- …mać – zaklął tematycznie komisarz.
Foma tworzył, a aspirant Podhalański i Pani Ala próbowali mu w tym pomóc.
Po pierwsze – nie szkodzić, po drugie – tworzyć sprzyjające warunki, po trzecie – pomagać w każdy możliwy sposób. Tę triadę wsparcia stosowali od rana. Jak na razie z umiarkowanym skutkiem.
A było co wspierać. Zbliżający się Dzień Matki uświadomił najwyższym czynnikom, że po ostatnich naborach w jednym momencie w szeregach policji pojawiło się bardzo dużo młodych kobiet, którym poczucie stabilizacji pozwoliło nie odkładać na dłużej decyzji o macierzyństwie. W efekcie mocno sfeminizowane jednostki weszły w fazę permanentnej pracy na pół gwizdka.
Oficjalnie nikt nie utyskiwał, że nie ma kim zapewniać porządku rozrastającemu się społeczeństwu. W nieoficjalnych rozmowach dawało się jednak wyczuć zaskoczenie i ubolewanie z triumfu rodzicielskiego indywidualizmu nad firmowym solidaryzmem.
Nieobecność ze względu na urlop macierzyński była w pełni zrozumiała, ale zwolnieniom chorobowym i wydłużaniu się urlopów wychowawczych można było próbować przeciwdziałać. Oczywiście delikatnie, lekką sugestią, odwoływaniem się do wyższych celów, potrzeb służbowych i społecznych oraz poczucia odpowiedzialności i policyjnego zaangażowania. Wszystko na zasadzie pełnej dobrowolności. Bez konsekwencji, ale i ze świadomością, że oddani będą dobrze potraktowani…
Tu pojawiło się zadanie dla Fomy. Jako obytemu z pułapkami intelektualnych nadużyć nieoficjalnie polecono mu zgrabne wywołanie tego poczucia odpowiedzialności wśród zajętych swoimi pociechami policjantek. Z kilku przedstawionych przez komisarza propozycji wybrano kartkę z życzeniami – Z okazji obchodzonego po raz pierwszy Dnia Matki składamy najlepsze życzenia. Komendant… Intencja zbożna i na pierwszy rzut oka niewinna. Nawet gdyby brukowce próbowały skupić się na kosztach przedsięwzięcia, łatwo byłoby odwrócić społeczną uwagę w innym kierunku. Sprawą otwartą pozostawała dalsza, sugerująca treść. I nad tą treścią głowił się obecnie komisarz, wspierany przez swoich współpracowników.
Wróć służyć innym, choć na pół-etacie,
Przez kilka godzin przekaż dziecko tacie!
- Niczego sobie – Podhalański na każdą propozycję reagował z entuzjazmem.
- A co, jeśli ojciec dziecka też będzie policjantem? – Pani Ala spojrzała na sprawę z innej perspektywy.
- Fakt, zamiast jednej kulejącej służby, zafundujemy sobie dwie albo trzy – zasępił się komisarz. – Słyszałem, że policyjne małżeństwa są bardzo popularne. Chyba tylko lekarze częściej dobierają się w pary.
- To może odwołamy się do pieniędzy? – zasugerował aspirant. – Coś, że od siedzenia w domu pieniędzy na pieluchy nie przybywa.
- Pensja, premia i dodatki, starczą na bobasa szmatki – zareagował jak automat Foma.
- Jasne, przy obecnych zarobkach młodego narybku, dziewczyny siedząc w domu tracą prawdziwe miliony… – Pani Ala nie mogła darować sobie sarkazmu. Nie czuła się komfortowo. Z jednej strony zależało jej na sukcesie przełożonego, który wprost promieniowałby i na nią. Z drugiej jednak, solidarność kobieca buntowała się na tak instrumentalne traktowanie młodych kobiet.
- Racja. Trochę niesmaczny ten materializm i to jeszcze przy takiej okazji. Tylko co mamy innego do zaproponowania? – inwencja komisarza była już na wyczerpaniu.
- No to bądźmy fair. Powiedzmy, że są nam potrzebne nie mniej niż swoim dzieciom – Pani Ala zauważyła zielone światło dla swojego idealizmu. – I że pewnie chcą już się wyrwać z domu, choć na chwilę.
