Cięcie

Rozdział I 

Komisarz Foma przyglądał się zwisającym z powały linkom. Było ich osiem. Każda cienka, choć wyjątkowo wytrzymała. Na każdej widniał ślad szybkiego cięcia. Najprawdopodobniej tego samego. Poprowadzonego szybkim ruchem. Ryzykownego, bo bez możliwości szybkiego przejścia do obrony, na co uczulał Fomę leciwy mistrz szermierki Jaime Astarloa. Mogło to oznaczać cięcie emocjonalne, pełne pasji, widowiskowe, lecz bez uwzględnienia skutków ewentualnego przeciwnatarcia, albo pozorowane cięcie wyznaczające pole.
Foma nie bardzo wiedział co o tym myśleć. Przywiódł go tu wierszowany anonim:

Ranionych w boju muszkieterów parę,
Los w łaskawości katu dawał w rękę.
Stojąc wśród boju z dumą i sztandarem,
Wybrali jednak samotności mękę.
Umknęli kaźni, w której hańba darem,
Lecz to wątpliwą przyniosło podziękę.
Chcesz oddać hołd im, pomknij dotknąć liny
Jaka oplotła ich bez żadnej winy.

Oktawa. Liczba lin się zgadzała. Najbardziej przykuwała uwagę komisarza druga z szeregu, o zaskakująco marnej jakości. Użycie jej wydawało się zupełnie nie na miejscu, dlatego od niej komisarz rozpoczął oględziny. Był przekonany, że to ona musi stanowić klucz do zagadki.
Foma pobrał pęsetą kilka włókien z miejsca cięcia. To samo zrobił badając pozostałe. Potem rozejrzał się po salonie. Na dywanie czerniło się kilka kropli zaschniętej krwi. Niewielka ilość kazała przyjąć, że raczej pierwszej niż ostatniej.
Po ranionych muszkieterach nie było ani śladu. Brakowało też niemal całej reszty zwykłego wyposażenia tego typu miejsca. Komisarz nie mógł się opędzić od myśli, że wielkie pustki w domu uczyniono celowo. To co pozostało, wyglądało jak po trzęsieniu ziemi.
Fomę nurtowały teraz dwa pytania: czy zrobiono to przed czy po opisanym zdarzeniu? I kim byli muszkieterowie? Przypadkowymi świadkami? Napastnikami? Ofiarami? Najemnymi żołnierzami?
Komisarzowi nie pozostało nic innego, jak sięgnąć do źródeł i wytężyć operacyjną wyobraźnię.

Rozdział II

Komisarz tonął za stosami książek. Pani Ala co chwilę donosiła kawę i świeżą lekturę. W większości były to wyszukane przez nią fragmenty tekstów o szermierce, wojskowości, ciesielstwie, pleceniu lin. Nie zabrakło też powieści historycznej spod znaku płaszcza i szpady. Między woluminami przechadzały się oddziały ołowianych muszkieterów, które aspirant Podhalański przyniósł z domowych zbiorów, by bardziej mogli wczuć się w oplatającą ich historię.
– Szefie, czego my właściwie szukamy? – Podhalański miał już dość intelektualnego skupienia i chciał pogadać.
– Zamka do drzwi z Odpowiedzią – odparł zamyślony komisarz, porównując ryciny z traktatów szermierczych Luisa Pacheco de Narvaez i  Salvatora Fabrisa. – Klucz znaleźliśmy w oktawie, w drugiej linii, pamiętasz? – aspirant nie wyglądał na przekonanego, dlatego Foma wyprostował się na dobre.
– Już to omawialiśmy – komisarz przeciągnął się i spojrzał porozumiewawczo na Panią Alę, która postawiła na stole kolejne trzy filiżanki kawy. – Znaleźliśmy ślady wskazujące na więzienie dwóch osób. Ilość i rozmieszczenie lin każe przyjąć, że obaj mieli skrępowane ręce i nogi, ale w tak przemyślny sposób, że każda lina dowiązana była do jednej kończyny. Wisieli jak długaśne bombki na choince. To wszystko plus oktawa prowadzi do jednego. Byliśmy świadkami szczególnej formy postępowania, które, ze względu na sekretny charakter, musi być uznane za proces inkwizycyjny.
– Nie może być – Pani Ali trudno się było z tym pogodzić, a Podhalańskiemu trudno było powtórzyć.
– Może – na Fomie reakcja współpracowników nie zrobiła większego wrażenia. – Nie mamy tylko pewności, według jakiego kodeksu. Czy był to niemiecka Carolina (Constitutio Criminalis Carolina, 1532) czy francuski Code Marillac, 1629, czy też bardziej od nich szlachetne przepisy Świętego Officium z uwzględnieniem lokalnej specyfiki – przed oczami komisarza stanął jak żywy zgarbiony profesor, wpisujący mu zwyczajowe 3 plus z historii prawa sądowego, a aspirant zamknął oczy, by nie widzieć kroczącej Karoliny, za którą ciągnięto na linach biednych muszkieterów, od których czuć było lokalne specyfiki.
– Ale coś musimy ustalić – zauważyła trzeźwo Pani Ala.
– Tak – Foma chyba czekał na taką reakcję. – Jako że według niejakiego Dumasa,  muszkieterowie mieli na pieńku z kardynałem de Richelieu, zacząłbym od procedury francuskiej. Co prawda ten Dumas często zmyśla, ale coś trzeba wybrać.
Komisarz zepchnął łokciem obsadzoną przez muszkieterów palisadę starodruków. Gdy opadł bitewny kurz zaczął kreślić na nim strzałki i krzyżyki.
– Postępowanie z muszkieterami wskazuje, że mogli być  złapani na gorącym uczynku – Podhalański poczuł ulgę, że znajduje się wśród tych łapiących, a nie łapanych, choć w Policji jak dotychczas złapał tylko alergię na kurz. – Podejrzani zostali aresztowani i, jak każe tradycja i przepis, poddani torturom.
– Boże drogi! – Pani Ala żałowała w takich chwilach, że opuściła przytulne archiwum. – Tortury? Teraz? Przecież ONZ tego zakazała w jakiejś konwencji.
– I co z tego? – komisarz nie dał się zakneblować gadaniem o prawach człowieka. –  De Richelieu w życiu nie słyszał o Narodach Zjednoczonych, a o torturach wręcz przeciwnie, i był o nich najlepszego zdania.
– Czyli ten szwarc, szwarc to on? – jąkanie Podhalańskiego świadczyło, że się wzburzył.
– Szwarccharakter? Chyba nie, ale na pewno to nie była płotka. – Przerażony wzrok Pani Ali sprawił, że Foma przestał lustrować najwyższe szczeble administracji i sądownictwa. – Spokojnie, szukanie odpowiedzi na to postaramy się zrzucić na prokuraturę.
Aspirant i Pani Ala stracili ochotę do sporów o pryncypia i słuchali w milczeniu.
– Nie wiemy czy muszkieterowie zostali zwolnieni, przeniesieni gdzie indziej czy może odbici – komisarz zdawał się kończyć orację. –  Tu jednak pomogą nam chłopcy z laboratorium kryminalistycznego! – kurz na biurku znowu się wzniósł, jakby owi chłopcy pędzili już z wieściami co koń wyskoczy. – Wystarczy tylko, by odpowiedzieli na jedno pytanie: jaką bronią przecięto liny? Czy był to wojskowy rapier czy dworska szpada.

