Komisarz Foma wpatrywał się w oczy Szefa. Zwykle ich ciemny błękit napawał komisarza spokojem, szczególnie, gdy wzmacniał go granat munduru. Tym razem jednak Szef był w cywilu, a rozmowa nie należała do uspokajających. A tym bardziej przyjemnych. Szczególnie początek.
- No Foma, mija dzień za dniem, a ja wciąż nie słyszę pochwał na podległe mi biuro.
- A o którym biurze mowa? – starał się zażartować komisarz.
- Daruj sobie te żarty. Może są dobre na zagranicznych seminariach, ale tutaj niewiele z nich pożytku – powaga Szefa nie wróżyła nic dobrego. – Wiesz dobrze, że mówię o tobie.
Foma w milczeniu czekał na coś, co wyjaśniłoby zły humor przełożonego.
- Pamiętam, że dawałem ci pół roku, ale sprawy się pokomplikowały i już teraz trzeba udowodnić, że był sens tworzyć nowe biuro. A co ja mam pokazać? – Szef otworzył prawie pusty segregator. – Dyplomy uczestnictwa w szkoleniach? Bezsensowną gonitwę za muszkieterami? Brawurową interpretację wiersza? – chociaż pytania Szefa brzmiały tylko trochę retorycznie, komisarz nie miał pod ręką mocnych kontrargumentów. – Wiem, szkolisz się, budujesz zespół, tworzysz procedury, układasz plany, ale to się nie sprzedaje.
- To co, mamy założyć kominiarki i zrobić nalot na księgarnię?
- Szkoda zachodu. Zresztą i tak potem CBA ogłosiłoby, że to ich akcja. Na odpowiednią prezentację w mediach musisz sobie zapracować. – Szef sprawiał wrażenie, że wylał już z siebie całą porcję przygotowanej goryczy. – Nie tędy droga. Co prawda nasza medialna gwiazda, podkomisarz Jatka, chętnie dała by ci kilka lekcji…
- Jatka? Czyżby jakieś plotki? – komisarz nie wiedział co odpowiedzieć na tak absurdalne przypuszczenia.
- Słyszałem tylko, że zrobiłeś na niej wrażenie i ciągną ją komisarskie epolety. Ale spokojnie, nie wtrącam się w osobiste sprawy moich ludzi – po raz pierwszy Szef uśmiechnął się. – A ty siedź za biurkiem jak ci dobrze, niech inni pracują w terenie. Mógłbyś jednak rozwiązać jakiś problem i podesłać mediom złego luda.
- Jakiś konkretny problem? – pytania o konkretnego złego luda Foma wolał nie zadawać.
- Obojętnie. Wybierz coś od Tlimyszki. Chętnie sprzeda innym odkrycia swojego zespołu. Będzie można pokazać, że w komendzie jest dobry przepływ informacji. Nadkomisarz Tlimyszko i jego Przyjazny urząd coś znajdują, a właściwa jednostka podejmuje szybką reakcję. Komendant będzie miał czym zatkać gęby. A jak jeszcze ktoś za to oberwie, to już zupełny sukces.
- Myślałem o zagranicznych delegacjach. Uporządkowanie takiego burdelu to byłoby coś – rozmarzył się Foma.
- Tego akurat nie ruszaj – szybka reakcja Szefa nie pozostawiała złudzeń, co myśli o idealizmie komisarza. – A jak już, to po cichu, przy okazji i nie teraz. Nie ma co wywlekać brudy na zewnątrz i czepiać się swoich.
- Jasne… – komisarz nie lubił politycznego kryterium doboru. – Coś sobie wybierzemy. Tylko z kim mam to zrobić?
- O widzisz, dobrze mówisz. Zupełnie jak rasowy kierownik w państwowej administracji.
- To chyba nie jest komplement.
