ‚on’, ani ‚ona’.
    … A już zwłaszcza – w trakcie tak płochej i nieistotnej rozrywki, jaką jest dopisywanie komentarzy w blogach…

  29. @Alla: Wszystkie trzy moje dobre znajome Brazylijki (Porto Allegre, Sao Paulo i rejon Amazonii) twierdziły zgodnie (choć nie w porozumieniu), że brazylijski to nie portugalski 😉 😀

  30. Z drugiej strony schlebianie Panom przy eksponowaniu rzekomych błędów popełnianych jakoby przez inne Panie jest taktyką… hm… może i nawet skuteczną, ale cóż dobrego można sądzić o Panach, którzy się na te niezbyt czyste gierki nabierają? Czy oni rzeczywiście są najwartościowsi? 😯
    Mnie też na moment naszło… może mi przejdzie…

  31. Sorry. Już przeszło. Zbyt często spotykały mnie baardzo nieczyste gierki w realu. Myślałam, że blogi rządzą się innymi prawami. A jednak…
    Jak komuś zrobiłam przykrość, bardzo przepraszam.
    Od tej pory ani słowa więcej do zeena… pozostawiam to Basi…

  32. To nie taktyka, to szczerość (sprawa za poważna na gierki, maski, role i żarty… choć czasem lżejszy ton nie zaszkodzi(łby) – gdyby wszystkim dyskutantom w tym samym czasie podobała się ‚Seksmisja’ albo ‚joystick’ czy ‚zespół m-o’).
    Nigdy nie byłam za bezwarunkową solidarnością z przedstawicielkami własnej płci. Staram się widzieć dynamikę stosunków międzyludzkich i punktować ogniwa (i zaognienia) powodujące ich szwankowanie. Por. wpis ‚Braterstwo, siostrzeństwo'(10marca2008); pewne komentarze w blogu Pani Kierowniczki z zeszłego lata, (prawie wszystkie linki zebrane w kolejnych komentarzach pod sławetną ‚Sprawą feminizmu’). I nie ma tu żadnej strategii (jak się rzekło – sprawa najpoważniejsza z poważnych: płeć, rasa, wyznanie, …) – jest tylko próba najbardziej obiektywnego zdawania sprawy ze stanów swego umysłu w danej kwestii…

    P.S. Proszę tylko zobaczyć, co stało się ostatnio z Panami Dyskutantami u P.Adamczewskiego. Samo się stało? Czy Paniom będzie przez to lepiej, przyjemniej (choćby wirtualnie), że postawiły pewne sprawy na ostrzu noża (a nawet upokorzyły)? Nie zdając sobie (chyba) sprawy z ocierania się o śmieszność?…

  33. Oj, nie widdziałam ostatniego komentarza P. Kierowniczki… 😳
    A co do moich rozmów z zeenem – przecież też zdarzyły się iskrzenia. Zbyt cenię sobie niezależność własnego zdania i gustu, moje wyważenia i osądy.

    Ale gdy ją ma – przyznaję rację ‚nawet’ 😛 Torlinowi 😀 Z pełną świadomością, że w tej naszej chwilowej wspólnocie poglądów możemy się mylić oboje…

  34. Ostatni mój akapit z 9:43 już oczywiście nieaktualne – zeen objawił się w Centrali 😉
    A u p. Adamczewskiego proszę sobie dokładnie poczytać. W końcu ci najwartościowsi 🙂 Panowie (z Gospodarzem włącznie) to nam przyznali rację! Owszem, jeśli idzie o sprawę M., zrobiło się głupio; ja go zresztą trochę broniłam, bo mnie akurat od razu przeprosił w liście, ale gdyby to samo napisał na blogu, byłby święty spokój, a co więcej – podziw dla charakteru 🙂

  35. allla,
    A cóż w tym dziwnego, że w Brazylii po brazylijsku, w Szwajcarii po szwajcarsku a w Luksemburgu po luksembursku…. No wiesz, Ciebie, językowo uzdolnioną wyjątkowo, nie podejrzewałem o językowy integryzm 😉 🙂
    P.S.
    Brak 😉 był wypremedytowany (O Boże! Po jakiemu to 😯 )
    Może ja już do roboty wrócę….

  36. ‚A u p. Adamczewskiego proszę sobie dokładnie poczytać’ – Jak już czytam, czytam zawsze uważnie. A zwłaszcza tak ważną dyskusję (skoro się już na nią ‚nadziałam’, zajrzawszy po raz pierwszy od początku kwietnia). A zwłaszcza, jeśli się już wypowiadam (albo czuję, że będę musieć wypowiadać) w oparciu o jakieś materiały.

    Nie chodzi o to, że najwartościowsi przyznali rację (‚ktoś komuś musi ustąpić’ skomentuje ktoś nieżyczliwy), ale, że jest ich tam teraz znacznie, znacznie mniej, niż wcześniej (w/g moich ‚doskokowych’ ocen).

