Rympał (mini-adaptacja)

[bar (zwany domem), gość (nazwijmy go L.), barman, gdzieś w tle rympał]

(g) Pimpać czy nie pimpać? [L. pyta jak dziewczynka] A może wdać się w rympał? Bez słów i zawiłości. Bez słów…
(b) Chodź wyjdziemy przed dom. Posłuchamy jak klną. Jak dudni, jak parszywie coś gra [bo, gra].

[Rympał, blady rympał, gdzieś w tle]

(g) Gdy coś upimpam nadciąga nowy rympał. Bez słów i zawiłości. Bez słów…
(b) Chodź wyjdziemy przed dom. Posłuchamy jak klną. Jak dudni, jak parszywie coś gra [wciąż gra].

[A rympał idzie wolno przez park]

___________
[Rympał bez adaptacji: z dźwiękiem / bez dźwięku]

Opublikowane w:  on środa, 25 listopad 2009 at 13:15 Komentarze (54)

Bez cukru

Zabawnie tu u ciebie mówi Flo, jakby była tu pierwszy raz. Wiem potwierdzam, dolewając jej mleko do kawy. Ale nie teraz zauważa i odsuwa cukiernicę. Nie zawsze się udaje odpowiadam. A dlaczego teraz nie? pyta, jakbym znał odpowiedź. Nie znam. Oczywiście jakiś powód zawsze się znajdzie. I tego, że zabawnie, i tego, że nie teraz. Pół baru to przebrane za gości powody. Czasem cały bar. Ale który z nich tym razem? Któremu zabrać sprzed nosa filiżankę i wyrzucić za drzwi? Albo wręcz przeciwnie, postawić na stole lampkę czerwonego na koszt firmy?

Może to przez porę dnia? strzelam. Myślisz? nie jest przekonana. Ja też nie. Powinny być co najmniej dwa powody, pierwszy od śmiechu, drugi od jego brak myślę głośno. Jeden nie może działać na tak wiele sposobów. Nie jest przekonana.

Trzymaj się mówi i odstawia filiżankę. Już idziesz? pytam. Kiwa głową. Niezbyty pewnie, jakby dopiero wybierała powód, albo coś z nim uzgadniała po cichu. Patrzę jak zamykają się za nią drzwi. Dalej nie jest zabawnie.


Opublikowane w:  on niedziela, 22 listopad 2009 at 21:12 Komentarze (37)

tom XI, rozdział 19

Z dziejów barowania
tom XI (varia)

* Kiedy barman musi sprawiać wrażenie, choć wolałby nie *

Nie ma w świecie barmana, który byłby w stanie dźwigać nieprzerwanie na swych barkach konstrukcję baru. Choć na co dzień może się jawić jako mityczny heros, co przybył z oddali, by przynieść ład i szczęście, to jednak i on ulega zmęczeniu i zwątpieniu, traci formę, właściwy ogląd sytuacji i spokój.

Oczywiście goście dopuszczają myśl, że barman może czasem promieniować tylko częściowo, że na chwilę przysłoni go jakiś cień, a uwaga uleci daleko poza bar. Ale między dopuszczeniem myśli, a zaakceptowaniem takiego stanu rozpościera się przestrzeń, której nie wypełniłoby i morze kawy. Dla gości bar bez barmana jest jedynie magazynem napojów, ciastek i alkoholu, składem makulatury i graciarnią, niepotrzebnie przywołującą wspomnienia, a nie tego przecież oczekują przychodząc.

Kiedy więc barman musi sprawiać wrażenie, choć nie chce ze wszech miar, pozostaje mu wybrać pomiędzy udawaniem, a schowaniem się gdzieś w głębi. Żadne z tych rozwiązań nie jest idealne, każde niesie za sobą mnóstwo niebezpieczeństw, ale porównując je z wizją zapadnięcia się baru i obrócenia w niebyt, ryzyko wydaje się być warte podjęcia.

Opublikowane w:  on piątek, 20 listopad 2009 at 10:11 Komentarze (89)

Kawa potem

kawa_0193

Wiele z tego, co wydaje się być tuż tuż, nie pojawia się nawet potem. Szczęśliwie nie odnosi się to do kawy.

Opublikowane w:  on wtorek, 17 listopad 2009 at 15:58 Komentarze (72)

Domino Day

Trochę za długo przeciąga się ten przeciąg mówi znad szklanki Flo i widać, że jej to przeszkadza. Taka pora odpowiadam. W sumie głupio, byle coś powiedzieć. Tylko co innego pasowałoby lepiej? Że owszem, długo, ale już niedługo powinno przestać? Albo że wcale nie, że nawet krócej niż ostatnio? Czasem, jak w dominie, nie ma dobrego zdania do dołożenia.

