Relative clause albo depozyt imiennika

Komisarz Foma przyglądał się, przekazanemu Policji, zaproszeniu do filharmonii. W programie, obok wybrzmiałego już Pendereckiego, wykonane miały być jeszcze Lochy Ness na ciurek, miski i sztućce, skomponowane niedawno przez nieznanego mu kompozytora, z którym łączyło go nazwisko. Organizatorzy koncertu wyraźnie sugerowali, że zależy im, by przybył właśnie komisarz, z którym, w zastępstwie autora, można będzie porozmawiać o utworze. W dobie walki o dobre imię Policji, Szef nie miał wątpliwości. Foma musiał się pojawić.

Czekając, aż na scenie zamontowane zostanie potrzebne instrumentarium, komisarz przeglądał partyturę utworu*. Otrzymał ją chwilę temu z prośbą, by nie pokazywał jej przed wykonaniem. Miało być ono szokiem dla publiczności, wyrwać ją z lodowego królestwa łatwostrawnego kiczu. Roztopić skostniałe koleiny ignorancji, dla której wyjątek robiono tylko dla dwóch bohaterów – patrzącego przez szklane okienko Chopina, i zaglądającego ze szklanego ekranu Rubika. Miało przybliżyć współczesność, zadać nowe pytania, rozpalić dyskusję, połączyć dryfujące każde w swoją stronę, sztukę, naukę, inżynierię i filozofię. Pełne napięcia oczekiwanie publiczności wskazywało, że organizatorzy wybrali właściwą drogę.

Gdy ciurkiem, jeden po drugim, zaczęły spływać kropliste dźwięki, komisarz dał się ponieść strumieniowi skojarzeń. Płynęły w nim w sposób nieciągły, podobnie jak dominujący na pierwszym planie ciurek. Magiczny rezonans przesuwał drżenie wypełnianych mis i, jak fale podczas przypływu, obejmował kolejne rzędy słuchaczy. Metaliczne wahania sztućców coraz natarczywiej domagały się prostej odpowiedzi.

Nikt nie był w stanie odpowiedzieć, ile wody upłynęło, by to wahanie znalazło swoje rozwiązanie. Grande finale było tyleż wyczekiwane, co zaskakujące. Może właśnie dlatego nie słychać było braw, gwizdów, szurania i skrzypienia odsuwanych foteli. Pełną niepokoju ciszę dopełniło ostatnie przekręcenie kurka.
Komisarz Foma nie wiedział, kiedy został porwany na scenę, kiedy wręczono mu kwiaty, przeznaczone dla jego imiennika. Słyszał tylko strzępy pytań, na które próbował odpowiadać. Ściskał pod pachą partyturę i zastanawiał się, gdzie mógłby ją ukryć. Aneks kuchenny w komisariacie wydawał się rozwiązaniem idealnym. W chwili estetycznego zamętu mógłby od razu przystąpić do jego wykonania. Potrzebował tylko kupić jeszcze jedną miskę do kompletu.

_____
* Dzięki skutecznej perswazji, Redakcji udało się sporządzić kopię partytury. Zainteresowani mogą ją obejrzeć w składnicy przepisów i przypisów.

Opublikowane w: on piątek, 30 maj 2008 at 15:54 Komentarze (56)

Adres URI TrackBack do wpisu to: http://komisarzfoma.wordpress.com/2008/05/30/relative-clause-albo-depozyt-imiennika/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

56 komentarzy Leave a comment.

  1. Pierwsza niekryminalna przygoda komisarza ;-)

  2. Widzę, że komisarz w ramach przygotowań do prapremiery studiował pilnie dzieła Marcela Duchampa…

  3. zeen: czyżby chodziło o fontannę? ;-)