- Zależy od kontekstu. Widać, że się wyrabiasz. A co do ludzi, spróbuję załatwić wakat u ciebie, ale kto przyjdzie i kiedy… – Szef nie miał złudzeń, za jakiego pracodawcę uchodzi wśród dobrych specjalistów Policja.
Foma pokiwał w podziękowaniu głową. Zastanawiał się czy pierwszy dywanik u Szefa już się skończył.
- No dobra, tyle miałem do ciebie – Szef zamknął segregator.
Komisarz podniósł się z krzesła. Gdy był już przy drzwiach zatrzymał go głos przełożonego.
- A dla właściwej motywacji, na ten problem masz dwa tygodnie. Góra dwa, może mniej. I od przyszłego poniedziałku, cotygodniowa spowiedź u mnie.
Przekraczając próg komisarz Foma pomyślał, że dziewiczy okres ma już za sobą.
Przegląd
Adres URI TrackBack do wpisu to: http://komisarzfoma.wordpress.com/2008/03/04/przeglad/trackback/
No cóż, utrata dziewictwa odbyła się w zasadzie bezboleśnie, zdaje się, że bardziej boleć będą cotygodniowe spowiedzi i być może komunii przyjmowanie. A kapelan w komendzie jest? Bo teraz zdaje się wszędzie są….
Taaaa, to już wiadomo dla kogo ten etat będzie: dla kapelana
A tych kilku lekcji z Jatką to ja bym tak od razu nie skreślał
‘A jak jeszcze ktoś za to oberwie, to już zupełny sukces.’
Wpis za to jest sukcesem bezwarunkowym i bezzastrzeżeniowym…
Czyżbyś basiu uważała, że etap wyciągnięcia konsekwencji w stosunku do osoób odpowiedzialnych za błędy należy pominąć? Takie odstępowanie jest dla mnie jednym z powodów bezkarnej, absurdalnej twórczośći urzędniczej. Oderwanie odpowiedzialności od działania uważam za jeden z cięższych grzechów naszej administracji.
A w tym opisie sukcesu coś mi pobrzmiewa sarkazm…
Ależ skądże, jaki sarkazm?!
To może mam tu wszystkie cytaty, które mnie rozśmieszyły: CtrlC-CtrlV, CtrlC-CtrlV…?
ctrl+c-ctrl+v to dla niektórych jak wdech-wydech
Jasne, że takich smaczków nie należy zostawiać dla siebie. A biurko komisarza to właściwe miejsce donosu…
Uprzejmie donoszę, Szanowny Komisarzu, że zamierzam udać się jutro do stolicy Wielkopolski, skąd prawdopodobnie nie będę dostępny. A z ciekawostek: są szanse, że posłucham na żywo Jana Garbarka w dniu 01.06. gdyż bedzie on koncertował tego dnia stosunkowo niedaleko.
Nie miałem dotąd okazji konsumować go “żywcem”, ciekaw jestem zatem wrażeń, przyjeżdża z Jan Garbarek Group z Manu Katche w składzie. Mają dać kilka koncertów w Polsce. Z tego com wyczytał: 29 maja 2008 Godz.20.00 Górnośląskie Centrum Kultury, Katowice też nawiedzi…
Pozdrawiam
O jaki ładny donos… Tylko jak długo zeen będzie niedostępny? Oto jest pytanie i dziura w donosie…
Chyba coś nie tak z tym IP…
A cień wciąż w jasyr wzięta
Krótko, jak bez mała urlop pewnego komisarza…
Ale będę wyglądał wpisu
Komisarz się nie zameldował, więc zauważyłam dopiero na obchodzie…

No to za to się czepnę: co to znaczy “ja wciąż nie słyszę pochwał na podległe mi biuro”? Czy może chodzi o “pochwały dla podległego mi biura”? Pochwała nie skarga
Za to “Tlimyszko” –
Ale to i tak dopiero zawiązek, chwalić będziemy przy ciągu dalszym – jeśli będzie za co oczywiście
Pani Kierowniczko,
O nowościach melduję na boku tylko przy wpisach dzielonych.
