Jak wygląda krecik?

Komisarz Foma z niepokojem wstępował w progi komisariatu. Dwutygodniowa nieobecność mogła przynieść wszelkiego rodzaju niespodzianki. Skoro u niego podczas urlopu działo się naprawdę sporo, to co dopiero mogło się wydarzyć w normalnym toku pracy jego biura. Secesje, schizmy, wrogie przejęcia, inwazje, eksplozje, porwania samolotów dzieją się wszak błyskawicznie. Nawet ekspedycje karne nie zajmują już miesięcy, jak w czasach sprzed broni maszynowej, a tyle tylko, ile potrzeba, by najważniejszy z ważnych podjął decyzję o uruchomieniu bombowców.

- Szefie, chodzą słuchy, że podobno miał pan nas na oku - wypalił po swojemu Podhalański, gdy już usiedli w gabinecie Fomy.
- Ech - westchnął po chwili milczenia komisarz - nie wierzcie we wszystko. Te nowe komórki mogą naprawdę dużo, ale bez przesady. Rzuciłem co prawda okiem na aktualności, parę dni temu, ale to takie lizanie przez szybę.
- To pan nie wie… - Z każdym słowem Pani Ala bladła coraz bardziej.
- O czym?
- Że napadają na kobiety! - Pani Ala głośno dała upust swoim emocjom.
- Gwałcą?
- Gorzej! Stawiają pod ścianą!
- I co dalej?
- To jest najciekawsze. Dalej nic. Tylko patrzą wyczekująco - wyjaśnił Podhalański.
- Na co?
- Aaa… To jest dopiero zagadka. Mogłaby trafić do nas. Wyśledzilibyśmy wszystko kto, co, jak, kiedy i dlaczego - aspirant Podhalański palił się do roboty.
- Tylko nikt tego nie zgłosił. A takie coś nie jest ścigane z urzędu - zauważyła smutno Pani Ala.
- I dobrze. Są ważniejsze sprawy niż stawianie pod ścianą - uciął sprawę Foma. - Zna ktoś z was jakiegoś ilustratora?
- Ilustratora? Takiego od obrazków? Będziemy coś wydawać?
- Żeby wydać, trzeba mieć co. Jako Biuro nie mamy. Prywatnie pytam…
- Szef coś napisał? - zaciekawił się Podhalański
- A takie tam. Dużo czasu miałem, to coś napisałem. Dla dzieci. A dzieci muszą z obrazkami.
- My możemy przeczytać i bez obrazków. W końcu jesteśmy dorośli… - prosiła Pani Ala.
Komisarz wyjął z kieszeni złożoną na czworo karteczkę. Zapisaną od góry do dołu, tu i ówdzie pokreśloną.

Krecik spał w swym domku
pół metra pod lasem,
gdy nagle ktoś w sufit
zastukał obcasem.

Zatrząsł się żyrandol.
Zaskrzypiało łóżko.
Kret otworzył oczy.
Zerwał się z poduszki,

i pomyślał sobie:
Co to za hałasy?
Dlaczego nad głową
tupią mi obcasy?

Może to robota
pana leśniczego?
Tupał, a za chwilę
huknie: cześć kolego!

Albo z jakąś sprawą
w sufit całkiem nowy
nie patrząc na drzemkę
puka pan gajowy?

A może koledzy,
zając i wiewiórka,
sprawdzają kto przyjdzie
biegać na podwórko?

Kret nałożył buty
i przyczesał włosy.
Kto stuka u góry?
Krzyknął wniebogłosy.

I przez drzwi od domku
swą wystawił głowę.
Rozejrzał się. Patrzy.
Stoi auto nowe.

Obok auta kucnął
gruby pan listonosz.
Dzień dobry kreciku,
masz, jak zamówiono

auto terenowe
z dużymi kołami.
Będziesz mógł od teraz
jeździć bezdrożami.

Kret siadł zaraz w środku.
Sprawdził fotel, szyby.
Złapał kierownicę
i ruszył na niby.

Zatrąbił klaksonem.
Włączył wycieraczkę.
Ruszył nagle szybko
Aż przestraszył kaczkę.

Zatrzymał się, wysiadł.
Samochód okrążył
I przypomniał sobie,
że jeszcze nie zdążył

ładnie podziękować.
Więc teraz, po chwili
ukłonił się grzecznie
tak jak go uczyli.

- Jeszcze nie skończone – zastrzegł Foma. – Zabrakło papieru – dodał wyjaśniająco.
Podhalański i Pani Ala zaskoczeni talentami komisarza patrzyli mu w oczy, nie wiedząc co powiedzieć. Komisarz pomyślał, że takie patrzenie prosto w oczy powinno być zalecane jak forma samoobrony dla każdego przypieranego. Bo wirówka uruchomionej rewolucji często lubi przesuwać pod ścianę tych stojących wcześniej na pozycji plutonowego. A w tym przypadku nie potrzebny jest ilustrator. Wystarczy paląca pamięć.