- Brzmi nieźle – przyznał Foma. – To może…
Czy w domu czy w mundurze
na jednym miejscu dłużej
wytrzymać trudno, nudno, z nikim o życiu nie pogadasz
Dlatego, drogie mamy,
wracajcie, zapraszamy,
spotkanie innych, czynnych, to na monotonię rada
Czy chłopczyk czy dziewczyna
Kilka godzin wytrzyma…
Miny aspiranta i Pani Ali mówiły same za siebie. Tego szukali.
Komisarz szybko kończył wiadomość z tekstem do Szefa. W postscriptum przypomniał, że za stronę graficzną odpowiadają rysownicy z Wydziału Kryminalnego.
‘Jako obytemu z pułapkami intelektualnych nadużyć nieoficjalnie polecono mu zgrabne wywołanie tego poczucia odpowiedzialności wśród zajętych swoimi pociechami policjantek’
Nie do końca jasno powiedziano, czy
-polecono mu dokonać intelektualnego nadużycia wedla szablonów, które był tropił
-czy zachować się na granicy nadużycia
-czy uniknąć nadużyć w ‘zgrabnym wywołaniu…’
-czy co inne
@a cappella:
…indelektualnego nadużycia E. Wedla?
Właśnie o to chodziło, by nie było za jasno, gdyby jakaś komisja się wypytywała…
E… Wedel to nie tylko nadużyty, ale prawie zużyty został… przez tych Cadburych przesłodzonych…
A dlaczego tym razem basia?
Bo się nie chciało sięgać do innego pudełeczka z ciasteczkami… A Łotr już umie akceptować…
Doprawdy dociekliwy ten komisarz…
Komisarz weryfikuje roboczą hipotezę (podrzuconą rzecz jasna), że w publicznych wypowiedziach a_cappelli i basi da się znaleźć nieścisłości, które mogłyby wskazywać na dwoistość ich istoty. Ale to opowiadanie na inną niedzielę…
Aby to opowadanie powstało już w środę, gotowa jestem podrasować i dostarczyć poszlaki i dowody…
A dlaczego już w środę?
“- Jasne, przy obecnych zarobkach młodego narybku, dziewczyny siedząc w domu tracą prawdziwe miliony…”
Widzę, że nie tylko uczelniani asystenci opływają w prawdziwe bogactwa.
Ale jaki prestiż! Służba państwu i społeczeństwu!
Oj, co za skrót wyszedł
‘A dlaczego już w środę?’ – pyta Gospodarz.
Bo środa jest wcześniej, niż sobota (a mianowicie – dzisiaj).
Dzisiaj dysponuję tylko zarysem historii, więc może kolejna środa…
No tak Foma, policjantki mają chociaż prestiż. Nie są administracyjnym dodatkiem do kupowanego (odczekanego) dyplomu.
Wyczuwam jakąś gorycz środowiska naukowego…
Foma, jakiego tam środowiska…
i jakiego tam naukowego…
Setka wierzb płaczących jeszcze lasu nie czyni.
Lasy wierzbowe… To by była atrakcja!
Najlepszy jest czwartek…
Nie “nad firmowym kolektywizmem”, ale “nad firmowym solidaryzmem”…
Bo w czwartek przyjdzie Kubuś Puchatek z życzeniami?
Ten solidaryzm schował się gdzieś w czasie pisania i czymś trzeba było go zastąpić…
Środowisko akademickie. To by była atrakcja!
I przepraszam. Ten solidaryzm to ja schowałem…
Czy w domu czy w mundurze
na jednym miejscu dłużej
wytrzymać trudno, nudno, z nikim o życiu nie pogadasz
Dlatego, drogie mamy,
wracajcie, zapraszamy,
spotkanie innych, czynnych, to na monotonię rada
Czy chłopczyk czy dziewczyna
Kilka godzin wytrzyma…
Bardzo podoba mi się wyrafinowanie sugestii zawartych w wierszyku. Pierwsza zakłada, że z powracającą mamą da się wytrzymać godzin kilka a druga, że powracająca mama może być dziewczyną a nawet chłopczykiem
I kto teraz stoi na czele pochodu emancypacji, hę?
