Deklinacja

Przypadek pierwszy, czyli mianownik

– No Foma, doczekałeś się – Szef nie skrywał zadowolenia. – Analizy, dla Europolu i te inne zrobiły wrażenie. Nie powiem, że nie przyłożyłem do tego ręki… Od jutra wychodzisz zza biurka. No, może niezupełnie… – kontynuował zawile Szef. – Krótko mówiąc – Foma czekał na tę część wypowiedzi – jesteś głównym odpowiedzialnym za przestępczość intelektualną. Dostajesz nowy komuter, zespół ludzi i wykazujesz się wynikami. Za pół roku mamy być w czołówce.
– Będą jakieś trupy? – zainteresował się Foma.
– Nie sądzę. No może jeden czy dwa, ale nie codziennie.
Foma trochę się zmartwił. Wizja dostatniej emerytury z pieniędzy za autobiograficzne kryminały rozmyła się jak reforma finansów państwa.
– I jeszcze jedno – Szef już zbierał się do wyjścia – dostałeś awans na komisarza.

Przypadek drugi, czyli dopełniacz

Szef lubił eufemizmy. „Obiecany zespół” był jednym z nich. Komisarz mógł liczyć tylko na siebie. Aspirant Podhalański być może był diamentem, ale nikt go dotąd nie oszlifował. Pani Ala z archiwum dopiero wdrażała się do białego wywiadu, a o ubóstwie przeglądanego katalogu dyplomatyczniej było nie wspominać (pełne pokrycie miała tylko prasa plotkarska i kulinarna, trochę podróżniczej). Tutaj jednak w sukurs komisarzowi przyszło zaprzyjaźnione liceum, którego klasa maturalna, w zamian za kilka lekcji poprowadzonych przez Fomę, zobowiązała się do stałego monitorowania internetu, gazet komputerowych, popkulturowych i reklam w pubach.

Oprócz zasobów ludzkich, komisarz Foma dostał do dyspozycji względnie nowy laptop po pewnym naczelniku, który kilka tygodni wcześniej zakończył niezbyt chlubną karierę w Policji. Całodniowa analiza zasobów zaowocowała usunięciem 156 MB rozebieranych zdjęć (część całkiem interesująca, aż żal się było rozstawać), 528 MB wątpliwego pochodzenia empetrójek (do tego marny repertuar), odinstalowaniem paru prywatnych gier. W zamian Foma musiał postarać się o program biurowy (licencji od amerykańskiego monopolisty było jak na lekarstwo, a wolne oprogramowanie rozprzestrzeniało się wolno), lexa (wszak nieznajomość szkodzi bardziej niż pewne znajomości) i szybki, mobilny internet (na wszelki wypadek o roaming na transfer danych nie wnioskował).

Wszystko bez towarzystwa kamer. Można było powiedzieć, że Biuro ds. Intelektualnych Nadużyć zaczęło swoją działalność w pełnej konspiracji.

Przypadek trzeci, czyli celownik

– Pewnie się zastanawiacie, po co wam jeszcze zajęcia ze mną, skoro już wszystko wiecie – Manuel da Gamba z Guardia Civil rozkładał na stoliku potrzebne materiały uśmiechając się pod wąsem. Jego trójgraniasty kapelusz przyciskał stosik niewielkich kartek.

Wykład da Gamby stanowić miał podsumowanie tygodniowego szkolenia-seminarium dla szefów jednostek do walki z intelektualnymi nadużyciami, tworzonych w nowych krajach unijnych. Przedstawiony słuchaczom zakres zadań, istniejące wyzwania i trudności były tak duże, że prezentować je musiało niezwykle szerokie grono specjalistów. Rozpoczął kapitan dr Zeenowiew, erudyta z petersburskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa, opisując przemysł podrabiania ikon i kodowania w nich szczególnie wrażliwych informacji, co było niezwykle istotnym elementem nielegalnego przerzutu ludzi, głównie kadry z uczelni technicznych. Potem, idąc ze Wschodu na Zachód, nastapił prawdziwy zalew tematów, których ekspozycja i przetworzenie wymagało nie lada techniki i odpowiedniego klucza. Zeszyt komisarza Fomy pęczniał od notatek, wykresów, wzorów, symboli, tabulatur i mnóstwa innych, w założeniu przydatnych, informacji.  

Da Gamba położył przed każdym ze słuchaczy niewielką fiszkę. Karteczki były w bardzo wielu kolorach. Foma miał wrażenie, że żaden się nie powtórzył.