nie można wszystkiego na tacy, bo nie chciałoby się ruszyć tego i owego z miejsca…
Wiem, że Szef zastosował konstrukcję nagany, nie pochwały, ale po pierwsze, Szef może popełniać językowe błędy, po drugie, nie przychodziło mi do głowy nic zgrabnego, a po trzecie, wypadło mi z głowy co chciałem napisać… O, już wiem, jak Przypadki trafią pod strzechy, to wcześniej jakiś redaktor zrobi korektę…
A może Szef jest obcokrajowcem?
Bez przesady. Takie numery w Policji jeszcze długo nie przejdą… Quake pewnie zaraz znajdzie w ustawie o Policji, że nawet zwykły posterunkowy musi być obywatelem polskim, a co dopiero Szef komisarza
Święte słowa. Posłusznie melduję, że zgodnie z art. 25 ustawy o Policji: “służbę w Policji może pełnić obywatel polski o nieposzlakowanej opinii, niekarany, korzystający z pełni praw publicznych, posiadający co najmniej średnie wykształcenie oraz zdolność fizyczną i psychiczną do służby w formacjach uzbrojonych, podległych szczególnej dyscyplinie służbowej, której gotów jest się podporządkować”. Spocznij, wolno palić
Nie wolno, Unia zabrania
Chyba, że poza komendą lub komisariatem…
Będąc ostatnio na pewnym komisariacie zauważyłem, że te zakazy nie wszędzie w równym stopniu się przyjęły
Jak to z przepisami. Czasem się przyjmują, czasem nie…
Całe szczęście, komisarz nie pali i nęka palaczy, na co ma ciche zezwolenie niepalącego Szefa
Jako niepalący nie widzę przeciwskazań dla nękania palaczy. Byle z umiarem
Czyżby inspiracją były rączki w miejscowych autobusach?
http://fiomonster.blogspot.com/2008/03/bez-trzymanki.html
Ja mogę nawet bez umiaru
Ja nic nie robię, tylko zwalczam bez umiaru…
@Pak: no tak, to wyjaśnia dlaczego po wejściu do autobusu wszyscy zaraz rzucają się na wolne miejsca
kjhvui;
@zeen: jakieś problemy z klawiaturą? Czy też jest to jakieś hasło dla wtajemniczonych?
To hasło dla komisarza – ciekawe, czy znajdzie zastosowanie w dalszym ciągu
554884, czyli w numerycznym języku Majów: mam problemy z internetem, ale próbuję na wszystkie sposoby – to było oczywiste drogi Watsonie…
To oczywista oczywistość, drogi Sherlocku, rzecz w tym, co było dalej
Tajemnicę można sobie wyjaśnić rozszyfrowując średnik…
Mnie to bardziej zaintrygował ten vui przed średnikiem…
To okrzyk bojowy w stylu: choćby połowa kompanii padła i tak przebrniemy przez mokradła…
To coś jak: “Dość, że Triody zniknął, zanim ‘awruk’ krzyknąć zdołał, słowo ulubione, zawołanie bitewne rodu” (cytuję z pamięci, więc mogłam coś przeinaczyć)
Wał Sinat Smel: Dość, że Triody zniknął, zanim krzyknąć zdołał zawołanie bitewne rodu : chodu!
O, zdała by się jakaś kufa “awruk!”
A może “!awruk”?
Zdecydowanie to drugie!
A tak jakieś tło historyczne z przypisami można?
Bo taki niezorientowany jestem…
Lem, “Bajki robotów”, bajka “Trzej elektrycerze”
Przeczytaj autora mojego cytatu – wspak….