Opublikowany w: on poniedziałek, 30 czerwiec 2008 at 14:36 Komentarze (23)

Vox Populi, czyli kości zostały

Natura nie znosi próżni.

Niezbyt długa przecież nieobecność Komisarza na posterunku, zaowocowała pierwszymi paroksyzmami.

Czy dla rozładowania atmosfery, czy z pragnienia nowości - lud sam zaczyna tworzyć dzieła apokryficzne.

Obywatel Z.

______________________________________________________________________________________________

KOŚCI ZOSTAŁY OBGRYZIONE

Szef bębnił palcami o blat biurka trochę znudzony, trochę wściekły. Było cicho i spokojnie, lato rozkwitało, a na komisariacie zrobiło się pusto. Foma na urlopie, aspirant Podhalański gdzieś w rozjazdach, podkomisarz Jatka wyjechała na jakieś szkolenie na nikomu niepotrzebne tematy, Johan Ordnung dawno już skonczył staż i wrócił do rodzinnej Holandii. Tylko Pani Ala snuła się rozmarzona po kolejnej, krótkiej i ognistej jak przelot meteora, wizycie Zeenowiewa, podśpiewując tęsknym głosem: “W tę noooc niezwyyykłą”… Ten śpiew, nie wiedzieć czemu, jeszcze bardziej zezłościł Szefa. “Tracę tu tylko czas, nic się nie dzieje”…
W złą godzinę przemknęła mu ta myśl - nagle rozbrzmiało pospieszne pukanie do drzwi. - Wejść! - krzyknął. W progu stanął zziajany Podhalański.
- Szefie! No po prostu horror!
- Nie gorączkujcie się - zmitygował go Szef. - Opowiedzcie logicznie i po kolei, co macie do opowiedzenia.
- Znaleziono kości, bez wątpienia ludzkie, dokładnie obgryzione, blisko Kościoła Wszystkich Świętych…
“Przecież to nie Halloween” - przemknęło przez głowę Szefowi.
- …w miejscu - kontynuował Podhalański - gdzie była podobno sadzawka, nazywali ją Dotleniacz, ale ja tam żadnej sadzawki nie widziałem…
“No to ktoś się nieźle dotlenił” - skomentował w myślach Szef.
- Ale najdziwniejsze, Szefie - ciągnął Podhalański - że przy tych kościach leżała komórka! Nie wiemy, czy należała do denata, czy porzucił ją ktoś inny. Ale są na niej zapisane esemesy dla nas szokujące.
- Zanotowaliście treść?
- Tak. Jedno ze zdań nas zwłaszcza interesuje: “foma ps. Komisarz czuwa i nie da się zjeść jak Quake”.
- Quake? Przecież to pseudonim operacyjny naszego stałego konsultanta, radcy Kłejkiewicza. To nie może być przypadek! Czyżby to były jego kości?!!
- Kto wie? Ale przede wszystkim dlaczego foma z małej litery i jeszcze ps. Komisarz, a nie po prostu komisarz Foma? Coś tu nie gra…
- Bardzo nie gra - zastanowił się Szef. - Ten plac to w ogóle dziwne miejsce. Kościół i synagoga w pobliżu, a w tym kościele jeszcze na dodatek co sobotę odprawiają się jakieś rytuały masońskie, i to podobno pod pretekstem koncertów Mozarta…
- Przecież Mozart też był masonem - odruchowo mruknął Podhalański. - A może - ożywił się na samą myśl - to masoni kropnęli radcę? W koncu to oni zamordowali również Mozarta…
- E, Podhalański, co też opowiadacie. Masoni nie kanibale! A Mozarta otruto…
Szef czytał kiedyś prace niejakiej pani Czarnoludzkiej, która zdecydowanie twierdziła, że to nie masoni otruli Mozarta. Ale, myślał, co to za naukowiec, tylko prosty magister, i to nie muzykologii ani historii, choć i nie z apteki. Diabli wiedzą, jakie studia skończyła i czy naprawdę skończyła… Zresztą nie przepadał za Mozartem, wolał współczesnych gitarzystów wszelkiego rodzaju (pasję tę dzielił z Zeenowiewem). Ale, pomyślał, ta Czarnoludzka może coś wiedzieć.
- Idźcie no, Podhalański, do mgr Czarnoludzkiej i spróbujcie się dowiedzieć czegoś więcej o tych masońskich rytuałach u Wszystkich Świętych, może się przy okazji zorientujecie, czy ona coś wie o sprawie.
- Rozkaz!
Podhalański wyszedł dziarsko z pokoju, a Szef znów popadł w zadumę. Jak to - foma ps. Komisarz… I dlaczego śle esemesy, przecież nie zdradził nikomu, dokąd jedzie na urlop, i zapowiadał, że nie będzie się odzywał do nikogo…
Godzinę później zziajany Podhalański powrócił na komisariat.
- Szefie, pudło. Kości obgryzł pies, wcale zreszta nie sa ludzkie, za to do Czarnoludzkiej należała komórka, którą tam zgubiła. Czarnoludzka prowadzi jakis tam blog i miała w związku z nim w weekend jakieś zebranie. Trochę dziwne, zebranie blogu? Ale był tam też podobno radca Kłejkiewicz, który bezpiecznie wyjechał z miasta. Na tej samej komórce zresztą jest i od niego esemes: “Właśnie wyjeżdżam, jeszcze raz dziękuję za miły wieczór, życzę miłej niedzieli”. Wersal!
- No to zamykamy sprawę - uciął szef. Esemesy od Fomy wciąż jednak nie dawały mu spokoju…
* * *
- Ha! Ale im wykręciłem numer - cieszył się John Boordell na antypodach. - Trzeba by jeszcze wysłać jakiego esemesa w imieniu fomy… Może tym razem do samego Szefa?