– Koniec teorii – ogłosił prowadzący, gdy wrócił na miejsce po swoim tournee między stolikami. – Dostaliście parę casusów do rozwiązania, każdy z was ma tylko część któregoś z nich. To, kto ma inne fragmenty układanki, które z nich są z waszej zagadki i czy dysponujecie całością musicie sami ustalić. Za 24 godziny proszę o raport końcowy, a co 3 godziny cząstkowe ustalenia. Piętro jest zamknięte, zagłuszanie fal włączone, do dyspozycji macie siebie, swoje notatki i bibliotekę w pokoju obok. Bufet musicie zlokalizować sami.

Komisarz Foma odsunął karteczkę bez czytania. Nawet najtrudniejsze i najpilniejsze zadanie powinno być poprzedzone odrobiną kofeiny, którą wpierw należało z myśliwską precyzją upolować.

Przypadek czwarty, czyli biernik

Komisarz przyglądał się otrzymanej właśnie czerwonej kartce:

Ten, czyje dobro osobiste zostaje zagrożone cudzym działaniem, może żądać zaniechania tego działania, chyba że nie jest ono bezprawne. W razie dokonanego naruszenia może on także żądać, ażeby osoba, która dopuściła się naruszenia, dopełniła czynności potrzebnych do usunięcia jego skutków, w szczególności ażeby złożyła oświadczenie odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie. Na zasadach przewidzianych w kodeksie może on również żądać zadośćuczynienia pieniężnego lub zapłaty odpowiedniej sumy pieniężnej na wskazany cel społeczny.

Passus ów zna na pamięć nawet niedouczony student prawa. O prokuratorach nie można tego powiedzieć z pełnym przekonaniem.

Foma zastanawiał się, która z innych fiszek jest częścią jego układu. Jaki klucz należy dobrać? Z kim zawrzeć koalicję? Kogo wykluczyć z szeregów? Kto podsuwa mu mylne tropy?

Od kwadransa kwitł nad pustym kubkiem po kawie. Nie chciał wykazywać inicjatywy, wybrał obronę królewsko-indyjską. Był przekonany, że rozwiązanie samo przyjdzie do niego. Zaczaił się i czekał na gońca.

Przypadek piąty, czyli narzędnik

Minuty upływały jedna po drugiej. Goniec wciąż operował po drugiej stronie szachownicy. Komisarz Foma był już spóźniony z drugim raportem, ale wolał zarobić zmarszczenie brwi, niż dzielić się niesprawdzonymi informacjami. Dopasował do swojego tekstu dwie rymowane wskazówki:

1)  Pewien malarz, portrecista znany | Był raz w kuchni siłą przytrzymany | Gdy znów wolny wkroczył na pokoje | I pracowni otworzył podwoje | Jego obraz został gdzieś porwany

2)  Po co ci stary taka aureola? | Czyżbyś ze świętymi w szranki stawał? | Ta sesja z płótnem to była zabawa | A takie złoto innych w oczy kole

Foma dokonał już ich rozbioru logicznego, zarysował ciąg przyczynowo-skutkowy, określił prawdopodobieństwo, dokonał transpozycji, alteracji, dyminucji, augmentacji. Niestety, każda z tych technik tylko imitowała ostateczną odpowiedź. Wciąż brakowało najważniejszego – Sprawcy i Dowodu, a kawa była na wyczerpaniu.

Przypadek szósty, czyli miejscownik

– Gdzie znalazłeś kawę? Szukam od godziny – nad komisarzem stał Gioacchino Rossini ze Słowenii. Dzięki lokalizacji swojego kraju, ten samostijni policist z Lublany miał nie tylko włosko brzmiące miano, ale biegle posługiwał się większością jezyków, którymi mówili poddani Franza Josefa. Foma kiwnął na niego, by obniżył się o pół tonu.
– Jest takie nierzucające się w oczy miejsce, ale kawy tam tyle co kot napłakał – wyjaśnił szeptem komisarz i rozejrzał się szybko na boki. Potem pociągnął Rossiniego do składziku z odczynnikami chemicznymi koło wyjścia ewakuacyjnego.

Pili kawę oparci plecami o szklane szafki. Wolnego miejsca było bardzo niewiele. Całe zajęła zaraz nadporučík Procházková z Ostrawy, której wyczulony policyjny nos rozpoznał bezbłędnie deficytowy aromat. Fomie udało się wygospodarować dla niej małe espresso.

– Jak wam idzie? – spytała po chwili Procházková.
– Tak sobie – przyznał Foma. – Mam delikt ale brak mi korpusu. Sama głowa z aureolą.
– Ja odwrotnie – stwierdziła ciężko nadporučík.
– A ja mam śliwowicę i zeznania świadków, tylko nie wiadomo, czy wszystko to ten sam casus – zadeklarował Rossini.
– Przyjmijmy na początek, że ten sam – stwierdził rzeczowo Foma skuszony śliwowicą.