  4. Cuś na kształt ;)

  5. Dziś panie komisarzu spędziłem tylko 3 godziny na komendzie dzielnicowej policji. Na audiencję oczekiwałem 2 godziny, audiencja trwała godzinę. Warunki? Boże, miej nas w opiece, bo organ powołany do naszego bezpieczeństwa i walki z przestępczością to atrapa.
    Ta komenda jest trzecia w Polsce pod względem ilości spraw, zaraz po W-wa Praga i Nowej Hucie. Byłem tam ostatni raz kilkanaście lat temu przy okazji zgłaszania kradzieży auta. Nic się nie zmieniło…. Nic! Zalane z zaciekami pomieszczenia, wyposażenie jak za króla Ćwieczka, ciasnota, brak ludzi, sprzętu… jedyna zmiana, to że mówiono do mnie po polsku a nie łaciną kuchenną…No i spisujący protokół oficer kryminalny był sympatyczny choć lekko chaotyczny i jak sądzę mało profesjonalny. Wypytał mnie o szczegóły zdarzenia i ewentualne moje przypuszczenia co do sprawców i zaczął spisywać protokół. Zakończył i prosi o podpisy, na to ja, że nie zapytał i nie zaprotokółował ewentualnego sprawcy….
    Uzupełnił protokół i jeszcze raz podpisałem. Ufffff….
    Trzy godziny i sprawa zgłoszenia przestępstwa załatwiona…..
    Boże, miej nas w opiece…..

  6. zeen: ale protokół pisał ręcznie, tak? To jest niestety standard :(

  7. Komputer stał i owszem, nawet odpalony, ale pisał ręcznie….
    Padło pytanie: czy był pan karany za fałszywe zeznania i czy w ogóle. No to ja, ze nie. A pan z usmiechem: A mandaty pan płacił? – Płaciłem. No to był pan karany….
    Na to ja: no jasne, a ile w dupę wziąłem pasem od ojca!
    -
    Tak naprawdę raz wziąłem i nie pamiętam za co ;)
    Atmosfera zgłaszania przestępstwa na tym komisariacie nie powiem, była sympatyczna :)

  8. A siedzieli na tym komisariacie przy świeżo zaparzonej herbacie? ;-)

  9. Widziałem w pokoju na stoliku puszkę pt. Kasza gryczana z gulaszem – towar nie przeznaczony do sprzedaży. Pomoc WE.
    Nie pytałem skąd się wzięło, bo otoczenie wskazywało, że oni sami to się raczej nie wyżywią….

  10. Komputery na komisariatach są. I one nawet działają. Tylko pech polega na tym, że nie ma środków na papier do drukarki. No i z tonerem do drukarek też jest krucho…

  11. :-D

  12. E, w tym wypadku to raczej :-(

  13. Życzę miłego poniedziałku na komisariacie – powinno być w komisariacie, ale nie wiem skąd się przyjęło na. a cappella nam to wyjaśni, wszak jest profesjonalistką :)

  14. @Dora: ” :-D ” było za całokształt… ;-)

    @zeen: obawiam się, że to banalny uzus, psze Pana. A od tropienia i (roz)gmatwania śladów to tu jest Gospodarz… :neutral:

  15. Nasz Mistrz cuś zajęty, pracuje pewnie nad jakąś ciężką sprawą…

  16. Kolego zeen, wszak miano “mistrza” przydzielone zostało koledze. Gospodarz zadowala się, wtykanym tu i ówdzie, stopniem oficerskim :)
    Z moją dostępnością (słowa skargi wskazują, że za niską…) jest tak sobie. Słoneczny weekend i przygotowania przedurlopowe skutecznie zabierają chwile, które możnaby spędzić w cyberprzestrzeni.
    ps. co to jest “komenda dzielnicowa”? Jak mniemam, chodziło o komisariat ;) Dwie godziny oczekiwania! To można było przeczytać wszystkie pozostawione na ścianach dopiski odwiedzających. Może i zeen coś zrymował i umieścił pod wykazem osób poszukiwanych…

  17. Komenda to słowo pada nawet z ust policjantów. W poczekalni nie było specjalnie co czytać, nie byłem przygotowany na tak długie czekanie, wdałem się zatem w pogawędkę z kolejnymi nieszczęśnikami: ukradzione auto i gwizdnięte tablice rejestracyjne.
    Skorzystałem z automatu na napoje 2 x. Dgy przyszedł ostatni interesant i zapytał jak długo czekamy odpowiedziałem pytaniem: czy wziął pan urlop i jakieś kanapki?