Rozdział III

Komisarz Foma czytał opinię z laboratorium kryminalistycznego:

(…) Analizie poddano osiem linek znalezionych na miejscu zdarzenia. Uwzględniono m.in. materiał, z którego zostały wykonane, splot, udźwig, sposób przymocowania, sposób przecięcia oraz obecność obcych środków chemicznych. (…)
Analiza z dużym prawdopodobieństwem wyklucza jednoczesne przecięcie wszystkich ośmiu lin. Ułożenie krawędzi włókien oraz stopień ich postrzępienia, jak również pozostawione drobiny metalu pozwalają na przyjęcie założenia, że liny były skracane w trzech fazach:
a) pierwsza – samodzielne zerwanie drugiej liny z szeregu, wykorzystując jej marną jakość [wytrzymałość o połowę niższa niż pozostałych siedmiu],
b) druga – długotrwałe przecinanie pierwszej liny,
c) trzecia, składająca się z co najmniej dwóch etapów – niedbałe odcinanie osobno każdej z pozostałych sześciu lin, a następnie wyrównanie wszystkich jednym cięciem, gdy liny były już nieobciążone.
Badania metaloznawcze pozostawionych drobin każą przyjąć, że do przecinania lin użyto dwóch różnych narzędzi. Skład chemiczny znalezionych drobin i stopień poszarpania włókien z dużym prawdopodobieństwem pozwalają uznać, że wykorzystano białą broń historyczną. (…)

Opinia, choć tradycyjnie niczego nie przesądzała, rzucała zdecydowanie nowe światło na sprawę. Po pierwsze, muszkieterów trzeba było szukać wśród żywych. Po drugie, najprawdopodobniej sami się urwali. Po trzecie, mimo, że urwali się sami, to ktoś musiał im pomóc, m.in. zapewniając dostęp do broni. I po czwarte, to wszystko nadal nie wyjaśniało, kto zadał sobie tyle trudu, by w tak przemyślny sposób zniewolić muszkieterów.
Odpowiedzi na pytania: kto pozbawił muszkieterów wolności i kto im pomógł ją odzyskać, najłatwiej było znaleźć zadające je bezpośrednio muszkieterom, skoro wciąż żyli. Trzeba tylko było ich znaleźć. To wyzwanie od początku sprawy pojawiało się w głowie komisarza jak mantra i już trochę go denerwowało. Do szukania muszkieterów Foma wyznaczył Podhalańskiego. Aspirant nieraz już udowodnił, że znakomicie porusza się wśród ciemnych przejść, późnych pór, zakamarków, schodów, wind. Pani Ala ostrzegała nieraz, by strzegł się tych miejsc, na co Podhalański tylko uśmiechał się z pobłażaniem. Teraz już bez uśmiechu wycisnął z Dumasa kilka szczegółowych informacji i ruszył w teren. Pani Ala zacisnęła kciuki. Komisarz zacisnął sznurowadła. Jego też czekało zagłębienie się w mroczny świat za drzwiami komendy.

Rozdział IV

Komisarz Foma patrzył na zbliżającego się aspiranta. Gospoda „Pod czerwonym gołębnikiem” cieszyła się wątpliwą sławą i komisarz wolał mieć przy sobie zwalistą postać Podhalańskiego.
– To pewne, że są w środku? – zapytał Foma, gdy aspirant wszedł w krąg światła rzucanego przez czerwony lampion w kształcie dorodnej gołębicy.
– Według Dumasa powinni być.
Siedzący w środku wykidajło nawet nie starał się ich zatrzymać. Bez przeszkód dotarli do baru, za którym stała maturzystka, w skąpym stroju kojarzącym się z Czerwonym Kapturkiem.
– Szukamy muszkieterów – aspirant darował sobie rozpoznanie i wstępne przymilanie się .
– Dawno ich tu nie było – Kapturek za barem uśmiechnęła się, czy to do wspomnień, czy to do stojących przed nią funkcjonariuszy.
Foma spojrzał z wyrzutem na Podhalańskiego, którego wzrok uciekał przed komisarzem. Dłoń komisarza przesunęła się pieszczotliwie po opartej o bar dłoni Czerwonego Kapturka, pozostawiając w niej kilka banknotów.
– Odkąd odeszła od nas Milady, przestali tu bywać. Prawie nie interesowały ich pozostałe dziewczyny… – z głosu dziewczyny wynikało, że ona nie należała do tej nieinteresującej większości.
– A dokąd odeszła? – Mimo, że pytanie zadał komisarz, dziewczyna popatrzyła wymownie na aspiranta. Wyglądało to tak, jakby uznała komisarza za obsłużonego.
Podhalański zaczął przetrząsać kieszenie. Jednak albo Czerwony Kapturek wiedziała niewiele, albo kieszenie aspiranta były zbyt płytkie, dowiedzieli się jedynie, że u Milady przed jej odejściem często bywali Francuzi. A potem znikła bez słowa.
– Gdzie teraz idziemy? – zapytał Podhalański, gdy zamknęły się za nimi drzwi gospody. Był przybity niesolidnością swojego informatora.
– Do Wydawcy – komisarz wcale nie wydawał się przejęty. Wręcz przeciwnie, był raczej zadowolony z przebiegu wizyty. Gdy tylko stracili z oczu gołębicę oświetlającą wejście do gospody, zatrzymał się pod inną kolorową latarnią i analizował notatkę sporządzoną przez Panią Alę. Usłyszany rano żart o kluczowej w pewnym śledztwie analizie fusów z kawy spowodował, że o wiele poważniej zaczął rozważać mistyfikację. Czy to zupełną, czy też częściową. Wcześniej tylko ją dopuszczał jako jeden z hipotetycznych wariantów, teraz przyjął za równie uprawnioną jak kidnaping. W efekcie  decydowanie poszerzył się krąg rozpatrywanych wątków, sprawdzanych faktów i skojarzeń oraz historycznych analogii. Dlatego po rozmowie z Kapturkiem Foma wykreślał z listy Pani Ali niektóre nazwiska i miejsca, inne zakreślał lub stawiał przy nich sobie tylko znane symbole.
– Po co nam ten Wydawca? – dla aspiranta entuzjazm przełożonego był tak samo niezrozumiały jak stawiane przez Fomę dopiski na kartce.
– Z kilku powodów. Po pierwsze kolekcjonuje broń i zna się na szermierce. Po drugie ma największy znany zbiór oktaw i zobowiązał się poszperać w nich. I po trzecie, mieszka obok, a nam by się przydało wypić coś mocniejszego, bo zmarzłem.
***
Widać było, że Wydawca przygotował się na przybycie gości. Na policjantów czekał już samowar i pękata, ceramiczna butelka, a obok na stole leżało kilka książek z wystającymi zakładkami.
Usiedli w staroświecko urządzonym pokoju. Przez okno widać było wybrukowaną ulicę, tonącą powoli w marznącym powietrzu.
Wydawca zajmowała połowę piętra w niezwykle cenionym przez wybrednych klientów pensjonacie „Pod rozbrykanym konikiem”. Podhalański zauważył, że zamiast potulnego wierzchowca, wiszący nad wejściem herb przedstawiał atakującego kopytami ogiera i nieobojętną na niego klacz.
– Dziękuję za interesującą zagadkę – rozpoczął gospodarz zaraz po tym, jak komisarz przedstawił mu swojego podwładnego. – Dawno nie spotkałem się z tak śmiałą parafrazą i to czego! Oktaw kardynalskich!
Podhalański ozdobił twarz zdziwionym spojrzeniem, dlatego Wydawca podał mu jedną z przygotowanych książek i rozpoczął wyjaśnienia.
– To krótki zbiór wierszy, częściowo przypisywany kardynałowi de Richelieu, miał je zebrać podczas oblężenia La Rochelle. Niektóre zapewne napisał sam kardynał, ale sporo z nich to karczemna poezja. Oktawa, którą dostałem od was w oryginale brzmi tak: 

Świeżo po walce muszkieterom paru,
Los w łaskawości wino dał do ręki.
Gdy szybkim bojem, tłumnie, bez sztandaru,
Zdobyli karczmę, wrogom czyniąc męki.
Ci, choć umknęli, nie zabrali baru,
Dając zdobywcom powód do podzięki.
Bo jak z zabawy zrezygnować można
Kiedy się sama pcha jak gęś do rożna.