(Ja też się muszę wciąż uczyć – poniewczasie – tej wrażliwości lemowskiej… cytatologicznej i każdej innej
)
‘Solaris’ przeczytałam tak gdzieś 4 lata temu… pierwsze i jak na razie jedyne dzieło Lema, nie licząc drobiazgów (czyli różnych przydatnych wyimków i felietonów w TP). Spodobało się, ale nie zassało.
Spyta ktoś słusznie: ‘jak-eś ty dziecko zdała literaturę współczesną?’*… – i to będzie bardzo dobre pytanie…
___
*odp.: zwyczajowo, na pięć u wymagającego profesora
Lem był moim ukochanym autorem, kiedy kończyłam podstawówkę. Caluteńki. Próbowałam nawet, biedna dziecina, z miłości do tegoż przebrnąć przez “Summa technologiae”, ale to już nie była aż taka atrakcja
Znaczy się miłość nie była aż taka wielka…
Był czas, że także moim ukochanym autorem był, ale tylko od pasa w górę….
Hm… a kto był w pozostałej części?
Dora,
“Summa…” to becik, “Filozofia przypadku” to jest dopiero kryminał!
Oj, wiem
“Filozofię…” toby Basi należało polecić, w końcu podtytuł brzmi, jeśli dobrze pamiętam, “Literatura w świetle empirii”…
Ja do literatury preferuję światło żarówki
Byłem dziś w stolycy w ważnej sprawie i tylko zaabsorbowaniu sprawą zawdzięczam szczęśliwy powrót do domu. Znaczy, że dzięki temu się nie denerwowałem koszmarną jazdą. Drogi są zatkane, nie sposób przejechać, kierowcy jeżdżą w sposób haniebny a do tego nie widać wyjścia z tego impasu….
Zmęczony wróciłem jak pies, chociaż dopiero po powrocie zdałem sobie sprawę z przeżytego stresu.
Znajdźcie komisarzu wolną chwilę a jak nie, to kupcie
Ale od kogo kupić? Kto ma na zbyciu?
Też bym chciała kogoś takiego spotkać…
Może poszukają państwo jakiegoś dentysty, u nich chwile są bardzo wolne
Ja takiego wrażenia nie mam, a dentystów kilku znam… Zresztą, gdyby to był taki łatwy biznes, już dawno by się przebranżowili
Komisarzu, to nie ich chwile są wolne, ale nasze u nich wolno upływają – tak przynajmniej zrozumiałam zeena
To tym bardziej mogliby dorobić, mając zmiennoczasowe fuchy na boku…
‘Zmiennoczasowe fuchy na boku’ dla dentystów…
Hmm… hmmm…
Prawda, że oryginalne? I wcale nie pozbawione sensu, że przypomnę scenę tortur bohatera z filmu “Maratończyk”, a przekonany jestem, że komisarz ma w zanadrzu kilka innych pomysłów.
Komisarz ma w zanadrzu to i owo, ale nie ma szlifierki, żeby z bryły bezkształtnej wyrzeźbić nowy tekst…
Robimy składkę na szlifierkę dla komisarza?
Chyba że wiertarka wystarczy…
@foma: pociszające jest, że nowy tekst już w tej bezkształtnej bryle jest. Wystarczy jedynie odrzucić to, co zbędne
Znaczy się kilkaset możliwych związków frazeologicznych, kilkadziesiąt neologizmów, kilkanaście możliwych wariantów rozwoju sytuacji i kilku potencjalnych sprawców…
Tylko żeby po tym odrzuceniu zbędnego coś w tej bryle jeszcze zostało
Wydmuszka… W sam raz na święta…
Metoda “na wydmuszkę” to chyba nie jest najlepsza metoda działania
Ale osiągnięcie mistrzostwa w abażurowym traktowaniu wydmuszek szlifierką to jest coś!
Bez wątpienia brzmi to wysoce zachęcająco, zwłaszcza w kontekście zbliżających się świąt
Ja mam pomysła!