Wieje dorzuca. Listopad próbuję coś dopasować. Nie po to przeciskała się do baru, żeby zderzyć się z milczeniem. Lekko kiwa głową, bardziej doceniając starania niż słowa. Jesienią wszystko da się wytłumaczyć.

Myślisz, że jak się skończy to zamienisz czapkę na beret? pytam. Hm… Ni to milknie ni się zamyśla. Nie poganiam, o szaliku nawet nie wspominam. Może później. Póki co cisza jeszcze nie uwiera. Trzy kropki z obu stron pasują do siebie prawie zawsze.

Opublikowane w:  on piątek, 13 listopad 2009 at 20:06 Komentarze (63)

Porwana bajka

Opowiedz mi bajkę prosi głosem, któremu prawie zawsze ulegam. Nie znam żadnej bajki odpowiadam jednak, żadnej która byłaby w sam raz dla ciebie. To wymyśl. Dla mnie prosi dalej i wie, że nie odmówię. Dobrze zgadzam się zatem. Nie ma sensu się sprzeczać. Kiedyś już wymyśliłem bajkę, dawno temu, jeszcze cię wtedy nie znałem… Ale dla mnie ma być, złości się po swojemu. Nie wiadomo czy naprawdę czy tylko udaje. No i dla ciebie będzie wyjaśniam, choć sama powinna to wiedzieć, niby dla kogo innego? No nie wiem odpowiada. Wszystkie bajki zaczynają się tak samo, jakby były dla wszystkich wyjaśniam, dopiero później się robią bajkami dla kogoś. No to mów mi już tę bajkę dla mnie! niecierpliwi się jak mała dziewczynka.

Był sobie las grabowy, gdzie co dziesięć grabów rósł klon, a co dziesięć klonów brzoza. Na skraju lasu, między grabami, klonami i brzozami rosła grusza. Opodal lasu stał pałac, a koło pałacu kuźnia. Bo bajka nie będzie o księżniczce, ale o gruszce i synu kowala.

Nie wydaje się tym zmartwiona, choć czasem mam wrażenie,  że jeszcze nie wyrosła z zabaw lalkami oraz historyjek o księżniczkach i rycerzach.

Razu pewnego syn kowala przyszedł do gruszki i powiada:

- Zetnę cię.

- Nie ścinaj mnie – prosi gruszka.

- Jak cię nie zetnę to nie będę miał gruszkowej łyżki do kaszy, a mówią, że kasza gruszkowa najlepsza.

- E tam, plotki – prycha gruszka – najlepsza jest brzoskwiniowa.

- Mówisz tak, żebym cię zostawił i zaczął szukać brzoskwini, a ty mi wtedy znikniesz z oczu.

- Jasne, w te pędy polecę – odpowiada ironiczni gruszka, jak to gruszki mają w zwyczaju.

Śmieje się. Lubi, kiedy pokazuję jej świat z innej strony.

Na nieszczęście synowie kowali mają inne zwyczaje i poczucie humoru niż gruszki, bo ten się nie zaśmiał, tylko sięgnął po siekierę.

- Nie ścinaj mnie, a spełnię twoje trzy życzenia – woła przestraszona gruszka.

- Nie jesteś złotą rybką, nie umiesz spełniać życzeń.

- To zależy o co poprosisz. Jak poprosisz o gruszki, to spełnię.

- Mogę poprosić, ale to jedno życzenie, a co z resztą?

- Po pierwszych gruszkach możesz chcieć jeszcze więcej. Dobre są.

- No to dwa życzenia przeznaczę na gruszki. Trzecie już nie.

- Możesz poprosić o łyżkę – podpowiada ze sprytnym uśmiechem gruszka. – Mam jedną, mogę ci oddać. I tak kaszy nie jem.

- A jak nie będę chciał łyżki tylko co innego?

Widzę, że sama chciała to powiedzieć: a co, jak życzenie będzie zupełnie inne?

- Przecież właśnie tego chciałeś – dziwi się gruszka.

- Tak było na początku, ale teraz łyżka nieważna. Łyżki nie ma. To nie łyżki szukałem cały czas…

* Łatwo zacząć bajkę, trudniej dociągnąć ją do końca. Nie lubię takich bajek krzywi się. Dobrze się kończy? pyta. Wzruszam ramionami, jeszcze nie wiem. To idę, pa! mówi i znika szybko. Koniec bajki, choć pewnie nie doprowadziłem jej nawet do połowy.

Opublikowane w:  on niedziela, 8 listopad 2009 at 23:10 Komentarze (145)

Dobranoc

Opublikowane w:  on piątek, 6 listopad 2009 at 23:12 Komentarze (5)