Roześmiali się i opróżnili szybko napełnione przez gospodarza szklanice.
– Nie upierałbym się przy tym, że napisał ją sam kardynał – ciągnął Wydawca. – Raczej jakiś muszkieter-żartowniś. Sentencję o oplatającej linie zapożyczono z innej, anonimowej oktawy, nie z Oktaw kardynalskich, ale z tego samego okresu. Zresztą o bardzo interesującym tytule: Skarga na uwięzienie kobiet, słońc żołnierskich nocy.
– Czy można ustalić, jak stara jest ta przeróbka? – przerwał Foma. Analiza źródeł zawsze przyprawiała go o przyjemne podniecenie.
– Trudna sprawa. To albo świeża robota, albo wariant z epoki Richelieu. Drugi wers nawiązuje do listu kardynała do jednej z jego zaufanych agentek, w którym wyraża żal, że nie wszystkie problemy może rozwiązać równie szybko i sprawnie jak Los, który w swej łaskawości katu daje w rękę tych, co stoją mu na drodze. Dopiero niedawno znaleziono i opublikowano te listy, dlatego raczej obstawiłbym, że oktawa ma najwyżej kilka tygodni. Bo inaczej trzeba by przyjąć, że oktawę przerobiła Milady.
Komisarz wcale nie wykluczał działania Milady. Zastanawiał się jednak, jak informacje od Wydawcy mogą pomóc w znalezieniu zaginionych muszkieterów. Aspiranta trapiły podobne wątpliwości.
– Chyba jak dotąd wiele wam nie pomogłem – Wydawca domyślił się, co wyrażają twarze słuchaczy. – Co do broni, tu też pewnie nie przebiję chłopaków z kryminallabu. Jednak czytając o sposobie cięcia lin przypomniało mi się, że był u kardynała gwardzista, nie pamiętam nazwiska, który nie brał pardonu. Pokonanym podcinał gardło krzyżując im na gardle rapier i lewak, i zaciskając je  jak nożyce. Straszny rzeźnik, ale bardzo ceniony przy specjalnych zadaniach.
– Tak dałoby się łatwo przeciąć nieobciążone linki… – Foma starał się dopasować tę hipotezę do wszystkich potencjalnych wyjaśnień intrygi. – Ale to wcale nie przybliża nas do znalezienia muszkieterów i tego, kto im zafundował tą wątpliwą przyjemność.
– Kto wie. Może w swoim czasie się przyda – gospodarz nie tracił pogody ducha. – Rapier z lewakiem to ostatnio popularna para.
– Gdzie popularna? – Podhalański niecierpliwie czekał na takie konkrety.
– Wielu znajomych kolekcjonerów dostało propozycję sprzedaży takiego zestawu. Ja też.
– Dobra cena? – wypalił aspirant.
– Bardzo przyzwoita…
– Kto chciał kupić?
– Chwilkę, mam list z propozycją.
Wydawca na moment zniknął w drugim pokoju. Wracając przeczytał szybko napisany odręcznie list i złożył go tak, by widoczny był tylko nagłówek i kilka pierwszych linijek.
Dumas i Syn. Zagadka i spełnienie… – komisarz Foma cedził powoli sylaby. – A to drań! Od początku wodził nas za nos.

Epilog

Nowa dzielnica czerwonych latarni od początku sprawiała wrażenie znakomicie przemyślanej i kompleksowo zorganizowanej. Drobne lilijki ścigały się z wizerunkiem białej broni na wywieszonych proporcach, a na przybysza co chwilę czekała nowa atrakcja, zwykle w miłym towarzystwie Konstancji Bonacieux lub innej dwórki królowej.
Muszkieterów znaleźli w czwartym z rzędu przybytku. Siedzieli w milczeniu nad winem, po którym puste butelki stały w karnym szyku, niby francuskie oddziały przed bitwą pod Rocroi. Obok nich, z głową opartą na blacie, spoczywał bez ruchu ozdobiony szramami brunet.
– Jest i trup – zauważył komisarz Foma, dodając ten szczegół do długiej już listy powodów, przez które czuł się jak marionetka w reklamie dla dorosłych. Zaliczył już do nich wiszące na ścianach Oktawy kardynalskie, zarówno oryginalne, jak i otrzymaną przeróbkę, ryciny ukazujące wiszących żołnierzy, opis krzyżującego cięcia, przewijający się co chwilę ozdobny motyw urwanej liny, okłamywanie Podhalańskiego. Najbardziej bolało jednak coś innego. Wyszukany drzeworyt, wykonany z wszystkimi wymogami sztuki, na którym dwóch królewskich strażników rozgląda się bezmyślnie dokoła, nie widząc leżącego u ich stóp muszkietera w objęciach niekompletnie ubranej kobiety. Dół strony zajmował krótki napis: Znajdź nas wcześniej niż policja. Wnioskując z ilości spotkanych osób i ich uśmiechów, wielu znalazło.
Komisarz z aspirantem przysiedli się do muszkieterów. Niemal natychmiast podeszła do nich Milady, stawiając na stole kryształową karafkę i dwa puchary, do których przelała prawie połowę  rubinowego płynu. Foma spojrzał pytająco na muszkieterów, ale ci uspokoili go skinieniem głowy.
– Możecie mi powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi – komisarz założył, że muszkieterowie też nie czują się jak bohaterowie.
– Głupia sprawa – odparł młodszy z nich. – Daliśmy się wciągnąć w nie swoją akcję. Miała być krótka draka, a zrobiło się z tego cała kampania.
– I co gorsza, nie dało się z tego wyplątać – dodał starszy.
– Miałem wrażenie, że z rozplątaniem daliście sobie radę. Takie ładne cięcia… – komisarz nie mógł darować sobie złośliwości.
– No, tu choć było trochę zabawy – muszkieterowie uśmiechnęli się do siebie. – Pół dnia sprawdzaliśmy która para się szybciej urwie. My czy ten rzeźnik do spółki z innym gwardzistą.
– Kto był lepszy? – zainteresował się Podhalański
– Jak to kto? Królewscy górą! Trochę się przy tym poszturchaliśmy, ale powinno się dać szybko posprzątać.
– Już posprzątano. Trzech techników z laboratorium kryminalistycznego miało co robić przez  pół dnia.
– O cholera – chwilowe rozbawienie przeszło muszkieterom w jednej chwili.
– No właśnie. To kto to wymyślił i po co? – komisarz chciał jak najszybciej zamknąć sprawę.
– Dumas z Milady – widać było, że młodszy z muszkieterów czuł w sobie potrzebę wyrzucenia z siebie doznanego upokorzenia.
– I jeszcze ten pijar… – dodał starszy.
– Zakonnik? – Podhalańskiego po raz kolejny zaskoczył rozmach przedsięwzięcia.
– Tego nie wiem. Nie pokazywał się, ale stale o nim wspominali.
Kręcąca się po sali Milady zbliżyła się do nich z szerokim, nieco kpiącym uśmiechem.
– Już pan wszystko z nich wyciągnął, komisarzu?
– Sporo.
– Czyli niewiele znaczące szczegóły. Proszę wybaczyć, że zabawiliśmy się pana kosztem, ale nowoczesny marketing rządzi się swoimi prawami – Milady usiadła obok Fomy, napełniając mu opróżniony kielich. – A my potrzebowaliśmy dobrego motywu przewodniego przy reklamowaniu naszych usług. Pana pogoń za muszkieterami była strzałem w dziesiątkę.
– Przy okazji poświęcając w ofierze powagę Państwa? – w komisarzu obudził się nagle uśpiony na co dzień honor urzędnika państwowego.
Milady uśmiechnęła się jeszcze szerzej i wyjęła zza gorsetu złożoną na czworo kartkę papieru.