  18. Po co kanapki? Pizzę można sobie przecież zamówić. Bardziej przydatna jest szczoteczka do zębów…

  19. Fakt, zawsze zgłaszającego można przekwalifikować….

  20. Albo przekonać, żeby zamówił trzy pizze, dla policjantów na służbie…

  21. Następna zagadka dla komisarza: kto pobił gary :-P :lol:

  22. To żadna zagadka. Kierowniczka pobiła.

  23. Będzie sprawa o pobicie?

  24. Zyg zyg marchewka, komisarz przecież nie przyzna się, że to on :-P

  25. Łajza minęli :lol:

  26. Komisarz nie może się przyznać do czegoś, czego nie zrobił. Ja tu widzę szczególny plan Kierowniczki, polegający na przeciąganiu tematu, spychając go jednocześnie na coraż mniej publicznie obserwowane obszary (czyli bardziej kameralne blogi) z intencją, że sprawa się rozmyje i przedawni.
    A wystarczyło powiedzieć, że zarządzenie się przeleżało w odwołaniu i dopiero po kilku miesiącach organ drugiej instancji, czyli Pani Kierowniczka, rozpatrzyła skargę na zarządzenie organu pierwszej instancji, czyli TZB, i uchyliła zaskarżoną decyzję. Przecież prawa do nadzoru instancyjnego nie kwestionowałem ani słowem. Ale nie, walka do końca… Aż gary, jeden po drugim się tłuką…

  27. Właśnie. I obecność psów na blogu w tym czasie, choć była nielegalna z uwagi na brak wypełnienia przepisów zarządzenia, pozostanie uznana za złamanie prawa w dobrej wierze i nie będzie karana. Od momentu uchylenia zarządzenia obecność wszystkich jest legalna – i juszszsz….

  28. O, i to jest przykład wyciągnięcia ręki! Na podwórkach w stolycy takich nie uświadczysz…

  29. Ileż to radości może dać jedno – niepodpisane – zarządzenie :P

  30. A jakby było podpisane… Oj, pogonilibyśmy tych i owych ipso iure ;)

  31. ;-)

  32. Odpowiadając na dylematy Allo Allo:
    Cóż mam rzec… Przed tak ważną decyzną należy odpowiedzieć sobie na następujące pytania:
    - czy i jacy czytelnicy są ważni?
    - skąd ma się ich znaleźć
    - co się ma im do powiedzenia i czy da się ich przywiązać na dłużej
    - i pytanie egzystencjalne: czy to co się chce powiedzieć, trzeba koniecznie robić u siebie.
    Zapewne bywalcy komisariatu będą się mogli wypowiedzieć z innej perspektywy.

  33. Jako chyba jedyny nie prowadzący bloga powstrzymam się od głosu….

  34. Wręcz przeciwnie, ciekawią nas argumenty abstynenta :D

  35. Bardzo, bardzo ciekawią!
    Tak sobie rozmyślam, bo po prostu jak dotąd nie znalazałam blogu para/literackiego, w którym chciałabym się wpisywać. I wtedy pomyślałam o własnym… Przecież nie będę zaśmiecać dywanu Pani Doroty moimi mniej i bardziej kontrowersyjnymi myślami.

  36. A i owszem, jest blog z parą literacką, łatwo do niego trafić przez okienko muzyczne :)
    A u mnie jest prosto: nie zaposiadowywuję pary literackiej, dlatego param się dopisywaniem do cudzej pary swoich przemyśleń pozbawionych pary….

  37. Ależ ja tam byłam. Pary nie znalazłam.

  38. No cóż, jeżeli dla Alli Baudelaire czy Joyce, że wymienię pierwszych z brzegu, nie mają pary, to ja przepraszam i najdelikatniej jak tylko potrafię, drzwi zamykam.

  39. To my chyba rozmawiamy o róznych blogach!
    Ach, juz wiem! Chodzi Ci o Hokopoko! To jednak rózne blogi mielismy na mysli. Nie, no Hoko powalił mnie, Baudelaire był fantastyczny. Bardzo wiele czasu spędziłam przy obrazach. Tylko tam dyskusja o B. skończyła się (o ile dobrze pamiętam) miesiąc temu. Sorry, naprawdę myślałam innym blogu.

  40. No właśnie, ktoś dla zmyłki poprowadził Allę po niewłaściwym linowym moście. I tak mylne błędy zrodziły mylne wnioski…
    A drzwi otwarte. Komisariat czynny całą dobę.

  41. Mogę tutaj?! Foma: – to ustalamy – jeśli będziesz chciał mnie pogonić, to po prostu to zrobisz, a ja sobie pójdę. To zgadzasz się na mój latający dywanik?