Komisarz wyjął kartkę papieru i zaczął rozrysowywać sytuację. Rossini wyjął butelkę, a Procházková wyjęła z szafki menzurki. Szybko ruszyli z miejsca.

Przypadek siódmy, czyli wołacz

Komisarz Foma przestał machać. Wołać przestał jeszcze wcześniej. Gioacchino Rossini pędził już w kolejne miejsce, gdzie potrzebne były jego zdolności. Foma wraz z Procházkovą szedł z dworca noga za nogą. Sukces wciąż szumiał im w głowach, zmieszany ze śliwowicą. Niemal można było dostrzec nad nimi aureole, których nielegalny obrót wykryli. Podane przez da Gambę casusy okazały się nierozwiązanymi sprawami, podrzuconymi przez europejskie policje. Liczono na świeże spojrzenie przybyłych. Zanim śliwowica zmętniła wzrok Procházkovej, Fomy i Rossiniego, ich spojrzenia były ostrzejsze niż jury konkursu chopinowskiego.

W pierwszym etapie przesłuchań zaszokowali jurorów serwując brawurowo Trio g… moll, kompozytora o utajonej tożsamości (świadek koronny?), na projetor, wskaźnik laserowy i dźwięk z offu. Wrażenie było piorunujęce. Krzyki słuchaczy można było porównać tylko z zachowaniem kibiców pewnej warszawskiej jesieni.

Drugi etap był o wiele trudniejszy. Zdecydowali się na balet w układzie Winien-Ma. Ten obiecujący choreograf z seulskiej szkoły tańca w swoim manifeście programowym stawiał sobie za punkt honoru prezentowanie całej masy spadkowej szczegółów. Tak też wyglądały wszystkie trzy akty ich występu. Pierwszy tom akt zawierał wykaz dowodów rzeczowych, z dokładnym katalogiem wystawy i wskazaniem godzin zwiedzania. Wszak poszkodowane były głównie znane muzea ze sztuką sakralną. Akty z drugiego tomu ocierały się o pornografię. Golizna była przytłaczająca. Ostatni, trzeci tom zaskoczył wszystkich. Zawierał przewidywaną linię obrony i kontrargumenty, którymi powinna posłużyć się prokuratura oraz gotowy wniosek o przedterminowe aresztowanie.

Bez problemu przeszli do finału pełnego prawdy, która oczyszcza. Rzecz zaczęła się w średniowieczu, jeśli nie wcześniej, ale główny okres działalności pierwszej generacji sprawców przypadł na czasy kontrreformacji – dostępna ikonografia obfituje w wyobrażenia bardzo wielu postaci ozdobionych aureolą. Przeprowadzona przez Procházkovą analiza statysyczna wykazała, że tylko nieliczne osoby z aureolami mogły mieć do nich prawo ze względu na wcześniejsze kanonizowanie lub beatyfikację. Parę wieków później nadmiarowe aureole były usuwane i przerzucane w ikonach komuterowych  przez sprawców drugiej generacji. Tak długi okres oczekiwania mógł wskazywać na chęć wielokrotnego przedawnienia się czynu oraz, późniejsze niż przypuszczano, pojawienie się odpowiednich środków przerzutu. Wszak komputery pracujące w systemie operacyjnym MS-DOS nie miały ikon. Do ustalenia pozostawała causa tych czynności i określenie stron. Były one tyleż zaskakujące co obrazoburcze. Prześwietlenie promieniami Roentgena komparycji wskazało, że aureole były wykorzystywane na styku cudzoziemiec-urząd imigracyjny. Zgodnie z zasadą Santo subito! posiadacze aureoli nie musieli wykazywać się wieloletnim przebywaniem na terytorium kraju docelowego, lecz jako święci byli naturalizowani natychmiast. Do ustalenia pozostała lista wadliwie podjętych decyzji administracyjnych.

Gdy minęła pełna napięcia cisza, sala wybuchła. Na nic zdały się protesty da Gamby, że skierowali śledztwo na niewłaściwe tory, że chodziło o podrobienie w drukarni projektu okładki do płyty The best of freestyling, że wytwórnia poniosła straty, a środowisko uznało wykonawców za czarne owce. Równie dobrze mógł wołać na puszczę – las birnamski stał w miejscu, a komisarzowi Fomie stanęła przed oczami zadowolona twarz Szefa. Wykazał się jedną trzecią wyniku. Pozostałe dwie trzecie były w rękach Rossiniego i Procházkovej, ale nie martwił się tym. W jego fachu kontakty operacyjne są ważniejsze od pełni splendorów. A intelektualne nadużycia nie mają granic.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s