Z mojego rozkazu i dla dobra Państwa właściciel tego dokumentu uczynił to, co uczynił.
3 grudnia 1627
Richelieu

Komisarz machnął zrezygnowany ręką na dalsze wyjaśnienia. Kolejny dowód na potwierdzenie przewrotności Dumasa był mu zupełnie niepotrzebny.

169 comments

  1. Jestem w drodze do Wrocławia. Stop.
    Wieczorem mam szansę na kontakt. Stop.
    Mam nadzieję dotrzeć na jednej zmianie podków. Stop.
    Pozdrawiam. Stop.
    P.S.
    Koń narzeka na nierówne trakty.

  2. Idę na imprezę po całym dniu ciężkiej pracy. Stop.
    Jednak przeczytałam bardzo uważnie. Stop.
    Z rozbawieniem wielkiem jak zawsze. Stop.
    🙂 🙂 🙂

    A najbardziej rozbawiło mnie ‚powzięcie przekonania’ (brak stopa), że uwagę Komisarza przykuła druga linia oktawy… o zaskakująco marnej jakości 😀 Niestety, ‚bardzo uważnie’ nie zawsze oznacza ‚dostatecznie uważnie’… Ot, gorączka piątkowej nocy… 😉 🙂

  3. Szukałem stajni długo, wreszcie koń oporządzony, nie odzywa się do mnie, tak dostał w kopyta. Jutro znów w drogę, trzeba będzie go przebłagać.

  4. Pomysł z wpisami odcinkowymi chyba się sprawdza. Cała sprawa nabiera dużo większej dramaturgii. Niewielka ilość krwii na dywanie sugeruje, że ewentualne rany kłute/cięte/szarpane (niepotrzebne skreślić) raczej nie były chyba zbyt poważne?

  5. Trup to wszak jest słowo
    Rodzaju męskiego
    Pomanewruj płciowo
    Sprokuruj żeńskiego…

    Ostatnio u Andrusa przekleństwa przeczytałem, wszystko tyczy się rodzaju żeńskiego:
    Hasło: „Twoja stara klaszcze u Rubika”
    Odzew: „A twoja stara ma zero znajomych na Naszej Klasie” 🙂

  6. Proszę mi tu nie robić sobie śmichów z twojej starej. W licemum mieliśmy grupę poetycką o takiej nazwie, rozwijając nowy kierunek w literaturze – prostacyzm. My sukcesów nie odnieślismy, ale kierunek…

  7. No patrzajta co to się porobiło. Nie wiedziałem o tej modzie. Za moich młodych lat mówiło się o matce tak bez konotacji, ewentualnie o żonie. Wszystko już było, rzekł Ben Akiba – drobna modyfikacja i nowa jakość.

  8. Kolego Foma, kolegi wyobraźnia i sposób w jaki rozwija kolega akcję (wartką jak uderzenia strun przez zapalonego gitarzystę) zaczynają mnie powoli wciągać w absurdium słowne (a przecież wystarczy mi chyba absurdów kolorystycznych i wizji foto-montażowych na co dzień) 🙂

    Część pierwsza niezwykła. odnieść można wrażenie, że płynie się ze słowami.
    Pozdrawiam kolegę, D. 🙂

  9. Istotnie, drugi rozdział trudno dostrzegalnym jest. W każdym razie mam pytanie: a skąd wiadomo, że to był wojskowy rapier albo dworska szpada? A nie mógl to być np. topór, finka albo ordynarne nożyczki? 😉

  10. Zeen, a skad u Ciebie przekonanie, że trup kobiecy?! Właśnie, że na odwyrtkę!!!
    Młody, przystojny, tragiczny. Raczej brunet, może być wieczorową porą.
    A co do hasła, „żyrafy wchodzą do szafy”.
    A ryby (coś tam) na niby.

  11. Ten Komisarz Foma to mi wygląda na wybitnego intelektualistę… Przy całym zrozumieniu dla konieczności istnienia w każdej organizacji awangardowych i innowacyjnych komórek, zastanawiam się poważnie, czy on się aby nie marnuje tam, gdzie jest…
    😉

    P.S. A może nowe rozdziały Powieści publikować jako oddzielne wpisy. Bo ‚w chwili obecnej’ to nawet nie wiem, jak duże (czasowo) powinnam mieć poczucie winy z powodu niezauważenia ‚dolepki’… 😦 😉 😀

  12. Komisarz pewnie marnowałby się w każdej organizacji, ale przecież ZUS ktoś musi opłacić, a i o dostęp do znanych i nieznanych źródeł służbom łatwiej. Dlatego, by nie mieć poczucia marnowania swojego talentu, komisarz działa na boku, pisząc np. piosenki do musicalli.
    Ad, PS. sposób dodawania nowych rozdziałów do istniejącego wpisu był już przedmiotem niejednej dyskusji. Nie ma jednoznacznie dobrego sposobu, dlatego przy wpisach odcinkowych sugeruję lekturę nagłówka. Wszak zawsze może się pojawić ktoś (o naiwności!), kto nie zacząłby od początku.

  13. Nieodmiennie od lat w takich razach przypominam cykl rysunków Andrzeja Krauzego w „Kulturze” z lat ’70 – wilk i owce. A najczęściej ten: za katedrą stoi wilk i do siedzących w ławkach owieczek mówi: piszcie, piszcie, ja to potem wszystko przeczytam….

  14. zeen, to wcale nie zachęca do chwalenia się pisaniem.

    Dobrze Czytelnicy Moi Mili;
    Wy wskazujecie problem, a foma go rozwiązuje, a przynajmniej coś z nim robi. Propozycja bardziej widocznej aktualizacji wpisów częściowych jest taka:
    a) odpowiedni tekst w nagłówku
    b) komentarz od „Wydawcy”, że pojawił się nowy rozdział. Tym samym nick Wydawca został zablokowany i wszyscy zainteresowani drukowaniem przypadków komisarza muszą pomyśleć o innym mianie dla siebie.

  15. No cóż. Domyślam się, do kogo powyższy komentarz PIJE… 😆
    Mam nadzieję jednak – mimo tych marzeń powyższych o trupie damskim – że tu nie będzie MATKOBÓJSTWA…
    Przecież ja Was kocham jak Matka (Chrzestna) 🙂

  16. Powyższe ode mnie było oczywiście do komentarza z 11:33.
    A co do zawiadamiania do aktualizacji – to przecież, hm, jest taki blog… 😀

  17. no cóż komisarzu, wobec obaw niektórych czytelników nie będzie łatwo, trza znaleźć trupa co by był taki bardziej androginiczny….

  18. Dopiero przeczytałam zdanie Podhalańskiego z II rozdziału: „Postępowanie z muszkieterami, wskazuje, że mogli być złapani na gorącym uczynku”…
    Ha! 😆
    No dobra już, dobra. Licho mnie podkusiło, żeby tu zajrzeć pierwszy raz po tygodniu, i to zaraz przed wyjściem do firmy… To teraz już naprawdę idę 🙂

  19. Nie płacz Doro, bo to głupio lać
    Krokodyle łzy…
    Na tym blogu Tyś jest pierwszy kwiat,
    Każdy o tym wi….

    Muszkieterów kiedyś miałaś trzech,
    Teraz tylko dwóch
    Mit jedności dawno temu zdechł
    Gdy im urósł brzuch…

    Lecz tych dwóch, co chuch
    Ich zabija w locie stada much
    Wierni są,
    Trwają wciąż
    Jako jeden mąż..

    I dlatego doceń szpady dwie
    Choćby czasem z nimi było źle
    Każdy zuch
    Co ma chuch
    Generuje ruch….