  42. Alla, oczywiście możesz tutaj. Ale pliz, małe efff…

  43. foma, to dzisiaj nocą pierwszy wpisik będzie. O “Homobiografiach” Tomasika, bo od dwóch tygodni zamęczam (tych, którzy nie są w stanie mi przerwać)moimi opiniami. Dzięki bardzo. A teraz wracam do pracy.

  44. Alla, tylko żeby było kryminalnie, zwięźle i interesująco ;) Przetrzesz się i zobaczysz, czy ktoś chce to czytać i komentować…

  45. Kryminalnie nie będzie! foma, przecież ustaliliśmy: znudzą Cię moje wpisy, mówisz “dość”, a ja zabieram zabawki i znikam. To proste!

  46. Właśnie wróciłam z Zachęty, z wystawy „Idź i patrz” Luc Tuymans’a. Ale o wystawie innym razem. Teraz kilka słów o książce.

    „Homobiografie” Krzysztofa Tomasika rozpoczyna cytat:
    „Ale u nas się nigdy prawdy nie pisze, bo albo znajomi, albo naród”(?), albo pan Bóg czy inny Stalin się obrazi”
    Zygmunt Mycielski

    Krzysztof Tomasik podjął się zbadania „niewygodnej sfery życia prywatnego” uznając, że „niewygodna jest wszelka nienormatywność, przede wszystkim homoseksualizm”. Autor staje do walki z „hipokryzją szacunku” badając biografie Andrzejewskiego, Dąbrowskiej, Gombrowicza, Hertza, Iwaszkiewicza, Anny Iwaszkiewicz, Konopnickiej, Rodziewiczówny, Lechonia, Zawieyskiego i in. Wyszukuje cytaty z dzienników, słowa znajomych i przyjaciół, przedstawia fragmenty listów. Wynikiem jego pracy jest zajmująca, ciekawa, czasami szokująca książka napisana z dystansem i wielką kulturą, empatią, dążeniem do zrozumienia, mimo iż autor „wchodzi z butami” tam, gdzie nie został zaproszony.
    Sądzę, jest to potrzebna książka. Lecz mimo wszystko nie mogłam uwolnić się od wrażenia, że jest w dużej mierze „plotkarska”, jest jakby serią maksymalnie dobrze udokumentowanym „cover story” do jednej z kobiecych gazet z górnej półki.
    Zastanawiam się także czy te osoby, które unikały rozprawiania o swej seksualności, życzyłyby sobie by temat, który dla większości z nich nie istniał w publicznym dyskursie, stawał się bazą do snucia rozważań, a w przyszłości (pewnie) do reinterpretowania ich twórczości. I kolejne pytanie: czy należy poddawać ich twórczość reinterpretacji przyjmując za punkt wyjścia preferencje seksualne?
    Czy wypada dyskutować o lesbijskim związku Konopnickiej i Dulębianki skoro nawet autor „Homobiografii” nie znalazł argumentów, które świadczyłyby o jego erotycznym podtekście?
    Są przypuszczenia, dedukcje, tropy.
    Na zakończenie muszę przyznać, że książkę czyta się jednym tchem.
    Krzysztof Tomasik „Homobiografie” Wydawnictwo Krytyki Politycznej, W-wa 2008

  47. No ładnych rzeczy ja się tu dowiaduję o patronce mojego liceum. Chyba nie będę mógł zasnąć tej nocy… ;-)

  48. No i tak się ten świat plecie. Kiedyś, hen, hen za rzekami, ponad 100 lat temu dwie panie zamieszkały w jednym domku, nie wadząc nikomu, a przez to teraz Quake nie może spać…

  49. Sam, Alla, sam….

  50. Z kurami. O przepraszam, z kurą…

  51. oj, zeen! Ostatnio twierdziłeś, że Quake ma możliwości, tylko działać mu się nie chce! No to dlatego “sam,(…)sam…” :-)

  52. Teorie zeena zmieniają się dynamicznie. Czasem trudno nadążyć :

    http://quakeblog.wordpress.com/2008/06/01/abolicja-podatkowa-vol-2/#comment-690

  53. Boszesz… Gdzie ten zeen zagląda! Do alkowy! I na dodatek liczy kto z kim! I to wszystko podczas omawiania Abolicji podatkowej vol.2!!!

  54. przed okiem zeena
    nie ma schronienia…

  55. Alla, z czasem człowiek się przyzwyczaja… :)

  56. do zeena?!


Leave a Comment