    Inaczej: problem na ogół leży w ‚nie czy, lecz jak’… i w tych dobrych chęciach (wzniosłych hasłach i rachunkach krzywd do wyrównania), którymi jest wybrukowana droga do piekła… niebieskiego i ziemskiego… 😦

    Spadam do realu… 😳 😯 😳

  37. KOŚCI ZOSTAŁY OBGRYZIONE
    Szef bębnił palcami o blat biurka trochę znudzony, trochę wściekły. Było cicho i spokojnie, lato rozkwitało, a na komisariacie zrobiło się pusto. Foma na urlopie, aspirant Podhalański gdzieś w rozjazdach, podkomisarz Jatka wyjechała na jakieś szkolenie na nikomu niepotrzebne tematy, Johan Ordnung dawno już skonczył staż i wrócił do rodzinnej Holandii. Tylko Pani Ala snuła się rozmarzona po kolejnej, krótkiej i ognistej jak przelot meteora, wizycie Zeenowiewa, podśpiewując tęsknym głosem: „W tę noooc niezwyyykłą”… Ten śpiew, nie wiedzieć czemu, jeszcze bardziej zezłościł Szefa. „Tracę tu tylko czas, nic się nie dzieje”…
    W złą godzinę przemknęła mu ta myśl – nagle rozbrzmiało pospieszne pukanie do drzwi. – Wejść! – krzyknął. W progu stanął zziajany Podhalański.
    – Szefie! No po prostu horror!
    – Nie gorączkujcie się – zmitygował go Szef. – Opowiedzcie logicznie i po kolei, co macie do opowiedzenia.
    – Znaleziono kości, bez wątpienia ludzkie, dokładnie obgryzione, blisko Kościoła Wszystkich Świętych…
    „Przecież to nie Halloween” – przemknęło przez głowę Szefowi.
    – …w miejscu – kontynuował Podhalański – gdzie była podobno sadzawka, nazywali ją Dotleniacz, ale ja tam żadnej sadzawki nie widziałem…
    „No to ktoś się nieźle dotlenił” – skomentował w myślach Szef.
    – Ale najdziwniejsze, Szefie – ciągnął Podhalański – że przy tych kościach leżała komórka! Nie wiemy, czy należała do denata, czy porzucił ją ktoś inny. Ale są na niej zapisane esemesy dla nas szokujące.
    – Zanotowaliście treść?
    – Tak. Jedno ze zdań nas zwłaszcza interesuje: „foma ps. Komisarz czuwa i nie da się zjeść jak Quake”.
    – Quake? Przecież to pseudonim operacyjny naszego stałego konsultanta, radcy Kłejkiewicza. To nie może być przypadek! Czyżby to były jego kości?!!
    – Kto wie? Ale przede wszystkim dlaczego foma z małej litery i jeszcze ps. Komisarz, a nie po prostu komisarz Foma? Coś tu nie gra…
    – Bardzo nie gra – zastanowił się Szef. – Ten plac to w ogóle dziwne miejsce. Kościół i synagoga w pobliżu, a w tym kościele jeszcze na dodatek co sobotę odprawiają się jakieś rytuały masońskie, i to podobno pod pretekstem koncertów Mozarta…
    – Przecież Mozart też był masonem – odruchowo mruknął Podhalański. – A może – ożywił się na samą myśl – to masoni kropnęli radcę? W koncu to oni zamordowali również Mozarta…
    – E, Podhalański, co też opowiadacie. Masoni nie kanibale! A Mozarta otruto…
    Szef czytał kiedyś prace niejakiej pani Czarnoludzkiej, która zdecydowanie twierdziła, że to nie masoni otruli Mozarta. Ale, myślał, co to za naukowiec, tylko prosty magister, i to nie muzykologii ani historii, choć i nie z apteki. Diabli wiedzą, jakie studia skończyła i czy naprawdę skończyła… Zresztą nie przepadał za Mozartem, wolał współczesnych gitarzystów wszelkiego rodzaju (pasję tę dzielił z Zeenowiewem). Ale, pomyślał, ta Czarnoludzka może coś wiedzieć.
    – Idźcie no, Podhalański, do mgr Czarnoludzkiej i spróbujcie się dowiedzieć czegoś więcej o tych masońskich rytuałach u Wszystkich Świętych, może się przy okazji zorientujecie, czy ona coś wie o sprawie.
    – Rozkaz!
    Podhalański wyszedł dziarsko z pokoju, a Szef znów popadł w zadumę. Jak to – foma ps. Komisarz… I dlaczego śle esemesy, przecież nie zdradził nikomu, dokąd jedzie na urlop, i zapowiadał, że nie będzie się odzywał do nikogo…
    Godzinę później zziajany Podhalański powrócił na komisariat.
    – Szefie, pudło. Kości obgryzł pies, wcale zreszta nie sa ludzkie, za to do Czarnoludzkiej należała komórka, którą tam zgubiła. Czarnoludzka prowadzi jakis tam blog i miała w związku z nim w weekend jakieś zebranie. Trochę dziwne, zebranie blogu? Ale był tam też podobno radca Kłejkiewicz, który bezpiecznie wyjechał z miasta. Na tej samej komórce zresztą jest i od niego esemes: „Właśnie wyjeżdżam, jeszcze raz dziękuję za miły wieczór, życzę miłej niedzieli”. Wersal!
    – No to zamykamy sprawę – uciął szef. Esemesy od Fomy wciąż jednak nie dawały mu spokoju…
    * * *
    – Ha! Ale im wykręciłem numer – cieszył się John Boordell na antypodach. – Trzeba by jeszcze wysłać jakiego esemesa w imieniu fomy… Może tym razem do samego Szefa?

  38. a capella,
    my sobie u Adamczewskiego damy radę, potrafimy się dogadać i nie musisz pań pouczać, że „o głupotach i otarły się śmieszność”.

    Natomiast sama powinnas udać się do Budy i przeprosić za niestosowny komentarz sama wiesz, kogo. Zastosuj swoje rady do siebie. Tu akurat nie powinnaś mieć wątpliwości, „czy”. A „jak”, to już sama wymyśl.
    A moje częstochowskie pomiń – ultymatywne (co to, kurka siwa, znaczy? Zaraz zajrzę do słownika…), więc lepiej nie ruszać.
    Lepiej zostań przy Miłoszu. Można się intelektualnie naużywać. Byle na kolanach, bo to noblista…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s