  20. 😆
    Ale który był trzeci?
    To teraz jest trzech, bo trzeci to Quake – i jeszcze powinien być jakiś d’Artagnan… jeśli patrzeć od strony współautorstwa twórczości blogowej, to chyba padłoby na żeńskiego – passpartout 😉

  21. A skąd się bierze Wasze przekonanie, że jeszcze chodzi po świecie choć jeden muszkieter, nie mówiąc o liczbie mnogiej. Trzech, trzech.. Wszak stoi napisane, że Dumas sporo zmyślał. A los ostatnich dwóch wciąż jest nieznany…

  22. No fakt, to, co Dumas pisał, to było dawno i nieprawda 😉
    Ciekawe, czy Francuzi też myślą, że Atos, Portos i Aramis istnieli, a np. de Gaulle jest postacią fikcyjną…

  23. Było kiedyś badanie w UK o postaciach z przeszłośći – pawdziwy czy wymyślony. Wyniki były powalające, choć już nie pamiętam szczegółów. Pewnie basia pamięta więcej

  24. Anglicy (gdyby im dać wybór) – z pewnością uznaliby Briget Jones za realniejszą od Betty Boothroyd (była Madam Speaker w Izbie Gmin) a Harry’ego Pottera… no, może nie mniej od Księcia Harry’ego, ale na równi. I niektórzy biadają tam okropnie nad ignorancją społeczeństwa w ogóle, a brakiem podstaw wiedzy historycznej w szczególności.
    Ale… – czy szczegółowa wiedza historyczna jest komuś do czegokolwiek potrzebna? Czy w pewnych siebie, niezagrożonych, niezakompleksionych krajach nie wystarczy intuicyjne ‚posiąście’ tych jej elementów, które naprawdę rzutują na obecny dobrostan społeczeństwa, jego stosunki z sąsiadami, podstawowe rysy charakterologiczne, odruchy i przesądy obywatali?…
    Pytam, bo mi się wydaje, że niektórzy Polacy ‚przeginają’ w przeciwnym kierunku… Jakby znajomość historycznych detali i smaczków świadczyła bardziej na korzyść wykształciucha, niż przyjaźń z logiką formalną i matematyczną, psychologią, socjologią, ekonomią, mediatyzacją… Itede, itepe.

    Zaznaczam, że wszelkie wymagające egzaminy z historii zawsze zdawałam z wyróżnieniem (bo to banalnie proste jest – nawet gdy pytania strukturalne, przeglądowe czy przewrotne)… a jedyną dużą książką, jaką ostatnio osobiście przytaszczyłam z UK jest The Isles, A History Normana Daviesa (W zeszłym sezonie – Europe… tegoż 😉 ). I wczoraj, po powrocie z imprezy, wybita ze snu, zaczęłam ją przeglądać i szybko zagłębiłam się w okres reform wiktoriańskich a potem wzruszyłam faktem, że dwa ostatnie elementy czarno-białych wkładek obrazkowych przedstawiają Spitfire’a RAFu z wyraźnym zaznaczeniem, że chodzi o maszynę Dywizjonu 303. Oraz Crisa Pattena przyjmującego ze łzami w oczach flagę brytyjską w HongKongu pamiętnej nocy 30.06.97… Tę noc wszyscy Brytyjczycy spędzili przed telewizorami. Basia też.
    Bo DZIAŁA SIĘ HISTORIA…

    Albo tak im się tylko zdawało, gdyż nie znają słynnej pieśni
    Lecz pamiętaj, naprawdę nie dzieje się nic
    i nie stanie się nic aż do końca

    😉 🙂 😉

  25. Ja myślę, że opozycja: przegięty wykształciuch vs przyjaźń z logiką formalną i matematyczną, psychologią, socjologią, ekonomią, jest tyleż prawdziwa, co nieczęsta. Ani wykształciuchy takie przegięte po ulicach licznie nie chodzą, ani przyjaciele logiki nie omijają historii. Jak bardzo, w moim przekonaniu, nauka historii jest potrzebna (czyt. wiedza ) świadczyć może przypadek naszego kraju, w którym każdy kolejny reżym zakłamywał historię na swój sposób. Takim Angolom nie wciskano kitu , że nie było Jana Bez Ziemi itd itp, a nasze reżymy potrafią zamilczeć wydarzenia sprzed zaledwie kilkudziesięciu lat. W specyficznym miejscu Europy leżymy i historia nami powywijała trochę. Z zazdrością patrzymy na wyluzowanych Europejczyków zachodnich, którzy mieli swoje rewolucje i królobójstwa wystarczająco dawno…
    Stąd stosunek do historii u nich i u nas to dwie różne rzeczy. Ostatni przykład: „Strach” – gdy czytam wypowiedzi znanych postaci życia publicznego na temat Grossa, nie chce mi się wierzyć, że mają jakiekolwiek wykształcenie….

  26. ‚Takim Angolom nie wciskano kitu…’ – pisze Zeen.
    O zdziwiłbyś się! Na przykład moja ‚najfajniejsza pracodawczyni’ (rocznik 1937) była wciąż zbulwersowana (w późnych latach 90tych) tym, że w powojennej szkole angielskiej nie wspominano nawet słówkiem o niegodziwościach popełnianych przez panów świata w ich koloniach… A kwestie szkockie, irlandzkie, francuskie!… Orweliańska walka o pamięć będzie trwać zawsze, ilekroć znajdą sie ludzie skłonni poddać się jej logice (zamiast np. – uniwersalniejszej ‚nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe’, ‚zgoda buduje…’, itp. ;-))

    Przyjaciele logiki nie omijają historii także dlatego, że na błędach (też – logicznych) można się czegoś na przyszłość nauczyć 😉 Ale deklaratywni znawcy historii sadzą czasem tak horrendalne gafy logiczne, że strach! Na przykład ‚postulator’ monarchii dziedzicznej (że w osobie zupełnie nieprzygotowanej do tego staruszki, o to mniejsza), jednocześnie czyni zarzut z bycia plus-minus au courant z życiem towarzyskim kraju, w którym taka monarchia istnieje. A przecież – skoro akceptujemy logikę dziedziczności tronu i paru okołotronowych instytucji – musimy też jakoś przyjąć do wiadomości zainteresowanie balami, romansami, ślubami, rozwodami. Są one (i wydarzenia i nasze o nich ploty) niemalże konstytucyjne 😉 😉 😉
    I tak dalej… Tu podałam zabawny i niewinny przykładzik bez konsekwencji. Czasem jednak jest to zaciemnianie pod pozorem rozjaśniania i naiwne mitomaństwo próbujące się stroić w piórka ‚burzycielstwa mitów’ 😦
    🙂

  27. Tak, wydaje mi się jednak, że łatwiejszy dostęp do źródeł utrudnia zakłamywanie historii, a i masowe odsiadki za głoszenie odmiennej wersji od oficjalnej, mają swoją wymowę. Swoimi czarnymi kartami mało kto się chwali, jednak ukrywanie trupa w szafie to co innego niż wmawianie, że to wujcio z przyjacielską wizytą przyjechał.
    Chyba my mamy tych trupów zdecydowanie więcej 😉

  28. Albo do tych trupów się nie przyzwyczailiśmy jeszcze.
    Tak sobie nieraz patrzę na historię tego czy innego kraju (w sumie tych, które weszły w krąg moich głębszych zainteresowań – Ukrainy i Iranu – polecam Persepolis) i konfrontuję to z historią Polski. Mam wtedy nieodparte wrażenie, że niektórzy mają jeszcze gorzej i takie opuszczanie Hong Kongu to pikuś w porównaniu z zamorzeniem głodem kilku milionów ludzi, albo puszczaniem omamionych narkotykami dzieci na pola minowe.

  29. Zawsze może być jeszcze gorzej, i nie ma co się w tym licytować. Ludzie są w tych sprawach dobrzy jak mało kto. Jak również w zacieraniu śladów…
    A na „Persepolis” się wybieram z ciekawością.
    Komisarzu, jak tak dalej pójdzie, to dyskusje się całkiem wyemancypują i trzeba będzie nowy blog zakładać… 😆

  30. A jeszcze wracając do Ukrainy – nie pamiętam, czy pytałam – czy Komisarz ma może tamtejsze korzenie? (Imię by świadczyło 😉 ) Moja rodzina po kądzieli mieszkała na Polesiu. W dzieciństwie się nasłuchałam ukraińskich piosenek, więc mam słabość i do nich, i do języka (o tym to już chyba gdzieś nadmieniałam).