On polega mniej więcej na tym, by pomóc przyjacielowi blogowemu i napisać dla Niego jakąś ciekawą albo chociaż zabawną historyjkę. Było u pani Kierowniczki, może być u komisarza. Chodzi mi coś po głowie…. tylko sprawdzę, czy nie ma nóg…
Jak chodzi, to u licha musi mieć, bo inaczej na czym by chodziło?
Do licha, zapomniałem, że do poruszania się po mojej głowie potrzebne są łyżwy….
Gwiazdy tańczą na lodzie – u zeena na głowie..
Drodzy przyjaciele, jesteście wspaniali! Ale jakos komisarz się wygrzebie…
Niech się komisarz grzebie, a ja tymczasem życzę Ci i Twojej rodzinie wesołych i pogodnych świąt. Wszystkim bywalcom tego zakątka również
Wygrzebującemu się Komisarzowi i wszystkim Czytelnikom składam życzenia spokojnych i pogodnych Świąt!
To kury grzebią…
A komisarz człowiek poważny, więc co robi? może zbiera się w sobie?
Ale jak już te kury grzebią, niech wygrzebią jakieś wesołe jajka dla komisarza i rodzinki…
Radosnych, zrelaksowanych Świąt Wielkiej Nocy życzę Komisarzowi, jego Bliskim i Czytelnikom tego blogu
Święta już na półmetku, a komisarz dopiero nos wystawia…
Bo tylko silny element ma szansę na przeżycie w tym wymagającym świecie, co odnosi się i do życzeń
Dziękuję wszystkim za życzenia, zwielokrotniam te tutaj złożone, i ślę wszystkim zainteresowanym takie, które jeszcze nie padły
Mając dzisiejszą wiedzę o sile, żałuję, że moja pięść zatrzymała się nim dosięgła mojej szczęki…
Następnym razem nie zawaham się i przypierdolę
tak, że Tyson się zawstydzi….
Czyżbyś zeenie oglądał “Fight Club”…?
zeen miał swoją Noc Prowokacji
Radosnego, spokojnego i pogodnego czasu ‘poświątecznego’
nie spóźnialsko, ale bezczasowo Wszystkim życzę
ps.
chwilowo pogodziłam się z tym, że ląduję w śmieciach i tylko obowiązkowość i czujność komisarza mnie stamtąd wydobywa, ale kiedy i gdzie się pojawię…
Znaczy się kilkaset możliwych związków frazeologicznych, kilkadziesiąt neologizmów, kilkanaście możliwych wariantów rozwoju sytuacji i kilku potencjalnych sprawców…
i za co, za niewinność
co do sprawców, nie wiem ilu ich komisarz wstępnie wytypował, ale Leona Łordpresa proszę z grona podejrzanych nie eliminować, typ ten jawnie i uparcie prześladuje mnie od chwili poznania
Czas poświąteczny jest jednocześnie czasem przedświątecznym dla kolejnych świąt, więc zawsze jest się pod co podczepić
ps.
mam nadzieję, że owe chwilowo potrwa nieoznaczenie długo, tzn. nie lądowanie w śmieciach, a niezrażanie się tymi utrudnieniami.
Co do sprawców, komisarz ma taki “kajecik” (złośliwi mówią, że to książka telefoniczna w podmienionej okładce) i od czasu do czasu wybiera któregoś
Leon Łordpres… Nie ma go! Zaraz się dopisze…
Zawodowiec?
Na pewno! W niektórych branżach amator nie da rady się utrzymać…
Ten Łordpres to jakaś podróba musi być. Prawdziwy Leon Zawodowiec przecież odszedł w wielkim stylu:
Tamten to był Lełon The Professional, a ten ma być Łordpress czyli nacisk na słowo
Może nie tyle “nacisk na słowo” co bardziej “słowny nacisk”
Kładąc nacisk na swoje słowa, wywiera słowny nacisk na interlokutora
A do słów przywiązuje duuużą wagę…
I nie jest to bynajmniej waga elektroniczna