Opublikowany w: on wtorek, 24 czerwiec 2008 at 21:21 Komentarze (17)

Po klucze tylko wróciłem…

Komisarz Foma nieśmiało poświecił latarką. Nie chciał pokazywać śledzącym go obywatelskim dziennikarzom, że nie jest jeszcze w drodze na zasłużony odpoczynek. Nie wypadało. Oznajmił przecież wszystkim, że go nie będzie. I rzeczywiście miało go nie być.
Niestety był i przeglądał szuflady w swoim gabinecie. To było ostatnie miejsce, gdzie mógł kiedyś zostawić słuchawki do dyskmena i zapasowe klucze do mieszkania, które chciał zostawić sąsiadowi. Ktoś musiał wszak podlewać kwiaty, wyjmować listy ze skrzynki i od czasu do czasu zapalić światło wieczorem.
Klucze i słuchawki znalazły się pod raportem o strukturze wydatków służbowych w administracji lokalnej. Zajmująca, acz wstrząsająca lektura - co wyjaśniało jej, przysłaniającą wszystko inne, pozycję w szufladzie komisarza. Foma jeszcze raz rzucił okiem na wykres wskazujący, że kierownicy średniego szczebla przodują w zakupach wydawnictw literatury fachowej, podczas gdy ich zwierzchnicy wyżej cenią sobie samo wydawnictwo.
Ostatnim rzutem oka komisarz objął swoje włości i zamknął drzwi. Leżące przy klawiaturze fiszki z ważnymi i/lub pilnymi informacjami pozostawił bez czytania. Poczekają. W końcu urlop rządzi się swoimi sprawami.

Opublikowany w: on piątek, 13 czerwiec 2008 at 21:09 Komentarze (99)

Poszukiwany obywatel z.

- Foma, podobno chcesz iść na urlop – Szef od razu przeszedł do rzeczy.
- Zaplanowany mam. Jeszcze przed sylwestrem wysłałem wniosek… - głos komisarza Fomy brzmiał miękko, z lekka prosząco.
- Nie mówię: nie – Szef nie lubił bez ważnych powodów komplikować prywatne życie swoim podwładnym. – Ale ciekawi mnie czy zastanawiałeś się, jak będzie wyglądała praca twojego biura przez ten czas, kiedy ciebie nie będzie?
- Myślałem o tym. Umowa na zastępstwo odpada – mina Szefa potwierdzała, że nie tylko odpada, ale nawet nie powinna była paść. – Może poproszę kogoś, żeby zaglądał od czasu do czasu? Albo Szef oddeleguje kogoś do nadzoru?
- A twoi ludzie sami nie dadzą sobie rady?
- Szczerze? Mam nadzieję, że dadzą, ale nigdy nie wiadomo, czy nie pojawi się jakaś bomba, przy której stracą orientację, co i jak należy zrobić. Za krótko miałem z nimi do czynienia, żeby ich w pełni wyszkolić – przyznał samokrytycznie komisarz.
- Nie dowiesz się, jak nie spróbujesz – Foma odniósł wrażenie, że Szef myśli lepiej o jego szkoleniowych talentach niż on sam. – Z taką drobnicą jak kosmiczne rady dla Leo, albo pomysły na naprawę służby zdrowia na pewno sobie poradzą, a większe rzeczy, gdyby były, trafią do mnie. Przyjemnego urlopu Foma – Szef uśmiechnął się i złożył akceptujący podpis na wniosku.

Komisarz życzył sobie dokładnie tego samego.

Opublikowany w: on środa, 11 czerwiec 2008 at 12:54 Komentarze (60)