  31. Prezydent to pewnie nawet byłby chętny do nadania tego obywatelstwa. W końcu każdy chciałby się przez chwilę poczuć lubiany przze miliony kibiców 🙂

  32. Od lat już co rano wnerwiają mnie tytuły notek w sieci i gazetach. Byle głośniej, byle dziwaczniej. Nie wiem co za głąby to wymyślają, ale jakieś jeszcze straszniejsze głąby to zatwierdzają. Chcę poczytać o wczorajszym meczu i natykam się na tytuły:
    Czesi na kolanach – Onet za SE, Mistrzowie zdeklasowali rywali – Onet o meczu Italia : Portugalia, Walia rozbiła Norwegię ….
    Ani Czesi nie byli na kolanach, ani Włosi nie zdeklasowali, ani Norwegowie nie rozbici. Ot jedni wygrali, inni przegrali w meczach w miarę wyrównanych, gdzie jednym wyszło trochę lepiej od drugich.
    Najgorsze jest to, że w tytułomanii ścigają się media uważane za opiniotwórcze (GW, Polityka coraz częściej). Odechciewa mi się ich czytać przez to krzykactwo….
    Komisarzu, jak zdrówko? Słyszałem, że Chiny zmiażdżyły Japonię we wzroście PKB a Brytyjczycy mają storpedować Rosję, znaczy jej starania o wejście do klubu czy cuś a USA znowu kogoś pobiły, ponoć jakiś rekord chodzi opuchnięty…

  33. zeen, wychodzi na to, że wielkie rzeczy się dzieją, a ja im nie poświęcam odpowiedniej uwagi. Pocieszam się tym, że jak coś będzie wymagało mojej interwencji, czy to jakąć torpedę odpalić, czy stanąć na bramce przy wejściu do klubu, to dostanę mały donosik i zamówiona taksówka będzie czekała pod komendą…

  34. Myślę, że taki proszek może być skuteczny tylko częściowo. Po pierwsze – może się szybko skończyc, jeśli małp jest dużo. Po drugie – małpy mogą się na taki proszek uodpornić. I po trzecie, małpy mogą olać szkodliwe działanie proszku i np. ukraść głowę komisarza. Wtedy byłby trup dla Alicji – młody, przystojny…, nie byłoby ryzyka matkobójstwa, a to tego znalazłaby się okazja do wymagającej poezji żałobnej.

  35. Wierny Podhalański na swoim blogu robi reklamę komisarzowi:
    Do EMTeSiódemecki
    “‘Tajemnica góralskik portek’ – wymarzony tytuł na mrożącą krew w żyłach historię zniknięcia pierwszych cyfrowaczy i ich wielkiej tajemnicy w portkach zaszyfrowanej.”
    Nie fce, EMTeSiódemecko, wskazywać palcem… to znacy łapom, ale cosi mi sie widzi, ze do rozsyfrowywania tajemnic mrozącyk krew w zyłak to najlepsy wśród nos jest komisorz Fomecek 🙂

  36. – jaką bronią przecięto liny? Czy był to wojskowy rapier czy dworska szpada.-
    Nie wiem, czy słusznie komisarz zawęził pole poszukiwań do rapiera i szpady, a scyzoryk detektywa Rutkowskiego ?
    Bo jeśli ten wierszowany anonim to zmyłka – w celu skierowania prześwietnych organów ścigania na meandry dociekań historyczno-archiwalnych, by prawu stało się za dość(przestępstwo zgłoszone), a chwała odbicia zakładników, blaskiem telewizyjnych reflektorów, spłynęła na wymienionego posiadacza kowbojskich butów?
    Porwanie muszkieterów miało, być może charakter wymuszenia okupu, gdyż jako właściciele tak sporej sieci sklepów, stanowili dość łakomy kąsek.
    Jeżeli komisarz zgodzi się ze mną, że powyższy scenariusz jest możliwy, wtedy wystarczy poczekać na ukazanie się w telewizji odnośnego odcinka o odbiciu muszkieterów i po sprawie
    …no chyba, że się mylę…
    …szkoda chłopaków, znaczy muszkieterów…
    …i znowu wszystko w rękach kryminallabu

  37. Jak ręce kryminallabu okażą się sprawne we władaniu białą bronią i innymi narzędziami, to komisarz chętnie to i owo od czasu do czasu podeśle. Tym samym witaj cieniu!
    A alternatywa rapier-szpada nie jest zamknięta na inne możliwości, jak to już wcześniej zauważył Quake (4 luty 2008 at 23:12).

  38. Tu pojawia się dylemat Wydawcy, który ma takiego dostawcę – czekać długo na więcej, czy puszczać częściej krótkie fragmenty.
    A bardziej serio, komisarz chyba nie dojrzał jeszcze do dużych porcji. Swoją siłę czerpie z krótkich, pojedynczych scen. Chyba, że się mylę…

  39. Część III kończy się w stylu klasycznym dla powieści w odcinkach, tzn. ciąg dalszy nastąpi 😉 I o to w zasadzie chodzi. W każdym razie czytelnicy skupiają się obecnie na poszukiwaniach prowadzonych przez aspiranta Podhalańskiego – przynajmniej do kolejnego zwrotu akcji 🙂

  40. 🙂 !
    Zaciśnięcie sznurowadeł przez Komisarza (przedostatnia linijka trzeciego rozdziału) źle rokuje:
    1) Trudności z przemieszczaniem się
    2) Ogólne trudności cyrkulacyjne
    3) Ogólny nieokreślony niepokój (sznurwoadła zaciśnięte w trzecim akcie – pardon, rozdziale – na pewno wypalą – pardon, zacisną się jeszcze bardziej – w rozdziale ostatnim… 😥
    🙂

  41. Czy źle rokuje, to się okaże, ale przecież komisarz nie mógł nie wesprzeć Pani Ali w zaciskaniu. A cóż innego mógł zacisnąć komisarz? Policyjny pas?

  42. Wszyscy zaciśnięci, co oni jedli? Może węgiel im zaordynować?
    A muszkieterów jak ni ma tak ni ma. Trupa też ni ma.
    Jednym słowem kaplica. Jak tu się emocjonować bez tak ważnych bohaterów?
    My, czytelnicy bloga domagamy się:
    1. Trupa – i to szybko
    2. Szybkiego odnalezienia muszkieterów i dania im okazji do bohaterskich czynów
    3. Ubondowienia komisarza
    4. Uindianodżonsowienia akcji
    Tyle na początek….

  43. A kto upełnomocnił zeena, by występował w liczbie mnogiej? Ok, mimo to mogę podjąć rokowania:
    Punkty 1 i 2 są do spełnienia, i to dość szybko.
    Punkty 3 i 4 są sprzeczne z charakterem komisarza i nie będą nawet rozpatrywane.
    Tyle na początek!