To może wrzucić wierszyk do analizy kolejnym rocznikom maturalnym?
Ze wszech miar na to zasługuje
A choćby dlatego, że na powierzchni widać jak najbardziej zwykłą konstatację: “Czy chłopczyk czy dziewczyna
Kilka godzin wytrzyma…” a pod spodem kłębowisko możliwości…
A tak na boku: policja jest rodzaju żeńskiego
Możliwości są dwie. Ten “chłopczyk czy dziewczyna” to albo:
1. ktoś, kto ma tę powracającą mamę w pracy wytrzymywać, albo
2. ktoś, kto się tej mamie urodził
I teraz którą opcję Komisarz miał na myśli? Zgadnijcie, drogie dzieci
Rozwijając myśl Dory, zgadnijcie drogie dziewczynki czy chłopczyki
Jak mama będzie pilnie słuchać dziewczynków i chłopczyków w pracy to wtedy lepiej zrozumie tego, kto się tej mamie właśnie urodził
… czy to jest właściwa wykładnia, Komisarzu?…
To jedna z akceptowalnych wykładni, Pani Barbaro
Nie doceniacie potęgi administracji. Wielość interpretacji zostanie zamieniona na maturze w jedną poprawną interpretację i będzie to interpretacja, która zapewne nigdy nie przyszła by wam do głowy.
Otóż:
Intencją autora było przekonanie czytelnika, iż prawdziwym miejscem dla kobiecej realizacji jest dom, a jej najważniejszym powołaniem: rodzenie dzieci. Mundur pojawia się tutaj w celu nadania znaczenia pracy domowej. Kobieta przywdziewa mundur codzienności i udaje się na osiedlowe zakupy, gdzie wymienia swoje spostrzeżenia na temat życia i moralnego wychowania dzieci. Tak jak cenne są dla kraju służby mundurowe, tak i cenna jest codzienna praca tysięcy poświęcających się bez reszty niepracujących matek.
Autor chce wyrwać matkę z ogłupienia gejoliberalną swobodą, która w prostej linii prowadzi to nihilizmu. Wzywa ją do opuszczenia domu i założenia osiedlowej wspólnoty.
Autor podkreśla, że mogą w niej uczestniczyć również chłopcy (pracujący mężczyźni) ale może być to dla nich trudne i niezrozumiałe. (kilka godzin wytrzyma) Autor stosuje tu nowatorską formę wypowiedzi, gdzie pomimo umieszczenia w jednej linii (przedostatniej) dwóch grup społecznych, dla każdej z nich linijka ostatnia posiada sens odrębny. Kobiety na spotkaniach osiedlowej wspólnoty mogą wytrzymać kilka godzin, ale będzie to dla nich trudne, bo przecież obowiązki domowe wzywają…
To było w tym tekście?
O, fak…
No właśnie tego w tym tekście nie było i toż miał na myśli przedmówca w pierwszym akapicie…
Pragnę zwrócić uwagę, że przedmówca, o którym napisała Dora, ma kota…
Administracja lubi koty. Poprzedni oberszef miał swojego…
A ten kot rzeczonego przedmówcy (przedpiścy?
) nazywa się Hoko
Przedpiśca, pisiec, popisiec, zapopisiec, przedpiśca zapopiśca…
To chodzi o mojego kota? Znaczy że ja jestem tym osobnikiem podejrzewanym o coś co brzmi jak wczesne stadium alkoholizmu?
Mam kota, jestem trzeźwy!
- Nazywa się Hoko.
- O to niecodzienne imię jak na kota.
- Mam kolegę poznanego przez internet, i on podpisuje się imieniem Hoko. A samo słowo Hoko jest skrótem od Hokopoko Harakiri, która to postać pojawia się w Ulissesie.
rozmówca dekoduje komunikat:
- Jestem uzależniony od Internetu i mam podejrzanych znajomych. Czytam też japońską literaturę dla terrorystów i wariatów.
Gratulujemy trzeźwego kota!
Trzeźwy to on może i jest, ale ostatnio ma samobójcze pomysły.