  44. Typowe: a kto was upoważnił… Sam sie upoważniłem, ot co!
    Jak bohater pierwszoplanowy działa w tempie pogrzebowego ślimaka, to niech się nie dziwi, że postulaty są wysuwane.
    A pkt 3 i 4 mogą uratować powieść przed przyznaniem jej nagrody im. Flacka Z’olayoo.
    A bohater nigdy nie jest najważniejszy, ino czytelnik…

  45. Moze czytelnik chciałby przerobić jeszcze kilka innych pozycji światowej literatury?
    Taki to już komisarz, wcześniej był analitykiem, nie śledczym czy asem wywiadu. Jak się nie podoba, nikt nie każe czytać…

  46. Skoro komisarz BYŁ analitykiem, to niech już nie będzie tylko nim, niech pójdzie w teren i pobondzi. Wcześniej może poćwiczyć na siłowni w razie spotkania z przestępcą żeby nie wykręcał 112 tylko ręce drabom.
    Przerobić pozycje światowej literatury? Właśnie to czyni czytelnik, przerabia pozycja po pozycji niejaką Kamasutrę, nie powiem, ciekawe, ciekawe…
    Czytelnik ma prawo grymasić i już i prosze sie tym nie przejmować 🙂
    A komisarza będziemy czytać i udoskonalać, czytać i udoskonalać 🙂

  47. Jak ja bym chciał to zobaczyć 🙂 Komisarz bondzi w terenie i intelektem rozwala oprychów. Niechby nawet z całego obrotu, co mu będziemy żałowali…
    🙂

  48. Komisarzu, pękła seta!
    Zatem okolicznościowa feta 🙂

    🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂 🙂

  49. Tu brakuje przeróżnych hokokuf 😉
    A może ubondowić jakąś inną postać, żeby było interesujące starcie z Komisarzem? Bo rzeczywiście ten Komisarz jest raczej Komisarzem Biurkowym i od początku takim był – taka jego uroda. W terenie działali inni.
    A kawa o tej porze dnia pożądana, oj, pożądana… z resztą składników poczekam do wieczora 😉

  50. Czy te linki to jedyny materiał dowodowy, zabezpieczony na miejscu przestępstwa ?
    Jeśli tak, to Pani Ala będzie musiała sporo tej kawy przygotować. Sugeruję zorientować się najpierw czy parzyć drobno- czy grubo mieloną. W końcu jakość fusów to podstawa wiarygodności wróżby 🙂
    Chyba, że komisarz nie podzielił się z nami całością spostrzeżeń z oględzin… nieładnie
    Więcej światła ! 🙂

  51. Cieniu, światło czasem bywa zabójcze… 😉
    Trudno byłoby prezentować wszystkie ślady, poszlaki, domysły, informacje z drugiej i trzeciej ręki. Historie leżące u podłoża, przypadki równoległe… Nie zawsze zaprasza się do kuchni, nie wszędzie wpuszcza się reporterów. Poza tym confessio est regina probationum, będzie kogo docisnąć, będzie co wycisnąć, jak mawiają przy maglownicy.

  52. Ooo! a jednak czegoś się dowiedziałam 🙂
    owo ‚zabójcze światło’ to zapewne najnowszej generacji miecz laserowy, to by wyjaśniało tak równe cięcie wolno i luźno zwisających linek. Nie znam się, ale czy te linki(nie obciążone już muszkieterami),nie ześlizgnęłyby się były z zamachującej na nie broni białej?
    …może warto zamówić jakąś niezależną ekspertyzę w
    Yoda Laboratory – małej acz b.uznanej jednostce badawczej, specjalizującej się w broni laserowej 🙂

  53. Trzeba pewnie przeprowadzić eksperyment czy i jak da się skrócić nieobciążone linki. Zakładam że taki eksperyment przeprowadzono i w efekcie technicy doszli do takich wniosków, jak widać w opinii.
    Zwykły komisarz nie będzie przecież polemizował z wszechwiedzącym laboratorium… A Yoda Laboratory zostanie wpisane na stosowny wykaz.

  54. ale skoro muszkieterowie wyzwolili się samodzielnie, czy też z pomocą tajemniczego wybawiciela.. to dlaczego mieliby zadawać sobie trud (podejrzewam zmęczonymi od wiszenia rękoma i nogoma 😀 ) wyrównywania lin.. skoro jak bąbki po-świąteczne zwisali bezwiednie.. toż to nieporęczne i trudno-wykonalne..

    zagadka pewnie do rozwiązania. a znaleźć odpowiedź? być może warto zastanowić się nad przyczyną, dla której liny precyzyjnie (?) zostały wyrównane..
    Pozdrawia (mało zagłębiona w wątki poboczne), D.

  55. Nie da się. Na wordpress.com akismet jest chyba włączony na stałe i ani rusz. Ale wordpress ma jeszcze jeden mechanizm antylinkowy – gdzieś w „opcjach” – ustala się maksymalną liczbę linków w komentarzu, domyślnie jest chyba jeden. A z akismetem trafiają się rozmaite przekręty, ja u siebie go w ogóle nie włączałem 🙂

  56. Ograniczenia na linkach są standardowe i pozwalają z ręki dopuścić przystopowany komentarz. Akismet jednak robi takie brzydkie numery, że informuje o zablokowaniu komentarza, nabijając licznik, ale tylko czasem pozwala taki zablokowany komentarz przejrzeć.
    Przepraszam zatem wszystkich, których nie miałem okazji przeczytać, odzyskać i puścić na szersze wody. Apeluję tym samym do tych, których być może skasowano automatycznie, by nie upadali na duchu, tylko podali może inny mail albo coś w tym stylu.

  57. A Jatki ani śladu 😉 Ale grunt, że kolejna sprawa może spokojnie powędrować na zakurzoną półkę z napisem „zakończone”. Tym samym komisarz może się zająć kolejnymi czekającymi w kolejce zagadkami 🙂

  58. W takich akcjach, gdzie sukces jest niedostrzegalny, trudno oczekiwać, że wystąpi miss konferencji prasowych. Ale rozumiem, że Jatka przypadła czytelnikom do gustu 🙂 Zostanie to wzięte pod uwagę…

  59. i zrobiła się kampania reklamowa! (ech, te chwyty marketingowe..)
    sądzę, że zafundowałeś nam fantastyczne zakończenie! wielce zaskakujące..

  60. Gratuluję zakończenia.
    Była inspiracja, winna być kolacja….
    No to nad czym teraz Komisarzu Dumas?
    Pewnie się tego dowiemy za jakie 3 tygodnie….

  61. Do pana Fomy mam wielką prośbę. Z braku maila do Pana piszę tutaj. Trochę nietypową i nie tematyczną z blogiem, ale spróbuję. Na blogu pani Doroty Szwarcman dokładnie tutaj http://szwarcman.blog.polityka.pl/?p=19#comment-527 przeczytałem Pana wpis. Pozwolę sobie zacytować fragment: „W lepszych dla folku czasach w Dwójce znakomite cykliczne audycje o tradycjach i muzyce żydowskiej prowadził Janusz Makuch (”Klezmerzy i inni”). Troche z nich udało mi się zarejestrować”. Ten wpis wzbudził we mnie pewne nadzieje… Ale po kolei… Ja podobnie jak Pan zarejestrowałem na zwykłym „kasprzaku” kilka nagrań z tego programu. Jakości fatalnej zresztą. Była tam wtedy puszczona płyta która mnie oczarowała i którą słyszę w głowie do dzisiaj. Piszę „w głowie” bo z kasetowych nagrań zostały mi tylko trzy utwory z tej właśnie płyty. Przez te lata od tamtego programu przesłuchałem wiele płyt z muzyką żydowską jednak na tamtą więcej nigdy nie natrafiłem. I mój problem tkwi w tym, że nie pamiętam nazwy tego chóru (wokalisty?) ani też tytułu tej płyty, która tak mną zawładnęła i którą bardzo chciałbym gdzieś teraz zdobyć. Pozostały mi tylko te trzy utwory na kasecie magnetofonowej, które ostatnio zrzuciłem przez dyktafon na mp3 w nadziei, że jak ktoś je usłyszy pomoże mi. Jeśli mógłbym przesłać ten plik mp3 na Pana maila, może Pan po wysłuchaniu tych przepięknych utworów zechce mi pomóc. A może Pan zna kogoś kto pomoże mi w odnalezieniu tej płyty. Pamiętam tylko, że Janusz Makuch wtedy mówił o chórze ze Stanów(?) i że płyta ta złożona była z dwóch części. Z góry serdecznie dziękuję i przepraszam, że nie na temat… Mój e-mail: cwietek3 @ wp.pl

  62. Komisarzu, człowiek w potrzebie, jest okazja pomóc.
    Ja ze swej strony mogę tylko spróbować podpowiedzieć może pan Janusz Makuch prowadzi jakieś archiwum audycji i po czasie emisji można dojść, co to było…

  63. Hmm… mam amerykańską płytę z muzyką żydowską złożoną z dwóch części, są tam i utwory chóralne. Nie wiem, czy to to samo, ale kto wie? Wątpię, czy Janusz Makuch prowadził jakieś archiwum. Jeżeli, to Polskie Radio, ale też nie wiem, czy nie skasowało tych audycji. Pewnie wie Joanna Szwedowska, która ze strony radia te audycje z nim robiła. Pozdrawiam przy okazji czytelnika 😉

  64. Wiem jeszcze tyle o tej płycie, że jednym z jej ostatnich utworów było „Hallelujah”. Dziękuję Dora za zainteresowanie moją dośc nietypową sprawą i następny ślad do pani Joanny… Jestem dość uparty, i będę szukał dalej. Nie jestem ekspertem w dziedzinie muzyki żydowskiej, ale podejrzewam, że piękno tej płyty jest oczywiste i ktoś kto zna się na niej po wysłuchaniu tego co zgrałem do mp3 z kasety będzie w stanie mi pomóc. Jeśli Doro zechciałabyś posłuchać tych trzech utworów które zostały po tamtej audycji (mam nadzieję że płyta którą masz to właśnie ta, z drugiej strony płyt w Ameryce z muzyką żydowską wydano tysiące…) napisz do mnie na cwietek3 @ wp.pl to prześlę. Jakość tego nagrania jest fatalna, ale utwory są charakterystyczne i ciężko je pomylić. Pozdrawiam. Grzesiek

  65. Grześku,
    komentarze blogowe żyją swoim życiem i wcale nie muszą być na temat. Z tym większą radością witam u siebie, tzn. u komisarza 🙂
    Idąc od końca, jedyna przychodząca mi do głowy pomocna dłoń Dory sama się zgłosiła…
    Co do moich zbiorów, nie słuchałem ich tak długo, że sam nie wiem, co na nich jest. Trochę obawiam się, że audycji „Klezmerzy…” nagrałem tak niewiele, że mogliśmy się rozminąć. Tym bardziej, że śpiew chóralny z prowadzącym chór kantorem był mi najmniej bliski. Ale nie upadajmy na duchu. Postaram się posłuchać co w archiwum zostało i wtedy zgłoszę się po owe trzy próbki.
    PS. pozwoliłem sobie pomajstrować przy adresie mailowym, by sam z siebie nie wpadł do spamowych wyszukiwarek. A kto chce, bez trudu skasuje owe dwie spacje i prześle to i owo 😉

  66. Może źle się wyraziłem. Nie jest to absolutnie tradycyjny śpiew chóralny z kantorem. Owszem instrumentarium jest ubogie, w tych pieśniach co mam słychać tylko konga i popiskujący z rzadka klarnet. Śpiewa osób kilka, czasem jeden głos prowadzi dlatego nazwałem go „chórem”, ale to złe słowo. Wrzuciłem to co mam na „Wrzutę” pod aresem

    http://www.wrzuta.pl/audio/wnXhNhcAke/poszukuje_tytulu_i_wykonawcy

    Jakość fatalna, mało co słychać. Niestety tylko to mam. Na dziś wystarczy tych poszukiwań…

  67. Gdyby to kogoś interesowało, to komisarz bierze kilka dni urlopu i nie ma co go szukać w cyberprzestrzeni. Ale jak wróci to sprawdzi burdel w tym archeo…

  68. Miłego odpoczynku komisarzu. Nie wiem co z tego bloga zostanie po Twoim powrocie, może jakieś marne strzępy, zobaczymy 😉

  69. Zaczynamy majstrować, przyniosę kombinerki i młotek, ma ktoś wiertarkę? Rozwiercimy trochę ten blog, wpuscimy więcej powietrza 🙂

  70. Jedzie se komisarz
    Na urlop króciutki:
    Strzeż się syfilisu
    Oraz mocnej wódki…
    Hej!
    Strzeż się białogłowy
    Z insektem łonowym
    Uciekaj przed damą
    Z lekka choć zawianą
    Hej!
    Jak już nie unikniesz
    Żadnej z takich przygód
    Nie narzekaj piknie
    Na żadną z niewygód
    Hej!
    Wracaj nam tu szybko
    Pięknie odkażony
    Bez żadnej wysypki
    Szczęściem upojony
    Hej!

  71. o rany!
    zeen Ty coś wiesz więcej o ty urlopie ? 🙂
    bo jeśli to wszystko może się przytrafić na urlopie, to co dopiero będzie po powrocie, skoro komisarz już teraz się odgraża
    Ale jak wróci to sprawdzi burdel w tym archeo…
    brrryyyy….

  72. Urlop zaczął foma
    nie ma go już doma
    bloga nie pilnuje
    gorzko pożałuje.
    Zbiera się tu stadko
    które bardzo gładko
    na strzępy rozniesie
    i rozwlecze po lesie
    tak zacnego bloga.
    Więc słusznie trwoga
    spadła na fomę-blogera
    i megastrach go poniewiera.
    bo jak opadnie po harcach kurz
    nie będzie tu co zbierać już.

  73. Quake,
    widzę, ześ z wiertarką wpadł 🙂 To dobrze, wierć, wierć i wpuszczaj tu powietrze, ja pomłotkuję i jak raz na powrót komisarza będą piękne strzępy 🙂

  74. Tirli-tirli-tirli-la,
    Komisarek urlop ma!
    Tirli-tirli-tirli-ti,
    Dalszą zwrotkę piszesz ty…
    (wiosna, to i ptaszki muszą być 😉 )

  75. Przyszła tu do nas Emma-cholera
    I z satysfakcją łapy zaciera,
    Teraz nam wieje przez Polskę całą,
    I komisarza nam gdzieś wywiało…
    Miejmy nadzieję, że tu powróci
    I w końcu Boordell tutaj ukróci 😉
    Chyba że wcześniej porwie go Jatka,
    Zwiąże i kneblem buzię mu zatka 😦

  76. No jestem. Aż tak bardzo nie poszaleliście… Można wręcz powiedzieć, że taka ekipa remontowa to skarb 😉

    cieniu, nie wiem dlaczego Twoje komentarze są kwalifikowane jako spam. Przykro mi, że ostatni wpis pojawił się trochę po czasie. Może warto wpisać inny mail albo jakoś inaczej poczarować…

  77. Sam tlen czyba nie jest przeszkodą. Może to przez ń w nicku? Albo z Twojego IP kiedyś narozrabiano… Przykra sprawa, na którą nie potrafię poradzić

  78. Ja też mam taki przypadek u siebie – sympatycznego gościa z Moguncji, którego mi zatrzymuje w poczekalni, ale tylko mi – kiedy wypowiada się na innych blogach „Polityki”, wchodzi bez zastrzeżeń 😦
    E tam, to miał być urlop? Zaledwie łykend, małe hyc, tyle co nic 😉

  79. Zdrówko w sam raz, nie pozwala zapomnieć, że się żyje na ziemi, ale i pod ziemię nie pogania.
    Czyżbym tego i owego zawiódł zbyt krótką nieobecnością…?
    cieniu, niestety, dalej automatyczna blokada. Będę Cię musiał uwalniać za każdym razem z poczekalni, jak nie przymierzając, kozackie oddziały w jasyr wziętych…

  80. Czym prędzej rychtuj nowy wpis, bo przewijanie tylu wpisów jest z lekka upierdliwe…, że nie wspomnę o przewijaniu całości.
    Pozdrawiam

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s